Holden, John - Rise And Fall

Artur Chachlowski, Holden, John - Rise And Fall

Niektórzy pewnie pamiętają omawiany na naszych małoleksykonowych łamach debiut Johna Holdena – wydany przed dwoma laty album „Capture Light”. Urzekła nas wtedy ta zjawiskowa muzyka i z niecierpliwością wypatrywaliśmy ciągu dalszego.

Miło mi poinformować, że John powrócił z nową płytą zatytułowaną „Rise And Fall” i do jej nagrania znowu zaprosił imponującą grupę znakomitych gości. Znajdujemy tu bardzo znane w progrockowym świecie nazwiska, takie jak Nick D'Virgilio (perkusja), Billy Sherwood (bas), dwóch ludzi z zespołu Mystery: Jean Pageau (wokal) i Michel St-Pere (gitara), a oprócz nich jeszcze Oliver Wakeman, Peter Jones, Joe Payne, Simon Fitzpatrick, Oliver Day, Sally Minnear i wielu innych. Nie wiem w jaki sposób John przyciągnął do siebie tak gwiazdorską obsadę, ale cieszę się, że jego kompozycje, tak głęboko zakorzenione w tradycyjnych klimatach, prezentują się na albumie „Rise And Fall” pięknie, dostojnie, niekiedy wręcz teatralnie…

John Holden powraca, przynosząc osiem nowych, niezwykle wyrafinowanych, dojrzałych i dopracowanych kompozycji. Każda z nich opowiada o jakimś wydarzeniu, a w książeczce znaleźć można indywidualny obrazek ilustrujący treść każdego utworu, a także szczegółowy opis kontekstu, jaki wiąże się z danym nagraniem. Polecam wizytę na stronie internetowej artysty johnholden.com, na której można znaleźć to wszystko, o czym przed chwilą wspomniałem.

Wszystko rozpoczyna się od „Leap of Faith” – historii pewnego XI-wiecznego mnicha opowiedzianej wokalnie przez niezawodnego Petera Jonesa, który swoim głosem idealnie wpisuje się w teatralną odmianą progresywnego rocka proponowaną przez Holdena i spółkę. Wspaniale dzieje się w utworze tytułowym, w którym pojawia się Jean Pageau. Chyba jeszcze piękniej i wspanialej jest w „The Golden Thread”, gdzie pojawia się duet Joe Payne’a i Lauren Nolan, którym instrumentalnie towarzyszy Oliver Wakeman. To jeden z najwspanialszych fragmentów tej płyty, przepełniony poetycko opowiedzianą historią miłosną napisaną przez żonę Johna Holdena, Elisabeth. Joe Payne, lecz tym razem w wokalnym duecie z Sally Minnear, powraca w utworze „Heretic”, który w całym swoim lirycznym klimacie przynosi wspaniałe przesłanie pełne nadziei. Specjalne wyrazy uznania należą się tutaj dla Olivera Daya, który świetnie buduje swoją gitarą klimat pełen zadumy. Zresztą nie tylko w tym jednym utworze. Bo przecież dzięki jego wspaniałej grze utwór „Dark Arts” ma chyba najbardziej „rockowy” charakter na płycie, a ton, obok gitary Daya, nadaje tutaj sekcja rytmiczna: Billy Sherwood - Nick D’Virgilio.

Na zakończenie mamy pięknej urody parkę utworów: najpierw fenomenalny, akustycznie zaaranżowany, „After The Storm”, w którym główną rolę wokalną na chwilę przejmuje Sally Minnear i opowiada dziejącą się na kilku płaszczyznach wstrząsającą historię życiowej burzy pewnej doświadczonej przez życie kobiety, a następnie opowiadający o atawistycznej potrzebie człowieka podbicia kosmosu i pozostawienia w nim po sobie trwałego śladu „Ancestors And Satellites”. Spotykają się tutaj: Peter Jones, Nick D’Virgilio, Jean Pageau, Joe Payne, a zwieńczeniem tego bardzo udanego utworu jest fantastyczne finałowe solo na gitarze w wykonaniu Michela St-Pere.

„Rise And Fall” to przyjemny i bardzo dobrze zagrany materiał. Został zmasterowany przez Robina Armstronga z grupy Cosmograf (i to słychać!), a aranżacjami zajął się nieznany, ale bardzo kompetentnie grający na całej płycie pianista Vikram Shankar. Zdecydowanie polecam to wydawnictwo fanom takich zespołów, jak Big Big Train, Mystery, The Enid czy Yes z całym ich teatralno-orkiestrowym anturażem. To album prawdziwie poetycki, marzycielski, pełen orkiestrowych aranżacji i takiegoż rozmachu. Wspaniały nowy album Johna Holdena. Artysty – wizjonera, który dysponując skromnymi środkami („Rise And Fall” to album nagrany i wydany bez wsparcia żadnej wytwórni płytowej i sfinansowany ze środków własnych artysty) nagrał wyborny album. Jak on to robi?...

MLWZ album na 15-lecie