D Project

Jolly - Family

Kev Rowland, Jolly - Family

Gdyby dobrze przyjrzeć się okładkom wszystkim dotychczasowych płyt grupy Jolly, to nad nazwą zespołu zawsze pojawia się pisane małą czcionką słowo „The Incredible”, a poniżej także: „presents”. Daje to mocny i oryginalny przekaz wizualny, a także sprawia, że ​​szybko przypominam sobie debiutancką płytę Jolly pt. „Forty Six Minutes, Twelve Seconds Of Music”, którą usłyszałem dziesięć lat temu. Przypominam sobie również, że nie za bardzo mi się ona podobała. Wydawało mi się (i dalej tak uważam), że album został mocno przeszacowany, ale zdaję sobie sprawę, że może być też tak, że w swojej opinii jestem w mniejszości.

Sześć lat od ostatniego albumu i z tym samym składem: Anadale (gitara, wokal), Joe Reilly (klawisze i sample), Anthony Rondinone (bas, wokal) i Louis Abramson (perkusja) Jolly jest nadal zespołem, który eksploruje bardziej metalowe obszary prog rocka połączone z inspiracją brzmieniem grupy Muse. Podczas słuchania debiutu czułem, że w muzyce Jolly słychać też odniesienia do Meshuggah i chociaż na nowej płycie „Family” tego typu brzmień jest znacznie mniej, to nie ma żadnych wątpliwości, że tworzący go muzycy mają inklinacje do ciężkich brzmień…

Co zatem (The Incredible) Jolly (prezentuje) na swoim nowym krążku? Nowy album jest czymś, co wydaje mi się tworem dziwnym do słuchania. Odnoszę wrażenie, że zespół raz próbuje brzmieć bardzo komercyjnie, a raz, łącząc brzmienia bardzo ciężkich gitar i basu w połączeniu z melodyjnym stylem wokalnym, produkuje ten rodzaj muzyki, który wydaje się po prostu niestrawny.

Album został wydany w ramach serii True Music Guide, co sprawia, że całe wydawnictwo to znacznie więcej niż tylko srebrny krążek CD. To limitowane pod względem egzemplarzy miniczasopismo, które koncentruje się na jednym albumie jednego zespołu, a numer 11 zawiera szczegółową biografię grupy (Jolly to amerykański zespół z siedzibą w Nowym Jorku), wywiad z perkusistą Louisem Abramsonem, mnóstwo zdjęć i szczegółów związanych z samym zespołem oraz jego nową płytą.

Pomimo fajnego opakowania muszę powiedzieć, że ciężko było mi wgryźć się w zawartość tej płyty, ale jestem pewien, że zależy to od osobistego gustu muzycznego. Album „Family” jest dobrze wyprodukowany, bardzo dopracowany, a jeśli akurat okaże się, że utrafi on w twój gust muzyczny, to jestem pewien, że w trakcie słuchania spotka cię wiele radości. Przyznaję, że grałem go sporo i podoba mi się on bardziej niż debiut, ale nie oznaczy to wcale, że jakoś specjalnie mnie poruszył. Trochę na nim prog rocka, trochę komercji, trochę interesujących inspiracji (Muse, Depeche Mode) i sporo ciężkich brzmień. Więc to raczej rzecz nie dla mnie…

 

Tłumaczenie: Artur Chachlowski

MLWZ album na 15-lecie