D Project

Roussak, Andrew - Storm Warning

Artur Chachlowski, Roussak, Andrew - Storm Warning

„Storm Warning” to już trzeci solowy album Andrew Roussaka - muzyka urodzonego w rosyjskiej Ufie, ale od wielu lat mieszkającego i działającego w Niemczech (po „No Trespassing” z 2008r. oraz po klasycyzującym „Blue Intermezzo” z 2010r.). Tym razem przygotował album najbardziej spójny z dotychczasowych, bardziej konkretny, a przy tym bardziej… progresywny.

Na „Storm Warning” Andrew Roussak prezentuje wyborną formę, przedstawia się jako prawdziwy mistrz czarno-białej klawiatury (choć przecież gra na tej płycie na wszystkich instrumentach, z małymi wyjątkami, o których za chwilę), a gra na niej tak, że bez cienia przesady można go nazwać spadkobiercą czy wręcz dziedzicem spuścizny po Keithie Emersonie.

Nowością, a równocześnie niewątpliwie miłą atrakcją, jest udział w nagraniach wokalistów. Andrew zamieścił na swoim nowym krążku osiem kompozycji, z czego aż trzy to utwory wokalno-instrumentalne. W najbardziej lirycznym „Chasing Shadows” śpiewa Nadia Ayche, w „Left Alone Outside” – Max Kottler, a w trzyczęściowym finałowym (a właściwie w ostatniej jego części) numerze zatytułowanym „Malta Sketches” – Selina Weisloger.

Jak już wspomniałem, Roussak wykonuje wszystkie partie instrumentalne, a tak się składa, że akurat w tych trzech utworach wokalnych swoje solowe partie gitarowe dograł Oli Weisloger. I trzeba przyznać, ze zagrał tak, że aż iskry lecą. Zdecydowanie ubarwił energetyczną, mocno osadzoną na bogatym brzmieniu instrumentów klawiszowych muzykę skomponowaną przez Roussaka.

Jeszcze jedną ciekawostką jest to, że utwór „Can She Excuse My Wrongs” to klasyczny utwór muzyki dawnej skomponowany przez Johna Downlanda (1536-1626), a słowa do niej napisał nieznany autor. A zaśpiewał je w niesamowicie piękny harmoniczny sposób nasz główny bohater.

Tak oto na „Storm Warning” klasyka miesza się ze współczesnością, muzyka rockowa z dawną, a wspaniałe partie instrumentalne wzbogacane są równie pięknymi liniami wokalnymi.

Nie ukrywam, że Andrew zaskoczył mnie tą płytą. Zaskoczył i to bardzo. W dodatku, bardzo pozytywnie. Gra tu bowiem z sercem, z rozmachem, prezentuje świetną formę i właściwie nie sposób oderwać się od jego epickich kompozycji. A już sympatycy stylistyki zbliżonej do Keitha Emersona (oczywiście za wyjątkiem tych ortodoksów, którzy twierdzą, że Emerson to gość, do którego klasy nie jest się w stanie nikt zbliżyć) będą wniebowzięci. Andrew nie naśladuje, nie zżyna, nie kopiuje. On po prostu idealnie wpisuje się w stylistykę wytyczoną przez Mistrza demonstrując swój niewątpliwy talent oraz przeogromne możliwości wykonawcze. Podoba mi się ta płyta. Polecam.

MLWZ album na 15-lecie