41Point9 - Mr. Astute Trousers

Artur Chachlowski, 41Point9 - Mr. Astute Trousers

Już przy okazji omawiania poprzedniej, wydanej w 2011 roku płyty grupy 41Point9 pt. „Still Looking For The Answers” zwróciłem uwagę na niesamowite poczucie humoru członków zespołu i ich swoisty luz w podejściu do granej przez siebie muzyki. Nic nie zmieniło się w przypadku nowego albumu, którego już sam tytuł - „Mr. Astute Trousers” (Pan Bystre Spodnie) świadczy o tym, że muzycy tej amerykańskiej grupy to prawdziwi luzacy.

Muzycznym mózgiem zespołu jest basista, kompozytor i producent Bob Madsen. Drugim ważnym filarem 41Point9 jest wokalista Brian Cline, który swego czasu był pierwszym frontmanem znanej amerykańskiej formacji Enchant (w czasach, gdy w zespole nie było jeszcze Teda Leonarda). No właśnie, skoro padła już nazwa Enchant, to nie sposób nie uciec od ewidentnych stylistycznych podobieństw pomiędzy obiema formacjami. Enchant od jakiegoś czasu milczy, więc 41Point9 swoją nową płytą może z łatwością wypełnić lukę i z pewnością ucieszy słuchaczy, według których wymiar progresywnego rocka nie jest mierzony miarą klasycznych płyt Genesis, Yes czy Pink Floyd, a dla których liczy się raczej umiejętność powiązania popowej wrażliwości z progrockową złożonością. Można powiedzieć, że muzycy grupy 41Point9 są pod tym względem prawdziwymi mistrzami. A zarazem naturalnymi spadkobiercami takich tuzów amerykańskiej sceny, jak późny Kansas, The Journey, Toto, Giraffe czy wspomniany już Enchant właśnie.

Jak najkrócej opisać zawartość albumu „Mr. Astute Trousers”? Dziewięć świetnie skrojonych piosenkowych utworów (plus dwa bonus tracki), fajny układ płyty z muzycznym intermission pośrodku („Tilting A Windmills”), z dynamicznym i pełnym rozmachu początkiem („When Valkyries Cry”, „For The King”) i podniosłym finałem („Big Data”) oraz umieszczonym pomiędzy nimi niesamowicie chwytliwym i posiadającym radiowy potencjał „Confessions At Midnight” oraz patriotycznym hołdem dla amerykańskich żołnierzy w „The Marine”.

Całkiem przyjemna to płyta z pogranicza ambitnego popu i melodyjnego prog rocka. Amerykanie potrafią. Zresztą mają w swoim kraju ogromny rynek i publiczność otwartą na takie właśnie granie. Czy album „Mr. Astute Trousers” chwyci w Europie? Mam tu spore wątpliwości, co nie oznacza wszakże, że nie doceniam walorów tej – to kolejny argument na plus! – doskonale wyprodukowanej i rewelacyjnej pod względem brzmieniowym (polecam odbiór w słuchawkach!) płyty.

MLWZ album na 15-lecie