Red Bazar - Connections

Artur Chachlowski, Red Bazar - Connections

Red Bazar: Andy Wilson (gitary), Mick Wilson (bas, klawisze) i Paul Comerie (perkusja)… Swoją działalność rozpoczęli w 2008 roku jako zespół instrumentalny, po nagraniu dwóch płyt dokooptowali do składu śpiewającego Petera Jonesa (Tiger Moth Tales), z którym wydali dwie kolejne płyty, a pod koniec ubiegłego roku powrócili do swoich źródeł: nagrali na nowo (z Jonesem na pokładzie) swój pierwszy, wydany oryginalnie 12 lat temu, album pt. „Connections”.

Nowa wersja „Connections” to płyta o nowocześniejszym i pełniejszym (syntezatory obsługiwane przez Jonesa) brzmieniu. Na albumie gęsto ścielą się liczne partie instrumentalne z szybkimi gitarowymi solówkami, impulsywnym basem i finezyjną perkusją, co nie tylko idealnie do siebie pasuje, ale tworzy prawdziwą lokomotywę brzmieniową dla całej płyty. Wszystko to jest opakowane w symfoniczno-rockowe aranżacje z wyeksponowaną gitarą retro i neoprogresywnym klimatem oraz licznymi wpływami muzyki fusion.

„Connections” AD 2020 ukazuje się w odrobinę zmienionej szacie graficznej (na okładce dominuje czerwień, a nie błękit) i tak jak jego pierwotne wydanie, jest albumem instrumentalnym. Rola Petera Jonesa - choć nie do przecenienia - sprowadza się jedynie do obsługi syntezatorowych partii instrumentalnych. Tym samym omawiany dzisiaj album plasuje się w zupełnie innej stylistyce niż np. recenzowany na MLWZ.PL krążek Red Bazar pt. „Tales From The Bookcase” (2016) czy jakiekolwiek inne muzyczne przedsięwzięcie, z którymi zazwyczaj kojarzymy Jonesa. Warto podkreślić, że Peter Jones w ogóle nie stara się dominować na tej płycie i gra w bardzo powściągliwy sposób

Album „Connections” to rzecz pełna muzycznych kontrastów czy, jak kto woli, sporej stylistycznej różnorodności. Oczywiście dominują na nim gitarowe brzmienia, ale jest też na nim sporo melodyjności. Na przykład następujące po dwóch mocnych openerach „The Meet” i „Regards To…” nagranie „Ride On A Wing” jest lekką jazzową balladą, w której zachwyca niekonwencjonalny dialog fortepianu i gitary. „Fallen Tears” to kolejny utwór o stosunkowo wolniejszym tempie, ale konsekwentnie narasta ono przez cały czas, przechodząc w prawdziwe gitarowe szaleństwo niespodziewanie porywające słuchacza w fascynującą muzyczną podróż, która powinna trwać znacznie dłużej niż ‘tylko’ 8 minut. Andy Wilson i jego gitara lśnią tutaj mocnym blaskiem. Równie imponująca jest najbardziej chyba w tym zestawie jazzująca kompozycja „Walk The Milestone”, szczególnie jej środkowa sekcja z syntetycznym basem i opartą na połamanych rytmach perkusją, co prowadzi do wybornego finału utrzymanego w jazzrockowym stylu sympho-prog, znowu ze wspaniałymi gitarowymi figurami w wykonaniu Andy Wilsona. No i jest jeszcze crème de la crème, czyli trwająca blisko kwadrans finałowa kompozycja tytułowa. Mocno epickie, mistrzowskie progrockowe instrumentalne granie.

„Connections” nie jest z pewnością albumem dla wszystkich. Myślę, że zachwyci raczej tych słuchaczy, którzy lubią techniczne, precyzyjne granie z bogatą nutką jazz rocka oraz stylistyki fusion. Fakt, że jest to płyta w całości instrumentalna też jest sprawą niebagatelną, bo umiejscawia ją to w dość specyficznej niszy. Warto zainspirować się jednak dynamiką tego albumu i wyważoną mieszanką mocnych kompozycji, poczuć radość ze wspólnego grania, odczuć niesamowity efekt muzycznej synergii i docenić ogromne umiejętności techniczne każdego instrumentalisty grającego na tej płycie.

MLWZ album na 15-lecie