Clepsydra - The Gap

Artur Chachlowski, Clepsydra - The Gap

Piękne ilustracje autorstwa śp. Sandora Kwiatkowskiego, długie rozbudowane utwory, znajomo brzmiąca neoprogresywna stylistyka, charakterystyczny, utrzymany w wysokich rejestrach wokal Aluisio Magginiego oraz mnóstwo, mnóstwo (w sumie ponad 60 minut) naprawdę bardzo udanej muzyki. To wszystko (a także znacznie więcej) na nowej, wydanej po 18 latach milczenia płycie „The Gap” szwajcarskiej grupy Clepsydra.

Clepsydra swoimi czterema poprzednimi albumami (małoleksykonową recenzję ostatniej z nich, „Alone” (2001), można przeczytać pod tym linkiem) słusznie zasłużyła sobie na status legendy neoprogresu, nic więc dziwnego, że gdy tylko w sieci pojawiły się pierwsze sygnały o możliwym płytowym powrocie zespołu (koncertowy miał miejsce kilka lat temu. W ramach koncertowego re-unionu Clepsydra wystąpiła m.in. w maju 2014 roku w Koninie, a wiosną 2015r. wypuściła na rynek album live zarejestrowany na festiwalu Rosfest 2014) oczekiwania fanów muzyki progresywnej szybko poszybowały w górę, a ich cierpliwość wystawiona została na ogromną próbę. No i wreszcie mam dla nich wszystkich dobra wiadomość: 30 sierpnia ukazał się wreszcie album zatytułowany „The Gap” z całkowicie premierowym materiałem.

Czy coś w grupie Clepsydro zmieniło się przez te długie lata nieobecności na rynku? Gdy porównuję skład z nowej i poprzedniej studyjnej płyty, zauważam dwie zmiany: basistę Nicolę DeVitę zastąpił Andy Thommen, co oznacza jego powrót do zespołu (grał na pierwszych trzech płytach), a w miejsce gitarzysty Marco Cerullego pojawił się Luigi Biamino. Pozostali muzycy to: perkusista Pietro Duca, keyboardzista Philip Hubert i wspomniany już wokalista Aluisio Maggini, a więc oryginalni członkowie Clepsydry działający w niej od samego początku i słyszalni na wszystkich dotychczasowych płytach. Tak więc, jedyna personalna nowość, to postać gitarzysty Luigi Biamino. Ale proszę się nie martwić. W największym skrócie powiem tak: Luigi daje radę! Jest dobrze.

Na płycie przeważają długie, wielowątkowe i rozbudowane kompozycje. Aż cztery z nich (z siedmiu, które wypełniają program albumu) trwają około dziesięć i więcej minut. Najdłuższa i chyba najważniejsza (i moim zdaniem zdecydowanie najlepsza) to trwająca kwadrans „Millenium”. Dzieje się w niej naprawdę wiele, a zespół przykuwa uwagę odbiorcy już od pierwszych sekund, konsekwentnie budując napięcie i stopniując je przeprowadza go przez wszystkie meandry i zawiłości swojej muzyki.

Jako całość, album „The Gap” sprawia bardzo solidne wrażenie. Myślę, że neoprogresywna publiczność naprawdę powinna być zadowolona.

MLWZ album na 15-lecie