Lifesigns - Altitude

Artur Chachlowski, Lifesigns - Altitude

Już dawno chciałem napisać właśnie taką recenzję: krótką, zwięzłą, w prostych słowach oddającą całą prawdę o danej płycie oraz o firmującym ją zespole.

Dziś nadarzyła się taka okazja. Bo oto przed nami album świetny, bliski perfekcji. A przy okazji taki, że każde wypowiedziane (napisane) słowo nie ma najmniejszych szans, by stać się jakąkolwiek wartością dodaną w stosunku do wypełniającej go fantastycznej muzyki.

John Young – brytyjski keyboardzista i kompozytor znany z wcześniejszej współpracy z The Strawbs, Johnem Wettonem, Bonnie Tyler, The Scorpions czy Fishem, wraz z założonym przez siebie zespołem Lifesigns przypomniał się właśnie trzecim, po „Lifesigns” (2013) i „Cardington” (2017), albumem zatytułowanym „Altitude”. Nie ma na tym wydawnictwie zbędnej nuty, nie ma niepotrzebnych dźwięków, nie ma żadnych dłużyzn, jest za to osiem (w tym dwa krótkie, pełniące rolę kilkudziesięciosekundowych łączników) tematów, które – jako całość oraz każdy z osobna – są w stanie oczarować każdego, nawet najbardziej wymagającego, fana progresywnego rocka.

Jak już wspomniałem, moja recenzja będzie krótka. Właściwie sprowadza się ona do jednego zdania: „Altitude” to album wybitny. Pełen wspaniałej muzyki, rewelacyjnych kompozycji, zarówno długich („Altitude”, „Fortitude”), jak i krótszych („Gregarious”, „Ivory Tower”, „Shoreline”), z których co najmniej dwie („Altitude”, „Last One Home”) na trwałe zapiszą się w historii (neo)progresywnej muzyki oraz wybornych partii instrumentalnych, i to nie tylko mistrzowsko zagranych przez Younga na syntezatorach, ale także na gitarach (rewelacyjny Dave Bainbridge (ex-Iona)). W tym roku zdążyło się już ukazać kilka bardzo dobrych albumów, ale wybitny jest jeden: ten właśnie omawiany przez nas dzisiaj – Jego Wysokość „Altitude”.

John Young powinien być dumny z finalnego efektu. „Altitude” to płyta-marzenie. Chyba mam już swój album roku. W każdym razie wiem na pewno, że trudno będzie komukolwiek nie tyle go przebić, co nawet zbliżyć się do jego poziomu.

MLWZ album na 15-lecie