Abraham, Lee - Harmony/Synchronicity

Artur Chachlowski, Abraham, Lee - Harmony/Synchronicity

Kolejna dobra wiadomość z obozu grupy Galahad. Niemalże równolegle z premierą trzypłytowego wydawnictwa „Following Ghosts” (Expanded Edition), na początku września br., ukazuje się solowy album aktualnego gitarzysty zespołu, Lee Abrahama, zatytułowany „Harmony/Synchronicity”. W dodatku powstał on z niemałą pomocą dwóch członków jego macierzystej formacji, Stuarta Nicholsona i Marka Spencera…

Album został skomponowany i nagrany między kwietniem, a czerwcem 2020 roku, a więc w okresie totalnego lockdownu i pojawia się na rynku niecałe 12 miesięcy po ciepło przyjętym przez słuchaczy i krytyków poprzednim albumie tego artysty pt. „Comatose”.

Lee gra na „Harmony/Synchronicity” na wszystkich instrumentach (gitary, instrumenty klawiszowe, fortepian, gitara basowa) za wyjątkiem perkusji. Gra na niej Gerald Mulligan (z grupy Credo), a oprócz tego na płycie słyszymy wielu wokalistów. To powrót do stosowanej przez Abrahama praktyki z wcześniejszych płyt, a zarazem zerwanie z programową spójnością poprzedniego krążka, na którym śpiewał tylko jeden człowiek – Marc Atkinson (Riversea, Moon Halo). I właśnie Marc Atkinson także pojawia się na „Harmony/Synchronicity”, ale tylko w dwóch utworach: „Never Say Never” oraz „Rise Again”. Simon Godfrey (Tinyfish) śpiewa w nagraniu tytułowym, a Peter Jones (Tiger Moth Tales, Camel) prowadzi ścieżkę wokalną w utworze „Stay”. Oprócz tego na płycie słyszymy dwóch kolegów Abrahama z grupy Galahad. Lee mówi tak: „Po świetnej pracy z chórem gospel, jaką wykonał na moim poprzednim albumie „Comatose” nie było innej możliwości, bym nie poprosił Marka Spencera, aby opracował harmonie wokalne i chórki, a także zaśpiewał w najdłuższym utworze płycie – „Hearing The Call”. No i wreszcie poprosiłem o udział Stu Nicholsona, wokalistę Galahadu, z którym współpracuję już prawie 15 lat. Gdy zapytałem go czy nie zaśpiewałby w nagraniu „The World Is Falling Down”, które otwiera mój nowy album, odparł: „Myślałem już, że nigdy mnie o to nie poprosisz”. Stu zaśpiewał, i to jak!, czyniąc ten utwór świetnym otwarciem płyty „Harmony/Synchronicity”.

Oprócz wymienionych tytułów w programie nowej płyty Lee Abrahama jest jeszcze umieszczone w samym jej środku instrumentalne nagranie „Misguided Pt.2”. A więc podsumujmy: 7 kompozycji, 48 minut muzyki (podkreślmy: dobrej muzyki), ale w sumie niewiele niespodzianek. Jeżeli ktoś zna wcześniejsze płyty gitarzysty Galahadu, ten wie czego się spodziewać. Jeżeli ktoś nie miał jeszcze okazji posłuchać jego wcześniejszych nagrań, temu podpowiem, że na „Harmony/Synchronicity” znaleźć można solidną porcję melodyjnego prog rocka ubraną w niezwykle starannie wykonane kompozycje o różnej długości. Najdłuższa na płycie – „Hearing The Call” trwa prawie 12 minut, utwór najkrótszy to „Rise Again” i niespełna 4 minuty. Tym razem nie jest to klasyczny koncept, choć jak można się spodziewać, teksty poruszają tematy związane z ogólnoświatową pandemią, reakcją mediów i opinii publicznej na temat zachowań politycznych i społecznych („The World Is Falling Down”, „Rise Again”, „Hearing The Call”), wspominając bardziej komfortowe, ‘normalne’ czasy („Stay”), a tytułowy utwór opowiada o serii pozornie niepowiązanych ze sobą zdarzeń zachodzących jednocześnie, które jednak, jak to w życiu bywa, potrafią niespodziewanie odmienić czyjeś życie.

Nowy album Lee Abrahama to melodyjny, bardzo przyjemnie prezentujący się zestaw pełen artrockowej elegancji, prawdziwego kunsztu wykonawczego oraz zgrabnych pomysłów, czyniących z tej płyty kolekcję naprawdę nieźle słuchających się utworów.

MLWZ album na 15-lecie