Citizen Cain - Playing Dead

Artur Chachlowski,
ImageOddani sympatycy progresywnego rocka doskonale pamiętają ten zespół. Pochodzi on ze Szkocji, zadebiutował przed 10 laty albumem „Serpents In Camouflage”, potem nagrał jeszcze dwie kolejne płyty, wydał jeden album retrospektywny, ale od jakiegoś czasu uporczywie milczał. Teraz powraca kolejnym wydawnictwem, z którego z pewnością ucieszą się oddani fani prog rocka. Niewątpliwym atutem grupy Citizen Cain jest wokalista urywający się pod pseudonimem Cyrus. Jego głos i sposób ekspresji niemal do złudzenia przypominają Petera Gabriela, a że kompozycje zespołu są bardzo rozbudowane i wielowątkowe, nie dziwi fakt, że twórczość Citizen Cain często porównuje się do Genesis. Nie inaczej jest na płycie „Playing Dead”. Wypełniają ją głównie długie, skomplikowane, ale i bardzo melodyjne kompozycje. W sumie wymagają one od słuchacza sporej cierpliwości, ale cierpliwość ta może okazać się nagrodzona. Przy każdym kolejnym przesłuchaniu odkrywa się w tej muzyce coś nowego, coś ciekawego, coś, co powoduje, że po zakończeniu tego albumu chce się wysłuchać go raz jeszcze. Maruderzy poczują się znużeni i zapewne będą kręcić nosem. Ja nie marudzę i z ogromnym entuzjazmem przyznaję tej płycie mocną czwórkę.
MLWZ album na 15-lecie