Gardening Club, The - Boy On A Bike

Artur Chachlowski, Gardening Club, The - Boy On A Bike

Martin Springett – człowiek, którego projekt o nazwie The Gardening Club przedstawialiśmy już na naszych łamach recenzując dwie jego płyty „The Gardening Club” oraz „The Riddle” - to brytyjski artysta (muzyk i grafik) od lat mieszkający w Kanadzie. Pierwsza z wymienionych płyt została nagrana kilka dekad temu i przepadła bez śladu w erze punka, post-punka i new romantic, Jednak z biegiem lat stała się dziełem kultowym i bardzo pożądanym na rynku, co spowodowało, że została wznowiona w 2018 roku. Kilka miesięcy później, gdy muzyczny świat wcale nie czekał na nowy album The Gardening Club, niespodziewanie ukazał się krążek „The Riddle”, na którym Martin wraz towarzyszącymi mu muzykami przedstawił rewelacyjnie prezentującą się muzykę plasującą się w okolicach folkowego prog rocka z wyraźnym powiewem brzmienia sceny Cantenbury. Wczesny Genesis, Camel, Caravan, Robert Wyatt czy klasyczny Barclay James Harvest – to wyznaczniki brzmienia The Gardening Club. Tak było do tej pory, a teraz… Teraz wszystko to wydaje się jeszcze bardziej wyeksponowane i jeszcze bardziej uwypuklone.

Bo oto na kolejną płytę nie musieliśmy czekać zbyt długo. Na rynku pojawił się trzeci album The Gardening Club zatytułowany „Boy On A Bike”. Tytuł odnosi się luźno do koncepcji albumu, która celebruje różne cuda świata, jakie można napotkać w życiu, niczym w trakcie pokonywania metaforycznej trasy rowerowej. ‘Każda piosenka to brama do nowego wymiaru’ - takie motto widnieje wewnątrz stylowego digipaka i wydaje się idealnie pasować do muzycznej zawartości tej płyty. Stylistycznie jest ona kontynuacją poprzedniego wydawnictwa, z tym że tym razem Springett i spółka (w nagraniach naszego bohatera wspomagali: Sean Drabitt - bg, Wayne Kozak- sax, James MacPherson – dr oraz Norm MacPherson – g, k) o wiele śmielej rozwijają skrzydła. Że jest lepiej, odważniej i bardziej przekonywująco świadczy już sam początek płyty w postaci czterech pierwszych połączonych ze sobą utworów („Riding The Thermal”, „Ravensgate”, „Elemental” i „Circling”), które tworzą razem niezwykle imponujący dziesięciominutowy wstęp do całości. Ale to dopiero wstęp. Kilkanaście stosunkowo krótkich, lecz układających się w przejrzystą i powiązaną ze sobą całość, utworów to stylowa jazzrockowa jazda na muzycznym rowerze. Przewspaniała jest trwająca 6 i pół minuty kompozycja tytułowa, rewelacyjny jest utwór „The Clock”, wspaniale brzmi saksofonowa melodia (oraz dodatkowy żeński wokal Denise Withnell) w „For A Moment”, świetnie prezentuje się finałowa sekwencja nagrań „Cloudgate”, „Cycling Tour”, „Stitching” i „Gardengate”…

Na płycie „Boy On A Bike” jest mnóstwo klasycznie potraktowanych zmian tempa, a instrumenty klawiszowe, zwłaszcza fortepian, brzmią po prostu po mistrzowsku. Funkcjonalny, bezprogowy bas i finezyjne akordy gitary elektrycznej (posłuchajcie utworu „Wolfgate”!) powodują, że klimatycznie The Gardening Club bardzo przybliża się do klasycznych (tych z lat 70.) albumów grupy Camel. Trzy kwadranse muzyki wypełniające ten album to prawdziwa przyjemność dla uszu. Mamy na tym krążku do czynienia z niezwykle udanym podejściem do brzmienia Canterbury oraz przewijającymi się przez cały czas finezyjnymi nawiązaniami do klasycznych progresywnych klimatów wczesnych lat 70.

Warto wspomnieć jeszcze, że Martin Springett jest - podobnie jak w przypadku poprzednich płyt The Gardening Club - autorem projektu graficznego płyty „Boy On A Bike”. Efekt końcowy jest znakomity. Bo w końcowym rezultacie jest ona, tak jak i inne albumy Gardening Club, niesamowicie atrakcyjna nie tylko muzycznie, ale i wizualnie.

MLWZ album na 15-lecie