Fish - Weltschmerz (deluxe version)

Tomasz Dudkowski, Fish - Weltschmerz (deluxe version)

Siedem lat musieliśmy czekać na następczynię interesującej, acz nieco nierównej, płyty „A Feast Of Consequences”. To, że będzie nosić tytuł „Weltschmerz” było wiadome od kilku lat, podobnie jak zapowiedź, że będzie to ostatnia odsłona studyjnego dorobku Artysty. Z różnych powodów (m.in. śmierć ojca – album jest dedykowany jego pamięci, problemy ze zdrowiem, konieczność zaopiekowania się schorowaną matką) plany wydawnicze niejednokrotnie były przesuwane. Pierwsze dźwięki z nadchodzącego albumu poznaliśmy dwa lata temu za sprawą EP-ki „A Parley With Angels” oraz koncertów, na których utwory z tego wydawnictwa (plus niepublikowany „C Song”) grane były pomiędzy klasykami z marillionowego „Clutching At Straws”. Ostatecznie 25 września, zapowiedziany trzema singlami, nowy album ukazał się światu w całej okazałości.

Już otwierający utwór „Grace Of God” wpisuje się idealnie w kanon świetnych ‘rybnych’ początków płyt („Vigil”, „Shadowplay”, „Mr. 1470”, „The Perception Of Johnny Punter”, „3D”, „Circle Line” czy „The Perfum River”, jedynie „Tumbledown” trochę zaniża tę statystykę) w znakomity sposób zachęcając słuchacza do dołączenia do podróży przez historie o problemach tego świata. Podróży niezwykle ciekawej, wielobarwnej, w dużej mierze mogącej zaspokoić oczekiwania miłośników rocka progresywnego. Wszak znajduje się tu jedna z najdłuższych (prawie 16 minut) kompozycji w całej dyskografii wokalisty – „Rose Of Damascus” z niesamowicie rozbudowanym tekstem dotykającym problemu uchodźstwa i z symfonicznym rozmachem w podkładzie. Ponad 10 minut trwają jeszcze, znane z EP-pki kompozycje „Waverley Steps” (prawie 14 minut) i „Little Man What Now?” (niespełna 11 minut). Obie błyszczały na minialbumie i stanowią także o sile niniejszego pełnowymiarowego wydawnictwa. Szczególnie ten drugi z ognistą partią saksofonu w wykonaniu Davida Jacksona śmiało może być postawiony wśród innych klasyków z bogatego dorobku byłego drwala. Znane z singli „Man With A Stick” i „Weltschmerz” również trzymają wysoki poziom, zarówno instrumentalnie jak i lirycznie. Inny promujący płytę utwór – ballada „Garden Of Remembrance” z tekstem dotyczącym demencji oraz jednym z najlepszych teledysków w dorobku Fisha, muzycznie przypomina „A Gentleman’s Excuse Me” z solowego debiutu. Tylko pianino, gitara akustyczna oraz nasączony bólem śpiew Fisha, któremu w refrenach towarzyszy Doris Brendel, składają się na jeden z najpiękniejszych fragmentów twórczości Dereka Williama Dicka. Siedmiominutowy „Walking On Eggshells” to utwór z bogatą aranżacją (wiele ścieżek gitary, smyki, żywiołowa partia bębnów pod koniec) traktujący o problemach w związku (słychać echa „Punch & Judy” czy „Jigsaw”). Najwięcej obaw zawsze miałem przy krótszych piosenkach. Nieraz stanowiły najsłabsze ogniwo albumów (np. „All Loved Up” na „A Feast Of Consequences”). Tym razem jest dużo lepiej. Dynamiczny (również singlowy) „The Party’s Over” mogący się kojarzyć się z „Internal Exile” czy „Lucky”, z partiami piszczałek i saksofonu (ponownie w wykonaniu Jacksona) oraz chwytliwym refrenem. Mimo swej skoczności traktuje o poważnej sprawie, jaką jest niszczenie środowiska przez człowieka. Druga tego typu (nomen omen) pieśń „C Song (The Trondheim Waltz)” stworzona została, zgodnie z podtytułem, do tańca, do którego Fish zapraszał widzów w trakcie występów (a któż ośmieli się odmówić dwumetrowemu Szkotowi?). Ta niemal sielska muzyka (skojarzenia z „The Company” jak najbardziej na miejscu) z melodią graną na akordeonie (świetna robota Martina Greena), jest tłem dla bardzo poważnego tekstu. Jego bohater walcząc ze poważną chorobą (C w tytule to skrót od słowa ‘cancer’) stara się nie poddawać i cieszyć tym, co jest tu i teraz („I won’t let you bring me down… Not today”).

