Half Light - Black Velvet Dress

Robert "Morfina" Węgrzyn,

Image„Black Velvet Dress” to tytuł trzeciego albumu polskiego tria Half Light. Na krążku znajduje się jedenaście kompozycji, dość mocno opartych na elektronicznych brzmieniach, za które odpowiada Piotr Skrzypczyk. Ich urozmaiceniem jest dodanie rockowej gitary (Krzysztof Marciniak) i naturalnego męskiego wokalu Krzysztofa Janiszewskiego (bardzo dobrego!). Przyznaję, że nie jestem fanem tak zwanego elektro-rocka, ale muzyka zapodana na omawianym albumie jest naprawdę bardzo interesująca i błyskawicznie przyswajalna. Nawet takiemu laikowi jak ja.

Już temat otwierający to wydawnictwo, instrumentalny utwór pt. „Paranoia”, pokazuje z jakimi kompozycjami będziemy mieć do czynienia. Wstęp jest lekko transowy, taka mało odczuwalna dawka techno, bit jest słaby, by nie powiedzieć dyskretny i nieprzeszkadzający. To zdecydowanie saksofon (gościnny udział Marka Walichniewicza) robi dobrą robotę w tej właśnie kompozycji. W drugim utworze, „Cold Friends”, mamy fajnie podkręcony bit i mocno elektroniczne dźwięki, bardzo syntetycznie brzmienie, osobiście nie do końca mi odpowiadające, ale jednak zjadliwe. Ten numer akceptuję. Kolejny, bardzo słodko brzmiący „Confused”, charakteryzuje się loopowym podkładem i nie za bardzo bogatym rytmem. Wokale są jaby trochę lukrowane Ten numer akurat do mnie nie przemawia, bo przypominam, ja cały czas szukam tej rockowej gitary, a tu tylko wyłapuję jakieś poszczególne frazy melodyjkowe. Gdzie ten pazur i rockowe brzmienie? Jest. Czwórka - „Bitter Paris” - ma wstęp prawie jak jakiś Michael Jackson, ma nawet podobny sposób śpiewania. Kompozycja w sumie niegłupia, posiadająca dość interesujący refren, mająca nośną, melodyjną linię i znamiona komercyjnego kawałka. Na szczęście nie ma w niej elektronicznej monotonii i melancholii. I oto mamy numer szósty, gdzie jest bardziej wyeksponowana gitara. To fajnie zmiksowany kawałek, z przyjemnym loopikiem. Ta propozycja zatytułowana jest „Time” – to bardzo trafiona opowieść, a jej końcówka jest bardzo przyjemnie rozkręcona i niesamowicie melodyjna. Kolejna propozycja, „Dance With Death”, jest nieco dark–transowa. Dopiero w tym numerze zrozumiałem sposób śpiewania i przenoszenia emocji przez wokalistę. Przyznaję, że to świetna kompozycja, a wykonanie – pierwsza klasa! Dla mnie zdecydowany faworyt tego krążka. Konkurować z nim może obdarzony bardzo melodyjnym refrenem „Happy Useless Nation”. Podobać może się też instrumentalne zakończenie płyty – „Moment”. A po nim i tak jeszcze zespół na chwilę powraca z „ukrytym utworem”, będącym hołdem dla śp. Grzegorza Ciechowskiego.

Reszty numerów musicie posłuchać sami. Wtedy najlepiej zrozumiecie fenomen brzmienia grupy Half Light. Bo trzeba przyznać, że w swojej elektroniczno-rockowej kategorii grają jak mało kto w naszym kraju. Moje podsumowujące wrażenie po wysłuchaniu albumu „Black Velvet Dress” jest takie, że płyta rozkręca się z minuty na minutę, a każdy kolejny numer jest lepszy, ciekawszy od poprzedniego. Tak, że warto słuchać jej do samego końca. Czuć ciągoty kapeli w kierunku Depeche Mode czy Faith No More. Jest nadspodziewanie dobrze i bardzo przyjemnie. Jeżeli już mam się czepiać, to mam odczucie, że jest w muzyce Half Light chwilami nieco za delikatnie, bit główny, ten rytm, przy którym noga sama chodzi, mogłyby być wyraźniejszy, bardziej „piorący”. Podobna uwagę mam do brzmienia gitary. Trochę jej za mało. Czasami jest zbyt delikatnie i zwiewnie, muzyka unosi się w powietrzu jak czarna sukienka na wietrze. Widziałem Half Light na żywo i gitara potrafi być wtedy bardziej drapieżna.

Jednakowoż zespół nagrał kawałek interesującej i intrygującej muzyki, chociaż, przyznam szczerze, że nie adresowanej do wielkiej masy publiczności. „Black Velvet Dress” to bez cienia wątpliwości bardzo oryginalna propozycja. Czy znajdzie swój rynek w naszym kraju? Czas pokaże. Zespół aktualnie promuje na koncertach swój najnowszy materiał, pokazując się tu i ówdzie. Dlatego zachęcam wszystkich: gdy zobaczycie ich na plakacie w swojej okolicy, nie wahajcie się ani chwili. Warto ich zobaczyć na żywo. W wersji live muzyka Half Light jest jeszcze bardziej ekscytująca…

MLWZ album na 15-lecie