Lepiarczyk, Krzysztof - Album Pieśni

Artur Chachlowski, Lepiarczyk, Krzysztof - Album Pieśni

Wzorem wydanego trzy lata temu, bardzo ciepło przyjętego albumu z muzyką do liryków Stanisława Wyspiańskiego „Jakżeż ja się uspokoję”, Krzysztof Lepiarczyk kontynuuje swoje fascynacje na linii: muzyka – poezja i nakładem Lynx Music opublikował właśnie płytę z muzyką skomponowaną do wierszy Adama Asnyka. Jej tytuł – „Album Pieśni” - pochodzi z tomiku wierszy z poezją tego wielkiego poety.

Lepiarczyk, niczym przed laty Niemen, Grechuta czy bracia Zielińscy, ochoczo sięga po poezję wybitnych polskich twórców. I czyni to bardzo przekonywująco i niezwykle przystępnie. Bo słucha się tej płyty z niekłamaną przyjemnością. Wszystko tu jest na właściwym miejscu, wszystko się zgadza, a dźwięki i akordy bezbłędnie współgrają ze słowem mówionym/śpiewanym przez Marka Smelkowskiego. Być może nie działa już taki efekt zaskoczenia jak było to przed trzema laty w przypadku Wyspiańskiego, ale zapewniam, że po wysłuchaniu „Albumu Pieśni” niejeden słuchacz będzie zauroczony.

Dlaczego Asnyk?

Po pierwsze, teksty: uniwersalne, prawdziwe, przekonywujące, aktualne, takie, do których Krzysztof skomponował bezbłędnie pasującą muzykę. A nie było to zadanie łatwe. A już na pewno nie w stylu, w którym później można byłoby z radością i z zaciekawieniem słuchać z płyty CD. Po drugie, to swoista słabość autora do ulicy Asnyka w Krakowie. Jego ciotka miała tam mieszkanie, do którego często zaglądał po drodze do Liceum Muzycznego przy ul. Basztowej, do którego przed laty uczęszczał. A po trzecie, to – rzekłbym - uniwersalne zamiłowanie Krzysztofa do poezji. Nie wszyscy pewnie to wiedzą, ale w 2004 roku, wraz z Michałem Fałkiewiczem zdobył wyróżnienie na 40. Festiwalu Studenckim w Krakowie (na kanale YouTube można wciąż znaleźć ich występ zarejestrowany przez TVP).

Jeżeli chodzi o dobór tekstów, to wybrał je Marek Smelkowski spośród wierszy wypełniających tomik „Album Pieśni” (z wyjątkiem „W zimowej nocy”). Zrobił to z wyczuciem, bo sądząc po tym, co usłyszeć można na omawianej przeze mnie dzisiaj płycie, prawdziwie mistrzowskie zinterpretowanie ich nie sprawiło mu żadnego problemu.

Krzysztofowi Lepiarczykowi na albumie towarzyszą ci sami instrumentaliści, co na płycie poświęcone poezji Wyspiańskiego: na gitarach zagrał Jerzy Antczak (gitarzysta Albion i projektu Georgius), na bębnach Grzegorz Bauer (Millenium), a jedyną nową twarzą w tym gronie jest znany z grupy Loonypark basista Piotr Lipka. Na instrumentach klawiszowych zagrał Krzysztof Lepiarczyk, który oczywiście skomponował całą muzykę i skoordynował cały projekt, za co nisko chylę przed nim czoło, gdyż dzięki niemu przeżywam coś, co jeszcze niedawno wydawało mi się rzeczą niemożliwą: to już drugi raz jego płyta zainspirowała mnie do sięgnięcia do źródeł. Nie wiem czy to jesienna pogoda czy też październikowy blue moon, który w chwili pisania tego tekstu podziwiam na niebie, ale - nadal w to nie mogę uwierzyć - przede mną leży zdjęty z zakurzonej półki tomik z wierszami Adama Asnyka, po które właśnie sięgnąłem i dziwię się, że jego poezja tak bardzo przemawia do mnie, trafia w punkt i chwyta za serce. A do tego jeszcze te towarzyszące jej melodie skomponowane przez Lepiarczyka… To dobrze, że powstają takie płyty, na których w sposób tak nowoczesny prezentuje się przepiękne liryki klasyków polskiej poezji… Trzeba z Żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe…

Podobno Krzysztofowi po głowie chodzą już pomysły na trzeci album do tekstów kolejnego wielkiego polskiego poety (poetki?)… Czyżby zatem miała czekać nas wszystkich kolejna wielka muzyczno-poetycka uczta? Czy będziemy na nią czekać aż kolejne trzy długie lata? A może jednak nieco krócej?...

MLWZ album na 15-lecie
On Air