Bardziej obszerny opis zawartości albumu został zawarty w tekście Macieja Lewandowskiego, zatem poświęcę nieco więcej uwagi formom wydania. Trzeba przyznać, że ostatni akt studyjnej odsłony pochodzącego z Dalkeith wokalisty został podany w sposób mogący zaspokoić każde gusta. Ceniący sobie wygodę lub/i niedysponujący miejscem na kolekcję mogą wybrać wersję cyfrową. Ci zaś, którzy lubią postawić na półeczce fizyczny egzemplarz wydawnictwa mogą wybierać z trzech formatów. Pierwszym są tradycyjne dwa krążki CD zamknięte w opakowaniu typu digisleeve z 16-stronicową książeczką. Miłośnicy winyli mogą nabyć wersję na dwóch czarnych dyskach 180 g wsuniętych do kopert z nadrukowanymi tekstami i schowanych w okładce typu gatefold.

Dla najbardziej zagorzałych (i dysponujących grubszym portfelem lub mogących liczyć na szczodrość bliskich) fanów artysta przygotował wersję deluxe. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku specjalnej wersji poprzedniego dzieła, do naszych rąk trafiła książka z alternatywną wersją okładki w formacie A5 wsunięta do dodatkowego pudełka z właściwym obrazem. Ich autorem (oraz większości grafik w książce) jest Mark Wilkinson, który odpowiada za warstwę wizualną wszystkich studyjnych dokonań Fisha począwszy od wydanego 38 lat temu singla „Market Square Heroes” sygnowanego nazwą Marillion. Stworzył on (wraz z żoną Julie oraz m.in. Arlene Machin, Kai R. Joachim czy Keithem McIntyre) kolejne dzieło idealnie współgrające z tematyką zawartą na albumie dopełniając warstwę liryczną niezwykle sugestywnymi obrazami. Wrażenie robi już okładka (obie wersje), która doskonale oddaje tytułowy ból, stając się z miejsca jedną z najciekawszych prac zdobiących ‘rybne’ wydawnictwa. Booklet, a właściwie 100-stronicowa księga wypełniona jest mnóstwem bardzo adekwatnych grafik. Przez ilustrujące „Grace Of God” obrazy jednoznacznie kojarzące się ze szpitalem, piękną twarz Syryjki („Rose Of Damascus”) czy niesamowity obraz drzew z korzeniami w kształcie ludzkich twarzy zwróconych do siebie („Garden Of Remembrance”) aż po znaną z teledysku do tytułowej pieśni twarz Wielkiego Szkota pokrytą warstwą wyschniętego błota, twórcy wyśmienicie uzupełnili przekaz tekstów. W książce znalazło się też miejsce na opis historii powstawania albumu autorstwa Fisha zilustrowany zdjęciami autorstwa jego żony – Simone.

Bardzo symboliczna jest też ostatnia grafika zamieszczona w książce, spinająca klamrą muzyczną podróż Artysty, nazwana przez Wilkinsona „The Masque" jest nawiązaniem do obrazu zdobiącego okładkę singlowego debiutu Marillion. Tym razem Błazen zdzierający tytułową maskę odsłania swoją zmęczoną życiem twarz i bez trudu możemy rozpoznać, że jest nim Fish. Ten ostatni akt wizualnej podróży, wraz z napisem na matrixach dysków (R.I.P. JESTER 82-20) stanowi jeszcze jedną formę pożegnania ze słuchaczem, w stylu, do jakiego Derek William przyzwyczaił nas w trakcie trwającej niemal 40 lat kariery. Pełnej magii, gry słów i symboli.

Wersja specjalna, oprócz dwóch dysków kompaktowych, zawiera też dodatkową płytę w formacie Blu-Ray zawierającą (po raz pierwszy w solowej dyskografii Fisha) miks przestrzenny albumu, przygotowany przez znany z reedycji „Script For A Jester’s Tear” i „Clutching At Straws” duet Avril Mackintosh - Andy Bradfield (kodowanie DTS Master Audio HD 5.1 – 48k 24 bit oraz Linear PCM Wav – 48k 24 bit). Wykonali swoją pracę bardzo dobrze dodając zarejestrowanym dźwiękom więcej powietrza, pozwalając wypełnić dźwiękami całe pomieszczenie oraz wychwycić jeszcze więcej szczegółów z bogatej aranżacji.

W dodatkach znajdujemy 4 utwory grane na koncertach w 2018 roku zarejestrowane podczas występu w Norwich. „Man With A Stick”, „Little Man What Now?”, „Waverly Steps” oraz „C Song” nagrane zostały w składzie: Fish, Steve Vantsis, Robin Boult, Foss Paterson, Doris Brendel oraz Gavin Griffith – bębny. Ponadto zamieszczono teledyski, wraz z filmami “Making Of”, do wydawanych na cyfrowych singlach „Man With A Stick”, „Weltschmerz”, „Garden Of Remembrance” oraz „The Party’s Over”. I jeszcze wywiady na temat powstawania płyty (nagrane w warunkach pandemicznych, czyli przez internet) oraz pracy nad projektem graficznym.

