D Project

Wave - Dream

Paweł Świrek, Wave - Dream

Pochodząca z Kielc grupa Wave zadebiutowała w 2017 roku albumem „Me And Reality”. Rok później ukazała się płyta „Between”, a teraz po dwóch kolejnych latach otrzymaliśmy kolejne wydawnictwo tego zespołu – wydany przez Lynx Music album zatytułowany „Dream”.

O ile wcześniejsze krążki niezbyt mi się podobały, o tyle na „Dream” mamy do czynienia ze zdecydowanie ciekawszym repertuarem, a przede wszystkim z lepszym pomysłem na samą płytę. Panowie Marcin Wrona (g, v), Grzesiek Opałko (g), Artur Ramiączek (dr), Wojtek Lisowicz (k) i Wiktor Moderau (bg) zrobili zdecydowany krok do przodu i dzisiaj Wave to już zupełnie inna jakość niż jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Siedem nowych, dość długich utworów, tworzy spójne 48 minut muzyki. Podobnie jak na poprzednich albumach, tak i tu nie ma jakiegoś charakterystycznego numeru, no, może poza nagraniem tytułowym. Fakt, pojawiają się za to niezwykle ciekawe rozwiązania kompozycyjne (np. pasaż klawiszowy pod koniec „See-through Shape”, podobny pojawia się też w utworze „Dark”), bardzo dobrze jest pod względem wykonawczym, interesująco prezentuje się wokal.

Płyta przykuwa uwagę od początku do samego końca. Początkowe dźwięki „So Cold” jakoś dziwnie kojarzą mi się z początkiem akustycznego setu na koncercie Millenium w Tęczy (wydanym na DVD „Back After Years”). Czyżby miał być to niezamierzony ukłon w stronę wydawcy (Lynx Music)? Kolejną ciekawostką przykuwającą uwagę w tym numerze są wokalizy Antoniny Gorzelak. Te same wokalizy, a także inne charakterystyczne momenty, mamy skumulowane w zamykającej płytę kompozycji tytułowej. Powiem więcej – ostatni utwór na płycie jest kumulacją najbardziej charakterystycznych elementów stylu zespołu zaprezentowanych na tym albumie. A jest ich niemało.

Jednolita i bardzo spójna całość sprawia, że trudno wydzielić i wyróżnić na tym krążku konkretne numery. Niniejszy album jest książkowym przykładem płyty, której najlepiej słuchać w całości. I właśnie jako całość wypada ona najlepiej.

Jak już wspomniałem, płyta podzielona jest na siedem utworów. Są one dość długie, więc raczej nie trafią do mainstreamowego radia. Nie będzie to raczej płyta roku 2020, ale jak ktoś lubi spokojne okołoprogresywne kompozycje zahaczające o space rock, to polecam, by koniecznie zapoznać się z tym wydawnictwem.

MLWZ album na 15-lecie