Light Damage - Numbers

Artur Chachlowski, Light Damage - Numbers

Przed pięciu laty rozpływałem się w zachwytach nad pierwszą płytą zespołu Light Damage. We wrześniu br. ukazała się nowa, druga w dorobku tej pochodzącej z Luksemburga formacji, płyta zatytułowana „Numbers”. I przyznam, że podchodzę do niej z mniejszym entuzjazmem niźli było to w przypadku jej poprzedniczki. Dlaczego? Chyba czegoś tym razem zabrakło. Może efektu świeżości i zaskoczenia? Może pewnej ciekawości związanej z czymś nowym i nieznanym? A może po prostu materiał wypełniający nowy krążek jest, obiektywnie rzecz ujmując, po prostu słabszy?...

W składzie grupy Light Damage zaszła tylko jedna zmiana i to na stanowisku perkusisty i w sumie nie miało to, moim zdaniem, wpływu na poziom muzyki, którą słyszymy na nowym krążku. Jego głównym punktem programu jest blisko dwudziestominutowa kompozycja „From Minor To Sailor” i to ona zdecydowanie, w pozytywny sposób, odstaje od całej reszty. Epicki rozmach, swoboda, z jaką gra tu cały zespół, bogate aranżacje i chwytliwy, kilkakrotnie powracający temat przewodni – wszystko to powoduje, że Light Damage wznosi się tutaj ponad przeciętność i w swoim typowo neoprogresywnym stylu ucieka od banału i powtarzalności. Przybliża się za to do poziomu na przykład grupy Pendragon z jej wczesnych płyt. Niestety o reszcie nagrań z tego albumu już tak powiedzieć nie mogę. Nie, żeby były one nudnymi i totalnie nieudanymi utworami, ale zarówno gdy zespół idzie w bardziej piosenkowe klimaty („Number 261”, „Bloomed”) czy gra nieco bardziej rozbudowane kompozycje („Little Dark One”, „Phantom Twin”) czy też porusza się po soundtrackowych terytoriach (finałowe nagranie „Untitled” ze swoim pozytywkowym brzmieniem i głosem wypowiadającym dłuższe frazy w języku portugalskim), o efekt zachwytu raczej trudno.

Przy okazji recenzji poprzedniej płyty pisałem, że ekspresja wokalna Nicolasa-Johna Deweza przypomina mi Stuarta Nicholsona z grupy Galahad. Nie wiem co się zmieniło (czy to w moich uszach czy w głosie Nicolasa-Johna?), ale dziś już bym tego nie powiedział. Barwę jego głosu przyrównałbym raczej do Guya Manninga (kiedyś w formacji Manning, teraz w Damanek). Na płycie „Numbers” Dewez często wspomagany jest przez żeńskie wokale (Marylin Placek) oraz przetworzone głosy z interkomu (jak w „Phantom Twin”), co niewątpliwie nadaje muzyce Light Damage pewnego kolorytu. Również po stronie pozytywów dopisałbym dość częste używanie przez zaproszonych gości wiolonczel, skrzypiec i fletów (najlepiej słychać to w „Little Dark One”), co jednak nie zmienia mojego zdania, że o ile w przypadku debiutanckiej płyty mieliśmy do czynienia z albumem bardzo dobrym, to „Numbers” jest albumem co najwyżej dobrym.

 

www.progressive-promotion.de

MLWZ album na 15-lecie