Głównym partnerem Fisha w pracach nad albumem ponownie został basista (grający też na gitarach, klawiszach oraz zajmujący się programowaniem) Steve Vantsis. Pełni on tę funkcję od czasów płyty ”13th Star” (2007). Na „Weltschmerz” jest samodzielnym autorem muzyki do utworów „Walking On Eggshells” oraz tytułowego. Ponadto wraz z innym stałym współpracownikiem wokalisty, towarzyszącym mu z przerwami przez całą solową karierę, gitarzystą Robinem Boultem, napisał jeszcze 6 tematów („Grace Of God”, „Man With A Stick”, „The Party’s Over”, „Rose Of Damascus”, „Little Man What Now?” i „Waverley Steps”). Inny wieloletni muzyk zespołu towarzyszącego Szkotowi, klawiszowiec Foss Paterson, współtworzył wraz z Vantsisem pieśń „C Song”. Pozostał jeszcze jeden niewymieniony wcześniej fragment płyty. Przejmującą balladę „Garden Of Remembrance” napisał znany z grup Arena, Frost*, Kino czy projektu Lonely Robot, gitarzysta John Mitchell grający od pewnego czasu w zespole pierwszego wokalisty Marillion. Oprócz wymienionych wcześniej osób swoje partie zarejestrowali na płycie także perkusiści Dave Stewart (kiedyś w zespole Fisha oraz w Camel) oraz Craig Blundell (ex-Steven Wilson Band, ex-Pendragon, Steve Hackett Band), klawiszowiec Liam Holmes, wokalistka Doris Brendel oraz znany z występów w Van Der Graaf Generator saksofonista David Jackson. To wszystko uzupełnione jest paletą dźwięków wydobywanych z instrumentów smyczkowych (przez członków Scottish Chamber Orchestra) i dętych (te w większości nagrał Mikey Owers). Wszyscy wymienieni wykonawcy stworzyli nietuzinkowe tło dla głównego aktora tego spektaklu, który nagrał bardzo udane ścieżki wokalne, które idealnie współgrają z warstwą muzyczną. Kompozycje zostały uszyte na miarę aktualnych możliwości głosowych Fisha, które co prawda nie pozwalają mu już śpiewać jak w czasach „Script For A Jester’s Tear” czy „Fugazi”, ale wciąż potrafią przykuć uwagę i sprawić, że w trakcie słuchania niejednokrotnie przeszywa nas dreszcz zachwytu. Duże brawa również dla Doris Brendel za bardzo udane uzupełnienie głównych partii wokalnych swoim śpiewem, czy to udzielając się w chórkach czy też wykonując przepiękne wokalizy.

Na koniec chciałbym oddać pokłon w stronę Caluma Malcolma oraz Steve’a Vantsisa, którzy odpowiadają za produkcję albumu. Udało im się zebrać w interesującą, bardzo spójną całość efekt wielu sesji tworząc najlepiej wyprodukowane dzieło w całej solowej karierze szkockiego wokalisty. Wszystkie instrumenty są nagrane niezwykle selektywnie, co pozwala na wychwycenie wielu smaczków, a że zaproszonych muzyków jest całkiem sporo, a co za tym idzie zostało zarejestrowanych mnóstwo ścieżek, to z każdym przesłuchaniem możemy odkryć coś nowego.

Bez wątpienia o sile albumu świadczy brak słabych utworów, co niestety w dotychczasowej dyskografii Fisha niejednokrotnie miało miejsce, psując odbiór płyt jako całości. Tu każdy element ma swoje miejsce i mimo, że nie jest to koncept album (choć wszystkie utwory skupiają się na tytułowym bólu świata), najlepiej słuchać go jednym ciągiem.

Nie ukrywam, że ciężko mi się pogodzić z jego emeryturą, wszak towarzyszył mi ze swoim śpiewem i tekstami przez większość życia. Ale nawet jeśli Fish nie zmieni zdania, to będę miał poczucie, że pożegnał się w sposób najlepszy z możliwych, oddając w nasze ręce dzieło kompletne. Najdłuższy (84 minuty) album w całej karierze ani przez chwilę nie nuży. Pokuszę się o stwierdzenie, że to jego najdoskonalsze dokonanie od 30 lat.

Jester, Chłopiec z sercem Lothiana czy po prostu Derek rozstaje się ze studiem nagraniowym oraz z karierą twórcy utworów i zamierza spełniać się jako pisarz. Mam nadzieję, że będzie jeszcze nam dane osobiście powiedzieć mu „dziękuję” za 40 lat bycia Fishem podczas koncertów (na razie trasa brytyjska, która miała wystartować w lutym przyszłego roku została odwołana, jesienne występy, w tym polskie, póki co bez zmian). Muzyczne akwarium bez Wielkiej Ryby będzie dużo mniej kolorowe…

MLWZ album na 15-lecie
On Air