Adventure - New Horizon

Artur Chachlowski, Adventure - New Horizon

Zespół Adventure pochodzi z Norwegii. Nie z miasta Bergen, a z Trondheim… Uważni Czytelnicy naszego portalu pamiętają go z recenzowanych na MLWZ.PL poprzednich płyt: „Beacon Of Light” (2009) oraz „Caught In The Web” (2014). Niezorientowanym przypomnę, że zespół został założony przez gitarzystę Terje Flessena i klawiszowca Odd-Roara Bakkena jeszcze w 1995 roku. Na pewno stabilność składu nie jest jego najmocniejszą stroną. Na przestrzeni lat do obu panów dołączali: grająca na klawiszach wokalistka w osobie Elen Cath Hopen i basista Terje Craig. Jeszcze później, bo jesienią 2014 roku do Adventure przystąpił perkusista Alf Helge Lund, a nowy wokalista Kjell Myran znalazł się w składzie we wrześniu 2015 roku. I wydana w styczniu br. płyta „New Horizon” jest jego debiutem w zespole i w sumie czwartą już pozycją płytową w dorobku tego zespołu.

Wspólne komponowanie materiału na nowy album rozpoczęło się tuż po wydaniu poprzedniego krążka, a więc jesienią 2015 roku. Proces twórczy trwał wyjątkowo długo i zakończył się dopiero w marcu 2018 roku. Latem i jesienią dokonano nagrań, by na początku roku album „New Horizon” trafił na rynek nakładem wytwórni Apollon Records. Warte podkreślenia jest to, że materiał został zmasterowany przez Jacoba Holma Lupo (White Willow).

Płyta „New Horizon” zawiera 12 utworów (w tym jedno bonusowe nagranie „Refugee”). Otwierający całość instrumentalny numer „Slow Fanfare” jest de facto dwuminutowym intro wyprowadzającym w klimat albumu, choć następujący zaraz po nim Destiny” wyrywa nas ze spokojnego, nieomal klasycznego nastroju i wprowadza nieco mroczniejszy klimat, z wyraźnie oldschoolowo brzmiącymi klawiszami i wokalem (Kjel Myran), który przypomina mi trochę Robbie Steinhardta z wczesnych czasów grupy Kansas. Gitarowe i klawiszowe partie trącą purpurowym hard rockiem, co może być nieco mylące w świetle tego, z czym będziemy mieć do czynienia na reszcie albumu. Bo już kolejny utwór, „Horizon”, rozpoczyna się ciepłymi nutami fortepianu i niskim, powolnie sączącym się wokalem oraz chórkiem, zanim główny gitarowy riff przeszyje tę sielankową atmosferę swoim dramatycznym wejściem. Myślę, że ta ballada ma szansę okazać się jednym z najważniejszych utworów na płycie. Utworem-wizytówką, o której będziemy pamiętać długo jeszcze po premierze płyty. Kolejne wyróżniające się w tym zestawie nagranie to „Eireen (Goddess of Peace)”. Znowu przynosi ono mnóstwo klawiszowych brzmień w stylu lat 70. oraz pulsujących kosmicznych dźwięków umieszczonych obok siebie w delikatnym vibrato. Wprowadza to złowieszczą, niespokojną, a nawet depresyjną atmosferę rozjaśnianą przez świetny śpiew Myrana i klimatyczne chórki w wykonaniu Hopen.

Kompozycja „You Belong” rozpoczyna się od radośnie brzmiącej melodii osadzonej na ładnej linii gitary elektrycznej. Chwilę potem pojawiają się miękkie brzmienia 12-strunowej gitary akustycznej i ładne zharmonizowane wokale, które wyśpiewują przyjemną melodię. W tle brzęczy gdzieś Hammond, pojawia się krótkie, lecz finezyjne gitarowo solo, a całe nagranie nabiera charakteru podniosłego hymnu. „With Tears In Their Eyes” to krótkie instrumentalne interludium z delikatnymi nutami fletu i gitar akustycznych. To zarazem łagodny wstęp do następującej zaraz po nim jednej z najważniejszych kompozycji na płycie - „Lighthouse”. Jest to jeszcze jeden powolnie rozwijający się utwór, w którym przez cały czas (prawie 9 minut!) w powietrzu wisi nostalgia i melancholia. Po patetycznym początku rozlega się flet, który po chwili cichnie, by pozostawić pole wokalowi i klawiszom połączonym w klimatycznej zadumie. Dynamiczny „Here To Stay” otwiera konwencjonalny gitarowy riff i potężny ryk klawiszy. Co ciekawe, jest to jedyne nagranie na tej płycie, gdzie przez cały czas w roli głównej pojawia się kobiecy wokal (Elen Cath Hopen), który wprowadza na płytę pierwiastek pozytywnej energii, choć cały utwór ma zdecydowanie mroczny wydźwięk. To kolejny wyróżniający się fragment tego albumu. Zaraz po nim pojawia się krótki, trzyminutowy utwór zatytułowany „Nothing Will Change” z dostojną i przyjemną wokalną linią melodyczną prowadzoną harmonicznie przez duet Myran – Hopen.

Kompozycja „In Search Of (New Life)” rozpoczyna finałową część płyty. Rozpoczyna się ona przejrzystymi partiami syntezatorów, a brzmiący w duecie z Myranem żeński wokal Elen Cath Hopen wnosi delikatną nutkę melancholii w ciepłe i przyjemne brzmienie całego zespołu. Gdy to chyba najbardziej bliskie neoprogresu (klawisze Odd-Roara Bakkena brzmią tu niczym u młodego Marka Kelly) nagranie dobiega końca, wyłania się z niego kilkudziesięciosekundowe zakończenie w postaci tematu „For The Fallen”, w którym fortepianowa melodia towarzyszy recytowanym przez Terje Craiga poetyckim słowom wzmocnionym rytmicznym biciem w werbel. Zakończenie pełne zadumy, powagi, wyciszenia i refleksji…

Jak już wspomniałem, na płycie można znaleźć jeszcze nagranie „Refugees”. Umieszczono je na samym końcu i chyba niesłusznie pominięto w winylowej edycji albumu. Przyznam, że trochę dziwię się, że nadano mu charakter ‘bonusu’, gdyż obiektywnie rzecz biorąc, stanowi ono samodzielne, bardzo zwarte i przejmujące nagranie utrzymane w klimacie z pogranicza hard i prog rocka. Być może liryczny wydźwięk i literacki kontekst tego frapującego utworu, który jest tak inny od całej reszty umieszczonych w programie albumu „New Horizon” piosenek (jest to mocny komentarz do kwestii polityczno-społecznych, przed którymi stoją obecnie Stany Zjednoczone), spowodował, że umieszczono je niejako ‘obok’, a nie w głównym nurcie nagrań wypełniających program tego mocno intrygującego albumu.

Co ciekawe, po wielokrotnym wysłuchaniu płyty „New Horizon” nie sądzę, by produkcje grupy Adventure można zaliczyć do ściśle progrockowego gatunku. Mnóstwo na tym albumie hard rocka, sporo typowo rockowego grania, a tu i tam górę bierze klimat typowo balladowy. Nie zmienia to faktu, że warto wziąć na radar tę kolejną, moim zdaniem, bardzo ciekawie prezentującą się płytę, która dotarła do nas w tym roku z Norwegii.

MLWZ album na 15-lecie