Hovercraft - Fall

Artur Chachlowski, Hovercraft - Fall

Bartosz Gromotka i jego jednoosobowy projekt Hovercraft nie stoją w miejscu. Właśnie ukazał się "Fall" - drugi już pełnowymiarowy album w dorobku Poduszkowca (pierwszy, „Full Of Eeels” pojawił się na rynku pod koniec 2018 roku). Utrzymany jest on w melancholijnej, deszczowej i mrocznej atmosferze. Zawiera bardzo interesująco podaną muzykę rockową z elementami muzyki filmowej, progresywnego rocka czy brzmień bristolskich i jeszcze innymi wpływami, które z łatwością można wyłapać słuchając poszczególnych kompozycji wypełniających to wydawnictwo. A jest ich sześć, niektóre powstały ładnych kilka lat temu i już wtedy komponowane były tak, żeby stanowiły wzajemnie uzupełniającą się zamkniętą całość. Co jednak ważne, brzmią one równie dobrze jako samodzielne utwory (na specjalne wyróżnienie zasługują tytułowy „Fall”, „Rain”, a także finałowy epicki instrumetal „Silverange”). Przede wszystkim jednak płyta „Fall” ma własny, wyjątkowy charakter, co samo w sobie stanowi sporą wartość.

Nastrój albumu świetnie oddaje szata graficzna i już sama okładka powinna wystarczająco dużo powiedzieć wszystkim niezdecydowanym co do kupna płyty. Trzeba za to pochwalić Janusza Drobisza, który aby uchwycić odpowiedni klimat podobno pstrykał fotografie o 5 rano i to przy pogodzie takiej, jak… na okładce. Na okładce, na której na tle szarego, ponurego i rozmazanego krajobrazu, widnieje tytuł płyty namalowany ręką Sabiny Rachockiej: „Fall”. Jesień?.. Upadek?... Wpadka?... Opad?...

Zarówno tytuł, jak i cały album jest niejednoznaczny i pełen niedopowiedzeń. Nie mieści się w jakiejś jednej, ściśle zdefiniowanej, stylistycznej szufladzie. Tak jakby Bartosz chciał zostawić słuchaczowi wolne pole do własnych przemyśleń i interpretacji. By każdy mógł przeżyć te dźwięki po swojemu. Pomyśleć, zastanowić się nad nimi i samemu wyciągnąć wnioski i ocenić ten rodzaj stylistyki i atmosfery, w jakiej utrzymana jest cała płyta. Spytałem Bartosza o to jak komponuje te swoje hipnotyzująco wciągające utwory. Odpowiedział mi: Cały proces twórczy przebiega w głowie. Ewentualnie wspomagam się gitarą akustyczną, jeśli w głowie urodzi się jakaś harmonia lub dziwne zmiany akordów. Gdy zaś spytałem go o inspiracje, odparł: „Inspiruje mnie oczywiście przede wszystkim muzyka, ale może to być wszystko - od filmu i książki przez jakieś wydarzenia z życia mojego lub czyjegoś. I to dotyczy nie tylko tekstów ale i samych kompozycji, które zawsze są o czymś. Raczej są to rzeczy przyziemne, ale istotne, z którymi każdy może się identyfikować. Dodałbym do tego jeszcze wszelkiego rodzaju soundtracki, czy to muzykę filmową czy ścieżki dźwiękowe do gier”.

Gdybym to ja miał w muzyce Hovercraft odnaleźć źródło muzycznych inspiracji, to znalazłbym je w tak szerokim spektrum brzmieniowym, jak twórczość The Cinematic Orchestra, Alice In Chains, Davida Sylviana, Massive Attack, Portishead, Porcupine Tree, Pink Floyd, King Crimson, Pearl Jam, Milesa Davisa, Nine Inch Nails, Marillion, Archive, Spiritual Front, Metalliki i jeszcze wielu, wielu innych. Generalnie punktem wyjścia dla Bartosza i jego Hovercrafta jest to, co działo w się w muzyce w dziewiątej dekadzie minionego wieku. To właśnie ten okres okazuje się dla niego źródłem fascynacji. Wszystko to znajduje swój obraz w muzyce, którą słyszymy na albumie "Fall".

Warto poznać. Warto posłuchać. „Fall” to bardzo oryginalny i wciągający album. I brzmiący niezwykle intrygująco. A rozpędzony Poduszkowiec Bartosza Gromotki rozwija coraz większą prędkość, wioząc na swoim pokładzie muzykę, która brzmi jak żadna inna. To Hovercraft. Po prostu.

MLWZ album na 15-lecie