Dukes Of The Orient - Feakshow

Katarzyna Chachlowska, Dukes Of The Orient - Feakshow

Dwa lata po wydaniu debiutanckiego krążka Diukowie Orientu powracają z nowym materiałem (obwieszczając to nawet otwierającym album „Freakshow” chwytliwym utworem “The Dukes Return”).

Zaznaczę, że nie wiem, czy nie popełniam gafy nazywając debiutem poprzedni, wydany w 2018r. album “Dukes Of The Orient”. To rzeczywiście pierwszy krążek wydany pod tą nazwą, ale duet tworzący tę formację, czyli John Payne i Erik Norlander współpracował już ze sobą wcześniej. John Payne to wieloletni wokalista zespołu Asia - w 1992 roku zajął miejsce za mikrofonem zwolnione przez Johna Wettona. Przez lata 90. oraz początek XXI wieku Asia nagrała kilka znakomitych melodyjnych płyt właśnie z Payne’em na wokalu. Wtedy to ówczesny klawiszowiec i jedyny wtedy członek oryginalnego składu zespołu, Geoff Downes, zdołał skrzyknąć starych kolegów i reaktywować oryginalną Asię. Do zespołu powrócił John Wetton, więc John Payne (wraz z innymi muzykami, dla których zabrakło miejsca w nowym-starym zespole) musiał poszukać dla siebie alternatywy.

Panowie skontaktowali się z amerykańskim klawiszowcem z grupy Rocket Scientists, Erikiem Norlanderem, i przez kilka lat nagrywali pod szyldem Asia Featuring John Payne. Ostatni premierowy autorski materiał grupa wypuściła w 2009 roku (później jeszcze była składanka “A Tribute To A British Prog” z coverami klasycznych progresywnych utworów, którą zresztą bardzo polecam). Od tego czasu wciąż komponowali, ale utwory nagrywane z różnymi muzykami (trzon zespołu tworzyli tylko Norlander i Payne) lądowały w szufladzie i nie ukazywały się na płytach. I dopiero w 2018 roku, niemal 10 lat po wydaniu poprzedniego albumu, panowie przystąpili do miksowania i wydali nowy materiał na płycie firmowanej nazwą Dukes Of The Orient.

Płyta zyskała pozytywne recenzje. Podkreślano, że to “taka Asia pod zmienioną nazwą”, co zrozumiałe zważywszy na okoliczności i czas powstawania materiału. Nazwę zmieniono przez wzgląd na zmarłego rok wcześniej Wettona, ale zachowany w niej został ten azjatycki, orientalny pierwiastek.

To tyle jeśli chodzi o historię. Wiele osób może myślało, że Dukes Of The Orient to zespół stworzony po to, by wydać tworzony przez dekadę materiał i będzie to jednokrotne przedsięwzięcie. Nic bardziej mylnego! Późną wiosną tego roku ukazały się singiel i wideo utworu “Monitors”, które zaostrzyły apetyty na zapowiadaną na sierpień płytę zatytułowaną “Freakshow”.

I nastał w końcu dzień premiery. Co można powiedzieć o nowym wydawnictwie Diuków? Słychać na pewno, że jest to materiał bardziej spójny niż debiut, co podkreślają też sami muzycy. Płyta została skomponowana w ciągu roku i nagrana z udziałem jednego składu. Do śpiewającego Payne’a i grającego na klawiszach Norlandera dołączyli Alex Garcia (gitary), Frank Klepacki (perkusja) oraz Eric Tewalt (saksofon). Saksofonowe solówki usłyszymy w kilku miejscach tego albumu, co może być całkiem sporym zaskoczeniem.

Saksofon usłyszymy już w otwierającym album mocno “asia-tyckim” utworze “The Dukes Return”, zaraz po nim mamy wpadający w ucho “The Ice Is Thin" i nieco słabszy, moim zdaniem, utwór tytułowy. Ale to tylko chwilowe wrażenie, bo zaraz usłyszymy jedne z najmocniejszych momentów albumu. Należy do nich niewątpliwie wspomniany już utwór „Monitors” utrzymany w nieco podniosłym stylu, ale wystarczy raz posłuchać refrenu, by nucić go potem przez pół dnia. Zaraz po nim następują dwie perełki: rozbudowany “Man Of Machine” przywołujący klimat złotych czasów melodyjnego rocka i spokojniejszy, przejmujący “The Last Time Traveller”. Wydaje się, że to moment kulminacyjny całej płyty, a przed nami wciąż jest jeszcze 20 minut muzyki, pełnej instrumentalnych (zwłaszcza klawiszowych) popisów i raz bardziej agresywnych, raz spokojniejszych popisów wokalnych Johna Payne’a. Płyta kończy się przepiękną kompozycją “Until Then”, wprowadzającą słuchacza w niemal kontemplacyjny nastrój.

Erik Norlander i John Payne często powtarzają w wywiadach jak dobrze im się współpracuje i jak świetnie rozumieją się muzycznie. Potwierdzają to też na płycie „Feakshow”, bo najnowszy album Dukes Of The Orient to fantastyczny materiał - wciąż utrzymany w stylu Asia, ale z kilkoma odważniejszymi eksperymentami. Bardzo polecam i trzymam kciuki, by praca nad kolejnymi albumami szła muzykom tak dobrze i sprawnie jak przy tym!

MLWZ album na 15-lecie