D Project

3.2 - Third Impression

Artur Chachlowski, 3.2 - Third Impression

„On my way home

Marching all night, is the light still on?

All through the battle been waiting

On my way home, so much of life left behind

So much ahead”.

Któż z nas latem 1988 roku (i później!) nie wsłuchiwał się w te słowa śpiewane przez Roberta Berry’ego wplecione w niezwykle nośny klawiszowy motyw grany na syntezatorach przez Keitha Emersona na płycie „To The Power Of Three”? Współpraca obu panów rozpoczęła się w 1987 roku, kiedy to kultowy menedżer Brian Lane (Yes, Asia, A-Ha) oraz perkusista Carl Palmer zaaranżowali spotkanie między obydwoma muzykami. Plan zakładał stworzenie bardziej melodyjnego i bardziej zorientowanego na piosenki zespołu (w porównaniu z Emerson Lake & Palmer), który pozwoliłby nowej grupie, której nadano nazwę 3, podążyć śladem sukcesów, jakimi w tamtym okresie cieszyły się zespoły Asia i GTR.

Wydany w 1988 roku album „To The Power Of Three”, acz nierówny i dzisiaj już mocno zapomniany, w pewnych kręgach wciąż cieszy się mianem pozycji niemal kultowej, a przywołana przeze mnie na wstępie piosenka „On My Way Home” u niektórych fanów posiada status ponadczasowego prog/popowego hymnu.

Podobno tuż po wydaniu „To The Power Of Three” były plany dotyczące wydania kolejnej płyty, ale nie zostały one nigdy zrealizowane. Śmierć Keitha Emersona w 2016 roku wydawała się ostatecznym końcem spekulacji co do przyszło tego tria, lecz ku zaskoczeniu całego środowiska i całej ‘okołoemersonowskiej rodziny’ Robert Berry, pod nieco zmodernizowanym szyldem - 3.2 - wydał w 2018 roku album „The Rules Have Changed”, który nie tyko szatą graficzną, ale przede wszystkim łagodną i dość przystępnie podaną odmianą progresywnego rocka miał być kontynuacją legendarnego tria 3. Efekt okazał się dość mizerny, a płyta przeszła bez większego echa. Tym bardziej zaskakuje lutowa premiera kolejnej płyty 3.2 – „Third Impression”.

Berry sam skomponował całą muzykę, zaśpiewał i zagrał na wszystkich instrumentach. Albumowi „Third Impression” przyświeca jeden cel: przy pomocy stylowych i charakterystycznie brzmiących Emersonowskich partii instrumentalnych ma on odświeżyć klimat i pomysły, które towarzyszyły powstaniu w latach 80. tria 3, a zarazem złożyć hołd dla muzycznego dziedzictwa Keitha Emersona. Może nie temu najbliższemu klasycznym formom z lat 70., lecz pełnego odważnych stylistycznych wycieczek w stronę AOR, czego sympatycy Emersona doświadczyli w latach 80. No cóż, czasy już nie te, a i brak dwóch ważnych personalnych filarów – Emersona i Palmera – nie działa na korzyść nowej płyty. Niemniej miłośnicy piosenkowego progresywnego rocka nasączonego miękkim, charakterystycznym stylem typowym dla amerykańskiego soft rocka czy AOR znajdą na tym krążku sporo naprawdę interesującej muzyki. Nie ukrywam, że i ja, który nigdy nie ukrywałem swojej słabości dla dobrych melodyjnych i ambitnych rockowych piosenek, podczas słuchania większości z dziesięciu wypełniających album „Third Impression” utworów spędziłem mnóstwo bardzo miłych chwil.

Jest na tej płycie kilka tematów, które mnie ujęły, chwyciły za serce i przywołały nutkę nostalgii za minionymi czasami. Berry’emu dość dobrze udało się przywołać ducha twórczości Emersona w nagraniach „A Fond Farewell”, bluesującym „Emotional Trigger” czy w finezyjnie wykonanym „Missing Piece”. Ten ostatni to jedno z najciekawszych (zwracam uwagę na gitarowe solo rozpoczynające się w połowie czwartej minuty), a zarazem najspokojniejszych nagrań na płycie i, obok fortepianowej ballady „A Bond Of Union”, nieźle reprezentuje liryczną stronę mocy muzyki Roberta Berry’ego. Inne jego ciekawe pomysły odnaleźć można w wybornym syntezatorowym solo w finale „The Devil Of Liverpool” czy też w lekko celtycko-folkującym „Black Of The Night”, który obiektywnie sam w sobie wydaje się po prostu bardzo dobrym melodyjnym utworem.

W zestawie tym znalazło się nawet miejsce na prawdziwy progrockowy epik – kończącą całość kompozycję „Never”, która w udany sposób przywołuje ducha minionych czasów. Być może nie jest to poziom „Desde La Vida”, ale nie ukrywam: podoba mi się.
Na pewno albumowi brakuje nieco finezji i naturalnej lekkości, czego dowodem może być nieco rozedrgana i sprawiająca nieuporządkowanej, otwierająca całość kompozycja „Top Of The World” czy następujący zaraz po niej rozkrzyczany, choć mocno eksponujący Emersonowskie zagrywki „What Side You’re On”, lecz nie są to powody, które miałyby zdyskredytować najnowsze dzieło Berry’ego.

Ocena końcowa? „Third Impression” to płyta, która zasługuje na to, by usłyszał ją każdy sympatyk twórczości wielkiego Keitha Emersona. Zawiera sporo interesujących partii, którymi zachwyci się każdy fan muzyki progresywnej. Może będzie miała nieco więcej szczęścia niż jej poprzedniczka, gdyż zdecydowanie bardziej udanie łączy w sobie epickie klimaty z melodyjnymi i AOR-owymi pierwiastkami.

MLWZ album na 15-lecie