D Project

Pendragon - 9:15 Live

Paweł Świrek, Pendragon - 9:15 Live

Po debiutanckim albumie „The Jewel” w zespole Pendragon doszło do personalnych przetasowań, na skutek których w pewnym momencie zespół skurczył się do duetu, ale potem dość szybko odbudował skład pozyskując dwóch muzyków i to nie byle kogo – keyboardzistę Clive’a Nolana i perkusistę Fudge’a Smitha.

Pierwszym wydawnictwem nagranym przez ten skład jest album koncertowy „9:15 Live”. Materiał z tej płyty składa się głównie z wersji koncertowych nagrań wypełniających program debiutanckiej płyty. Pochodzący z wcześniejszej EP-ki utwór „Victims of Life” został zagrany we fragmencie stanowiącym intro – jego początkowe fragmenty po chwili przechodzą w „Higher Circles”. Niestety nienajlepsza jakość nagrań nieco psuje odbiór muzyki i nie pomaga w docenieniu tego jakże zacnego składu. Ciekawostką jest to, że każdą ze stron winylowej płyty kończą premierowe numery. I tak stronę A zamyka taneczny „Red Shoes” (wydany potem na tak samo zatytułowanej EP-ce), a stronę B kończy… studyjny instrumentalny utwór „Please”.

O ile na stronie A znalazły się krótsze numery, o tyle stronę B wypełniają porozdzielane przerwami dwa najdłuższe numery z albumu „The Jewel”. Mowa o „Alaska” oraz „Black Knight”. Trudno stwierdzić czy ta płyta jest dobrym porównaniem nowego i wcześniejszego wcielenia Pendragonu. Faktem jest, że w niektórych momentach (zwłaszcza w „Higher Circles”) słychać pojawiające się tu i ówdzie elektroniczne pady perkusyjne. Trochę kontrowersji może wzbudzać okładka wersji winylowej przedstawiająca zespół ucharakteryzowany trochę jak grupa z nurtu new romantic. Charakterystyczne dla tego stylu fryzury oraz instrumenty u nowo pozyskanych muzyków (Clive Nolan z keytarem wygląda dość dziwacznie, podobnie jak dwa czarne elektroniczne pady u Fudge‘a Smitha) nie prezentują się zbyt korzystnie dla image’u tego, bądź co bądź, progresywnego zespołu. Kolejna niespodzianka to napis z nazwą zespołu wykonany zwykłą czcionką zamiast charakterystycznego logotypu zespołu.

Na szczęście w wersji CD kontrowersyjne zdjęcie zastąpiono fotografią przedstawiającą cały zespół na scenie. A skoro już mowa o wersji CD, warto nadmienić, iż została ona uzupełniona o stronę B EP-ki „Fly High Fall Far”, czyli o utwory „Dark Summer’s Day” i instrumentalny „Excalibur”. Nieznacznie też poprawiono jakość nagrań, zwłaszcza studyjnego „Please” (który na winylu z racji umieszczenia na końcu strony B dodatkowo traci na jakości).

MLWZ album na 15-lecie