D Project

Anderson, Ian - Thick As A Brick 2: Whatever Happened To Gerald Bostock?

Przemysław Stochmal,

ImagePokaźna progresywna forma nieprzerwanej muzycznej opowieści, błyskotliwe rozwiązania podziałów rytmicznych, inteligentne zabawy tempami i nastrojami, znakomite melodie, wirtuozeria wykonawstwa, przestrzenie dla improwizacji, ciekawy dobór instrumentów, powikłana, ale nie pozbawiona poczucia humoru warstwa literacka, i tak dalej, i tak dalej…W to, że całokształt przymiotów legendarnego dzieła Jethro Tull, „Thick as a Brick” stanie się również udziałem wydanej pod nazwiskiem Iana Andersona drugiej części słynnego konceptu, z pewnością wielu fanów i obserwatorów przed premierą raczyło wątpić. Od niedawna można odpowiedzieć sobie na pytanie - cóż zatem prezentuje dostępny już na rynku „Thick as a Brick 2”?

Po czterdziestu latach od wydania słynnej płyty i niemal całej dekadzie bez premierowego studyjnego materiału, ciężko było oczekiwać od Andersona dzieła o klasie choćby zbliżonej do „Thick as a Brick”. Co prawda, również i tym razem nadano płycie charakter progrockowego concept-albumu, pełnego różnorodnych muzycznych klimatów i zgrabnego parafrazowania motywów oraz, rzecz jasna, opartego na kanwie wymyślnej, naszpikowanej dowcipem opowieści. Mimo że sam Anderson względami praktycznymi tłumaczy podzielenie albumu na pojedyncze piosenki (co stanowi ukłon zwłaszcza w kierunku użytkowników serwisu iTunes), to nie ulega wątpliwości, że „Thick as a Brick 2” jest jednak zbiorem piosenek, wtórnie skompilowanych w większą, quasi-progresywną całość, nie zaś monolitycznym eposem na miarę pierwowzoru.

Jakkolwiek by nie było, nie sposób zakwestionować wyjątkową wartość tego albumu. Sprawia on bowiem wrażenie, jak gdyby idea Geralda Bostocka i „Thick as a Brick” oraz progrockowa formuła stanowiły dla Andersona jedynie pretekst do stworzenia czegoś więcej aniżeli sequelu legendarnego koncept-albumu, co potwierdzałoby, że mimo upływu lat artysta wciąż emanuje tym samym dystansem do własnej twórczości, jaki cechował powstałe przed czterdziestoma laty progrockowe arcydzieło, z zamierzenia mające być satyrą na założenia gatunku. „Whatever Happened to Gerald Bostock?” – dalsze losy nieletniego literata, jak tłumaczył w wywiadach Anderson, mogą równie dobrze być dalszymi losami każdego z nas - niejako w myśl tego stwierdzenia, na albumie, poza paroma dosłownymi cytatami z „Thick as a Brick” pojawiają się tu i ówdzie przemycane nawiązania do późniejszych płyt Jethro Tull, przede wszystkim tych pochodzących z lat siedemdziesiątych. „Thick as a Brick 2” tak naprawdę staje się więc swego rodzaju muzycznym pamiętnikiem Andersona, tym samym sprytnie umykając potencjalnym oskarżeniom, uzasadnionym w przypadku powstawania sequeli nie tylko muzycznych dzieł, o nonszalancko sprawne marketingowo próby mierzenia się z dziełem zamkniętym, skończonym, niewymagającym żadnych dopowiedzeń.

Owo muzyczne wspomnienie może nie jest porywające, ale składające się na nie kompozycje trzymają solidny poziom, czasem prezentując nawet przebojowy potencjał, a co najważniejsze, udaje im się uniknąć niebezpieczeństwa zwyczajnej żenady. „Thick as a Brick 2” z oczywistych względów nie stanie się bezpośrednim powodem, by ruszać na zapowiadane koncerty wspominające wydany czterdzieści lat temu album, niemniej jednak muzyki tej słucha się na tyle dobrze, że obecność całej płyty w koncertowej setliście nie powinna zniechęcić nikogo do wyruszenia na występ Iana Andersona i towarzyszących jemu muzyków.

MLWZ album na 15-lecie