Lucassen, Arjen Anthony - Lost In The New Real

Anna Sobótka,

ImageWreszcie nadszedł dzień 23 kwietnia, a więc ten, na który planowana była europejska premiera solowego albumu Arjena Anthony Lucassena zatytułowanego „Lost In The New Real”. Trzeba przyznać, że ten znany ze swoich licznych projektów, że wspomnę tylko o Ayreon, Ambeon, Guilt Machine czy Star One (wiele z ich wydawnictw omawialiśmy na łamach Małego Leksykonu, jak i prezentowaliśmy w naszych cotygodniowych audycjach), multiinstrumentalista potrafił skutecznie podsycać zainteresowanie swoją solową produkcją, gdyż już wiele miesięcy przed zapowiadaną datą publikacji wydawnictwa, informował on swoich fanów, zarówno za pomocą swojej strony internetowej, jak i portali społecznościowych typu Facebook, Twitter, Myspace itp., o postępach w nagrywaniu nowej płyty.

Omawiany album opowiada o człowieku zwanym Mr. L. Kiedyś zapadł on na nieuleczalną chorobę, a w chwili swojej śmierci został zamrożony. W odległej przyszłości, kiedy można go było uzdrowić, przywrócono go do życia. Czasy jednak bardzo się zmieniły, technologia jest już tak zaawansowana, że trudno odróżnić rzeczywistość od wirtualnego świata. Bohater naszej opowieści nie potrafi odnaleźć się w tym nowym dla niego otoczeniu, czuje się zagubiony i próbuje dociec, czy znajdzie dla siebie miejsce w nowym świecie. Pomaga mu w tym trudnym zadaniu doktor psychiatrii Voight Kampff (w tę rolę na płycie wciela się znany holenderski aktor Rutger Hauer, będący - jak się okazuje – wielkim fanem muzyki Lucassena), który staje się osobistym terapeutą głównego bohatera tego albumu. Nie jest to jednak proste w rzeczywistości pozbawionej interakcji ludzkich, które przeniesiono do wirtualnego świata, gdzie emocje są generowane przez komputery, a mieszkańcy globu są całkowicie inwigilowani. Można przypuszczać, że Lucassen, pisząc tę historię, znalazł inspirację w przemianach, jakie nastąpiły na przełomie XX i XXI wieku w zakresie wpływu mediów elektronicznych i szybkiego rozwoju technologicznego na nasze życie. Cała ta opowieść zawiera się na krążku nr 1 składającym się z dziesięciu utworów. CD nr 2 to kolejnych dziesięć numerów – pięć z nich powstało przy okazji tworzenia albumu, nie wpasowały się jednak w ciągłość zdarzeniową zawartą na CD1, chociaż są uzupełnieniem konceptu, następne pięć to covery: Pink Floyd, Blue Öyster Cult, Led Zeppelin, The Alan Parsons Project i Franka Zappy.

Autor na albumie tym zmierza w kierunku autorefleksji i wydaje się czynić cuda ze swoich muzycznych kreacji. Porusza tematy aktualne w dzisiejszych czasach związane z cenzurą, eutanazją, religią czy kontrolą i pełną inwigilacją populacji.

Co ja mogę napisać o tym albumie? Muszę powiedzieć, że nie pokochałam go od pierwszego przesłuchania, początkowo wydawał mi się dosyć przeciętny, nierówny i niespójny. Jednakże z każdym kolejnym odtworzeniem zdobywał moje serce. Teraz jestem już pod jego wielkim wrażeniem. Zrozumiałam, że odczucie niespójności brało się tak naprawdę z jego różnorodności. Potrzebowałam czasu, żeby muzyka, której słuchałam w pełni do mnie trafiła. Wszystko pasuje mi na tym krążku. Dobór utworów, narracja Rutgera Hauera, bogactwo doboru instrumentów, przepiękne gitarowe solówki, dźwięki fletu, klawiszy, rozmach tak charakterystyczny dla produkcji Lucassena…, wszystko! Każdy utwór opiera się na chwytliwych melodiach i chórach, Arjen niejednokrotnie wędruje też do cięższych brzmień. Kompozycje mieszczą się w szerokiej i zróżnicowanej stylistyce, nie posiadają jednolitego klimatu, mamy wrażenie, ze poruszamy się po różnych wymiarach rocka. Mamy klasyczny prog rock w „The New Real” i w najdłuższym, bo ponad dziesięciominutowym tytułowym nagraniu albumu, mamy dużo charakterystycznych dla Lucassena elektronicznych, zagranych z klawiszowym zacięciem, dźwięków w „Yellowstone Memorial Day” i w „Where Pigs Fly”. W „Parental Procreation Permit” nie brakuje delikatnego patosu, a nawet efektownego growlu w jego finale. „Don’t Switch Me Off” to z kolei mroczny klimat z cyberpunkową przestrzenią, a folkowe wpływy możemy usłyszeć w przebojowym utworze o wymownym tytule „Pink Beatles In A Purple Zeppelin”, w „When I’m Hundred Sixty–Four” oraz w „Doctor Slumber’s Eternity Home”.

CD 2 zmieścił w swojej objętości pięć utworów, które śmiało można było umieścić na krążku nr 1, z jakichś jednak przyczyn Arjen tego nie uczynił. Może nie do końca wpasowują się one w ciągłość zdarzeniową koncepcji i stąd ta decyzja? Z drugiej strony spowodowałoby to rozszerzenie pierwszej części albumu do rozmiarów niezbyt lubianych przez słuchaczy. A może artysta chciał koniecznie opublikować covery pięciu ważnych dla niego utworów. I tak mamy na drugiej płycie, oprócz rzeczonej piątki, cover Floydów - „Welcome To The Machine”, z ciężkimi metalowymi riffami, znakomicie wykonany utwór znany z wcześniejszego wykonania zespołu Blue Öyster Cult pt. „Veteran Of The Psychic Wars”, a także „Battle Of Evermore” z repertuaru Led Zeppelin. Pozostałe dwa nagrania to “Some Other Time” Alana Parsonsa i „I’m The Slime” z muzycznych zasobów Franka Zappy. To naprawdę dobrze zaśpiewane i zagrane wersje, niekoniecznie trzymające się sztywno oryginalnych wykonań.  

Inną kwestią, na którą warto zwrócić uwagę omawiając album „Lost In The New Real” jest fakt, że tym razem Arjen nie zaprosił do udziału w nagraniu materiału plejady znanych głosów (przypomnijmy, że w swoich innych projektach muzycznych „zatrudniał” on m.in. Bruce’a Dickinsona, Fisha, Jamesa LaBrie czy Russella Allena), a wszystkie partie wokalne wykonał sam, dopuszczając tylko parę głosów wspierających. I muszę przyznać, że wyszło mu to bardzo przyzwoicie. Nie jest on może wokalistą wybitnym, ale kompozycje w jego wykonaniu brzmią naprawdę dobrze, a dodając do tego informację, że gra on na prawie wszystkich instrumentach, które słyszymy na płycie, to trzeba tylko chylić czoła przed umiejętnościami i talentem tego artysty.

Gorąco polecam album „Lost In The New Real” każdemu miłośnikowi rozległej twórczości Arjena A. Lucassena. Znając jego wcześniejsze dokonania na pewno nie będziecie zawiedzeni po odsłuchaniu zawartości obydwu krążków tego, tym razem solowego projektu.

MLWZ album na 15-lecie