Sylvan, Nad - Spiritus Mundi

Artur Chachlowski, Sylvan, Nad - Spiritus Mundi

Sylwetki szwedzkiego wokalisty Nada Sylvana nie trzeba chyba nikomu przypominać. Miło patrzeć jak jego kariera z roku na rok pnie się w górę. Po raz pierwszy usłyszeliśmy o nim dobrych kilkanaście lat temu, kiedy zaśpiewał na płycie projektu Unifaun (2008), potem na chwilę (konkretnie: na trzy, wydane w latach 2009-2011, płyty) zadomowił się w efemerycznym zespole Agents Of Mercy, by na dłużej zakotwiczyć jako wokalista zespołu Steve’a Hacketta wiernie oddając swoją unikalną barwą głosu klimat starych, dobrych Gabrielowskich i Collinsowskich utworów Genesis. Równocześnie Nad rozwija też swoją karierę solową, a dzięki temu, że jego marka ustawicznie rośnie, to na jego kolejnych płytach pojawiają się znakomici goście. Tak też jest na jego najnowszym albumie zatytułowanym „Spiritus Mundi”, na którym zagrali m.in. Tony Levin, Jonas Reingold, Mirko DeMaio, Neil Whitford, Steve Piggot i Steve Hackett.

Są dwie ważne rzeczy, o których trzeba wspomnieć na samym początku omawiania tego albumu. Nad Sylvan zaprosił do współpracy, jako współautora większości kompozycji, muzyka oraz współwokalistę Andrew Laitresa. To nie pierwszy raz, kiedy ta dwójka tworzy razem. Przypomnę chociażby zamieszczony na poprzedniej płycie „The Regal Bastard” (2019) utwór „The Lake Isle Of Innisfree”. Druga ważna sprawa to fakt, że nowy album jest muzyczną interpretacją wierszy irlandzkiego poety, laureata Nagrody Nobla, Williama Butlera Yeatsa (1865-1939). Połączenie poezji Yeatsa z akustyczną muzyką Sylvana i Laitresa okazało się prawdziwym strzałem w dziesiątkę.

Płyta „Spiritus Mundi” ma wybitnie akustyczny charakter, przypominający nieco swoim klimatem utwory „Entangled” i „Ripples” z pewnej słynnej genesisowskie płyty. Zdecydowana większość głównych linii wokalnych jest oczywiście śpiewana przez Sylvana, ale Laitres, oprócz wybornej gry na gitarze, oferuje również chórki, a nawet kilka wybranych momentów, w których ze swoim śpiewem wysuwa się na pierwszy plan (tak jest w „Sailing To Byzantium”, w „The Realists” czy w „The Fisherman”). Obaj muzycy grają na różnych instrumentach, głównie na gitarach i klawiszach, dodają do tego piękne orkiestracje oraz, korzystając z pomocy kilku gwiazd, wynoszą swoją muzykę na wyższy, powiedziałbym wręcz: bardzo wysoki, poziom.

Już sam początek płyty w postaci otwierającego go utworu „The Second Coming” (świetne orkiestracje!) oraz następującego po nim „Sailing To Byzantium” wiesza poprzeczkę bardzo wysoko. Mamy tu klimat jak u Alana Parsonsa i na późnych płytach Supertramp. Takiego mocnego otwarcia nie miała jeszcze żadna solowa płyta Sylvana. Prawdziwe muzyczne piękno muzyki Nada Sylvana oraz jego kompozycyjno-aranżacyjny talent (m.in. cudowny wiosenny świergot ptaków) ujawnia się w utworze „Caps And Bells”, w którym przepięknie tkane są delikatne dźwięki grane na akustycznych gitarach. Ten efekt potęguje użycie klawesynu, który powraca także w kolejnym utworze pt. „The Realists”, tym razem pojawia się on na tle delikatnych pociągnięć smyczków i dwunastostrunowych gitar. Równie pięknie, melodyjnie i lirycznie jest w „The Stolen Child”. Słychać tu nieco żywsze i wyraźniejsze akcenty, od których stopa sama chodzi wystukując skoczny rytm. Ten pastelowy i przesączony akustycznymi dźwiękami nastrój znajduje swoje apogeum w wysublimowanym nagraniu „To An Isle In The Water”. Ma ono wybitnie wczesnogenesisowski charakter i zarazem jest też jednym z najbardziej wzruszających fragmentów płyty „Spiritus Mundi”.

Lekka zmiana nastroju pojawia się w „The Hawk”. To nagranie, którego tętniąca życiem prężna energia jest po prostu zaraźliwa. Błyskotliwe harmonie są wspaniałym odzwierciedleniem radości życia i optymizmu tryskającego z tego utworu. Niespełna dwuminutowy temat „The Witch And The Mermaid” przywraca akustyczną atmosferę, zaś kończący zasadniczą część płyty, chyba najbardziej poprockowy w tym zestawie, „The Fisherman”, wprowadza nastrój typowy dla melodyjnego rocka: odrobinę luzacki, lekko hymnowy i trochę stadionowy, a przy tym wykonany bez zbędnego patosu. „The Fisherman” to utwór, w którym mądre przesłanie i pochwała ludzkiego charakteru podkreślone są absolutnie piękną muzyką z wysmakowanym gitarowym solo w wykonaniu Neila Whitforda.

Program płyty uzupełniają dwa, oznaczone jako bonus tracki, nie-Yeatsowe utwory: „You’ve Got To Find A Way” oraz „To A Child Dancing In The Wind”. W tym drugim na chwilę pojawia się cudowna gitara Steve’a Hacketta. Wisienka na tym smakowitym torcie.

Warto podkreślić, że na całej płycie aranżacje są na tyle subtelne, że muzyka nie przytłacza mocy tekstów W. B.Yeatsa. Warto posłuchać tego albumu trzymając w ręku książeczkę z zapisanymi w niej poezjami. Mądre słowa wzmacniają wspaniałą muzykę, wspaniała muzyka podkreśla wagę mądrych słów. Efekt synergii w całej okazałości. I jeszcze jedno: po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy, wokal Nada Sylvana brzmi tak jak powinien, bez fałszywej nuty i niepotrzebnego mizdrzenia się, jak to wcześniej tu i ówdzie mu się przytrafiało.

Bardzo ładna płyta. Polecam.

MLWZ album na 15-lecie