Magenta - Masters Of Illusion

Artur Chachlowski, Magenta - Masters Of Illusion

Członkowie grupy Magenta to bardzo zajęci ludzie. Ostatnio w niezwykłej obfitości zasypują nas swoimi solowymi projektami, wydają płyty koncertowe, angażują się w liczne pobocze przedsięwzięcia muzyczne i, na szczęście, nie zapominają też o swoich oddanych fanach, wydając albumy z nową muzyką swojej macierzystej grupy, a tym samym przypominając, że Magenta to wciąż czołowy zespół współczesnej sceny progresywnego rocka.

Minęły trzy lata od poprzedniej studyjnej pyty „We Are Legend” i oto Magenta powraca w wybornej muzycznej formie z konceptualnym albumem zatytułowanym „Masters Of Illusion”, na którym już od pierwszych dźwięków słychać powrót do klasycznych progrockowych brzmień z mnóstwem fantastycznych klawiszowych pasaży (rewelacyjne są przede wszystkim partie grane przez Roberta Reeda na Moogu), melotronów, akustycznych gitar (Chris Fry w rewelacyjnej formie!), soczystych brzmień sekcji (rewelacyjna gra na basie Dana Nelsona i na perkusji Jiffy Griffithsa), no i przede wszystkim mocnego, czystego i jedynego w swoim rodzaju wspaniałego śpiewu Christiny Booth. Na nowej płycie nastąpił powrót do bardziej klasycznych brzmień przepełnionych mocnymi, zapadającymi w pamięć melodiami. Taki swoisty stylistyczny powrót, czy raczej nawiązanie, do wczesnego okresu działalności zespołu.

Z literackiego punktu widzenia (za teksty odpowiedzialny jest tradycyjnie brat Roberta, Steve Reed) album „Masters Of Illusion” jest kolekcją opowieści o gwiazdach kina grozy – aktorach odtwarzających kultowe role w klasycznych horrorach wytwórni Hammer i Universal. Poszczególne utwory nie mają ambicji opisywania historii ich życia, lecz skupiają się na pewnych epizodach lub pozafilmowych wątkach (jak m.in. obsesja pielęgnowania róż przez Petera Cushinga – odtwórcy słynnej roli Frankensteina, czy niezrealizowanej nigdy ambicji zaistnienia jako śpiewak operowy obdarzonego, jak się okazuje, niebywałym talentem wokalnym Christophera Lee).

Program płyty „Masters Of Illusions” wypełnia sześć dobrych, a w niektórych przypadkach wręcz bardzo dobrych kompozycji. Na takie miano niewątpliwie zasługuje nasycony brzmieniem wczesnego Genesisu i Camela wielowątkowy utwór „Rose”. Wzbogacony jest on chwytającą za serce partią zagraną na dudach przez gościnnie występującego tu Troya Donockleya oraz saksofonowymi figurami w wykonaniu Petera Jonesa (wiecie już skąd ten camelowski pierwiastek w tym utworze?...). Ten drugi z wymienionych muzyków pojawia się zresztą ze swoim saksofonem w innym, najbardziej zwartym w tym zestawie, utworze – „Reach For The Moon” - nadając mu ewidentnego jazzrockowego sznytu. Jeżeli już jesteśmy przy gościach, to w kompozycji „A Gift From God” pojawia się znany z Areny, Kino i It Bites John Mitchell, który czaruje… nie grą na gitarze, lecz prowadzoną przez dłuższą chwilę w przeciwprądzie do partii Christiny swoją ścieżką wokalną. Wymienione przed chwilą tytuły kompozycji (do tego grona dołożyłbym jeszcze otwierające płytę nagranie „Bela”) to najmocniejsze punkty programu nowej płyty Magenty, a zarazem pokaz wysokich możliwości całego zespołu. Biorąc to pod uwagę, pamiętajmy wszakże, że „Masters Of Illusion” to album praktycznie bez słabych punktów oraz bez nietrafionych kompozycji. Płyty słucha się z prawdziwą przyjemnością od pierwszej do ostatniej, 64. minuty, kiedy to ostanie dźwięki kończącej płytę, trwającej ponad kwadrans tytułowej kompozycji wciskają w fotel i tak mocno już zachwyconego wcześniejszymi utworami odbiorcę.

Połączenie tekstów o aktorach starego kina grozy ze współczesną muzyką Magenty okazało się doskonałym pomysłem, gdyż w postaci „Masters Of Illusion” otrzymujemy solidny kawał dobrej progrockowej muzyki z dużym znakiem jakości. Jest to bez wątpienia jeden z najlepszych albumów w dorobku zespołu. Być może nie aż tak dobry jak mój ulubiony „Seven” (2004), może nie aż tak zaskakujący jak pamiętny debiut „Revolutions” (2001), może nie aż tak wycyzelowany jak „Home” (2005), lecz bez cienia wątpliwości pełen spektakularnych brzmień i świetnych melodii układających się w jedne z najlepszych kompozycji, jakie ukazały się na płytach Magenty w trakcie ostatniej dekady.

Wersja deluxe najnowszego wydawnictwa Magenty zawiera dodatkowy krążek zatytułowany po ‘filmowemu’ – „The Lost Reel” z dziewięcioma alternatywnymi miksami 5.1 niektórych utworów z nowej płyty, ale też i starszych nagrań (m.in. skróconą wersję utworu „Legend” czy bardzo przekonywującą wersję (też skróconą) „Man The Machine” z pierwszej płyty), a także niepublikowanych na wcześniejszych płytach kompozycji, czego najlepszym przykładem jest „Not In Our Name” - piosenka, która zaistniała tylko w wersji cyfrowej w 2016 roku jako komentarz zespołu na wyniki referendum w sprawie brexitu.

MLWZ album na 15-lecie