Pymlico - Nightscape

Artur Chachlowski, Pymlico - Nightscape

Pymlico to jeden z tych zaprzyjaźnionych z MLWZ zespołów, którego losy śledzimy od samego początku jego działalności. Centralną postacią jest w nim jego założyciel, perkusista i główny kompozytor, Arild Brøter. Powołana przez niego do życia w 2009 roku formacja dość szybko zyskała sobie sporą sympatię w kręgach progresywnego rocka, a kolejne płyty długogrające, a przede wszystkim liczne koncerty (Arild zgromadził wokół siebie liczną grupę świetnych instrumentalistów), spowodowały że Pymlico szybko przedarł się do czołówki instrumentalnego prog rocka XXI wieku.

Skoro mowa o muzykach tworzących zespół, to warto wiedzieć, że Pymlico działa obecnie w następującym składzie: Øyvind Brøter (instrumenty klawiszowe), Stephan Hvinden i Andreas Sjo Engen (obaj na gitarach), Axel Toreg Reite (bas), Marie Færevaag (saksofony, syntezatory), Oda Rydning (instrumenty klawiszowe) oraz wspomniany już Arild Brøter (perkusja, instrumenty klawiszowe oraz dodatkowe partie gitar). Od czasu do czasu w składzie pojawiają się goście, a wśród nich spotkać można m.in. słyszanego niedawno w Galasphere 347, grającego na fletach, Ketila Vestruma Einarsena.

Za nieco więcej niż miesiąc (wytwórnia Apollon Records zapowiada premierę na 5 października br.) Pymlico wyda "Nightscape" – swoją płytę nr 5. Po sporym sukcesie wydanego dwa lata temu albumu „Meeting Point” norwescy instrumentaliści na nowym krążku wciąż nurkują w oceanie swojej miłości do różnych stylów i gatunków. Mimo, że ich muzyka nadal idealnie pasuje do określenia "progressive rock spotyka się z fusion", utwory na „Nightscape" mają bardziej tradycyjną, opartą na klasycznym piosenkowym układzie (choć „Nightscape” to album na wskroś instrumentalny i tylko w utworze „Road Movie” pojawiają się gdzieś na chwilę nieśmiałe żeńskie chórkowe wokale) strukturę, czerpiąc liczne inspiracje z melodyjnych produkcji spod znaku muzyki pop. Swój unikatowy wymiar nowa muzyka Pymlico osiąga dzięki wprowadzeniu do poszczególnych kompozycji jeszcze większej ilości pierwiastków filmowych i soundtrackowych oraz poprzez umiejętne połączenie nowoczesnych technik produkcji z niezwykłą wręcz melodyjnością. Długimi chwilami kompozycje Pymlico przypominają mi naszego Lebowskiego. Podobać mogą się ciekawe i rozbudowane aranże (zwracam uwagę na sekcję dętą w „Gabagool”), zwarte konstrukcje oraz ciekawie poukładane pod względem melodycznym utwory, jak „Tofana 10 AM”, ”Silver Arrow” czy też „Room With A View” z niesamowitą, prowadzącą główną linię melodyczną, partią saksofonu. Ale dobrych i bardzo dobrych momentów na tej czterdziestominutowej płycie jest znacznie więcej. Tak czy inaczej, można śmiało powiedzieć, że na „Nightscape” ocieramy się o rekord wysokiej jakości dźwięku, krystalicznie czystej produkcji oraz licznych mocnych, bardzo melodyjnych utworów przypadających na jednostkę czasu. Utwory Pymlico mają różną ekspresję, utrzymane są w różnorodnym klimacie i w przebogatej dźwiękowej kolorystyce, ale to, co mają ze sobą wspólnego koncentruje się na bardzo ciekawych strukturach melodycznych i na bogatych aranżacjach.

Co ciekawe, kompozycje Pymlico oraz styl, w którym są one utrzymane, mogą spodobać się naprawdę szerokiej publiczności, począwszy od sympatyków twórczości grup Pink Floyd, Porcupine Tree i Toto, poprzez Joe Satrianiego, Tears For Fears, Weather Report, Level 42, Daft Punk i Tangerine Dream aż na miłośnikach muzyki filmowej Hansa Zimmera, Johna Williamsa i Thomasa Newmana skończywszy.

MLWZ album na 15-lecie