Sons Of Apollo - MMXX

Przemysław Stochmal, Sons Of Apollo - MMXX

Zadebiutowali pod szyldem Sons Of Apollo ponad dwa lata temu, wydając album „Psychotic Symphony”. W ubiegłym roku opublikowali koncertowe wydawnictwo upamiętniające występ z orkiestrą w rzymskim amfiteatrze w Płowdiw (Bułgaria). U progu 2020 roku pięciu tuzów amerykańskiego ciężkiego grania, a więc Mike Portnoy, Billy Sheehan, Derek Sherinian, Jeff Scott Soto i Ron "Bumblefoot" Thal przedstawiają nowy studyjny materiał pod znakiem boskiego Apolla.

Wspomniany album „Psychotic Symphony”, stworzony przez rockowych zawodników wagi ciężkiej, śmiało można uznać za swoisty pokaz siły. Opublikowany pod dumnym szyldem, opatrzony szykownym emblematem prezentującym „boskie” insygnia, zawarł w sobie kawał solidnego progresywno-metalowego grania, skomponowanego i odegranego w glorii wieloletniego artystycznego doświadczenia i wirtuozerskiej praktyki. I zdaje się, że takim właśnie ten album pozostanie w rockowych annałach – mocna pozycja w gwiazdorskiej obsadzie, będąca jednak jedynie ozdobą gatunkowych płytotek, niewnosząca do prog-metalowego świata zupełnie niczego nowego.

Jak w kontekście debiutu prezentuje się zatem album „MMXX”, wydany w tym samym składzie, pod tą samą „heraldyczną” etykietą? Od klasycznego, mocarnego openera („Goodbye Divinity”), poprzez metalowe eskapady („Asphyxiation”, „Fall To Ascend”), obdarzony przebojowym potencjałem „Desolate July”, aż po wieńczący płytę wielowątkowy „New World Today” wrażenie pozostaje niezmienne: członkowie Sons Apollo za swoją misję obrali nie burzenie założeń, konwenansów i próbę odkrywania niemożliwego w prog metalu, ale tworzenie najzwyczajniej solidnych, rasowych kompozycji. I na tym etapie można by to było uznać za uczciwy układ i po prostu cieszyć się dobrą muzyką, jednak przy tak gęstej konstelacji wybornych nazwisk, po raz kolejny chyba warto odrobinę pogrymasić.

Przy całej okazałości nowego materiału Sons Of Apollo mnie osobiście nie przekonuje to samo, co w przypadku debiutu, a więc efekt prób wyważenia proporcji pomiędzy tym, co progrockowe a metalowe. „MMXX” utwierdza w przekonaniu, że grupa zdecydowanie zasługuje na łatkę zespołu metalowego, a wszelkie próby odnalezienia w tym szaleństwie klasycznie progrockowej metody raczej wypadają blado. Na potwierdzenie weźmy choćby ponad piętnastominutowy „New World, Today”, którego początek, parafrazowany i w dalszej części, skądinąd bardzo wyraźnie tchnący „Alaską” grupy U.K., zwiastować mógłby kawał przemyślanej progresywnej epopei. W kontekście kompletnej kompozycji brzmi jednak jakby był zupełnie „odklejony” od całości – a ta niestety sprawia wrażenie chaotycznej składanki pomysłów, w większości opartych na metalowym łupaniu. To, co nie udało się w głównym punkcie programu, sprawdziło się natomiast w kompozycji „King Of Delusion”, bardziej zwartej, nie opchanej przypadkowymi dźwiękami, ale skonstruowanej inteligentnie i ze smakiem, a przy tym przywodzącej na myśl wspomnienia „Voices” bądź „In The Name Of God” Dream Theater – i tego się słucha!

Drugi album Sons Of Apollo śmiało można by nazwać powtórką z rozrywki, a wartościowanie obydwu płyt formacji zdaje się zależeć właściwie wyłącznie od osobistych upodobań – wszak dla obu albumów najtrafniejszym określeniem będzie po prostu „solidny”. Być może wielu odbiorców od takich fachowców wymagałoby więcej, jednak w moim przekonaniu owo określenie „solidny” to nie „tylko tyle”, ale „aż tyle”.

MLWZ album na 15-lecie