Verheyen, Carl - Sundial

Artur Chachlowski, Verheyen, Carl - Sundial

Przyznacie, trzeba mieć duże poczucie humoru, żeby premierę swojej płyty wyznaczyć na 1. dzień kwietnia. Właśnie wtedy ukazał się solowy album gitarzysty grupy Supertramp, Carla Verheyena, zatytułowany „Sundial”. Verheyen nie odegrał dużej roli w Supertramp. Właściwie w składzie tego zespołu pojawił się dopiero u schyłku jego działalności. Potem rozpoczął karierę solową, którą przedstawialiśmy na naszych łamach (albumy „Mustang Run” (2014) i „Alone” (2015)).

Jego najnowszy krążek „Sundial”, nagrany podczas lockdownu w 2020 roku, to dość eklektyczny zestaw zawierający coś z rocka, funk, ska, soulowych ballad i muzyki pop. Verheyen okazuje się nie tylko wspaniałym kompozytorem i gitarzystą, ale też bardzo kompetentnym, obdarzonym przyjemnym głosem wokalistą.

Otwierający płytę utwór tytułowy to zgrabna poprockowa piosenka niosąca ze sobą pokłady optymizmu i radości. Utrzymana jakby w całkowitym przeciwprądzie do okoliczności, w których powstała. Zaaranżowana na akustyczne gitary z fortepianem, organami i ładnymi chórkami ociera się o delikatny jazz rock, prog rock, a nawet folk rock. Co ciekawe, na perkusji gra tutaj Nick D’Virgilio. Gdy wydaje się, że muzyka na nowym albumie Verheyena pójdzie w kierunku takich właśnie melodyjnych piosenek, kolejny utwór zaprzecza tej teorii. Instrumentalny „Kaningie” zainspirowany jest popularnymi afropopowymi nagraniami i zawiera moim zdaniem wyraźny ukłon w stronę twórczości Santany. Carl skomponował wwiercającą się w umysł melodię opartą na szalonym układzie rytmicznym (rozpisanym aż na dwa zestawy perkusyjne, na których grają Chad Wakerman i John Ferraro), przy której nogi aż rwą się do ekstatycznego tańca. Kolejny utwór, „Clawhammer Man”, utrzymany jest w swingującym klimacie funk, w którym świetnie wypada instrumentalna praca koncertowego zespołu naszego bohatera (basista Dave Marotta, perkusista John Mader i klawiszowiec Jim Cox), a pojawiający się zaraz po nim „Never Again” to mogący się podobać, utrzymany w klasycznym stylu, blues.

Ciekawa anegdota łączy się z utworem nr 5 – „Garfunkel (It Was All Too Real)”. Oddajmy głos Carlowi: „Byłem kiedyś w Albercie w Kanadzie. Miałem chyba wtedy z 15 lat. W hotelowym lobby stał koncertowy fortepian, podszedłem do niego i zagrałem kilka pierwszych nut utworu „Bridge Over Troubled Water”. Kilka sekund później znajomy głos zaczął śpiewać przez moje prawe ramię. Odwróciłem głowę się i zdałem sobie sprawę, że to sam Art Garfunkel! „Garfunkel” to piosenka przywołująca wspomnienie o tym niesamowitym wydarzeniu”.

Jeżeli chodzi o inne inspiracje słyszane na albumie „Sundial”, to warto też wspomnieć o utworze „People Got To Be Free”. Był kiedyś taki zespół, jak The Rascals. Należeli do ulubieńców Verheyena, a śpiewający w tej grupie Felix Cavalier był swego czasu jednym z jego ukochanych wokalistów. Nic więc dziwnego, że Carl sięgnął po nagranie „People Got To Be Free” i po swojemu (efektowne gitarowa solówka!) zinterpretował tek klasyk utrzymany w stylu ska.

Pora teraz na jeden z najpiękniejszych fragmentów tej płyty – „Spiral Glide”. Znowu oddajmy głos naszemu dzisiejszemu bohaterowi: „Dołączyłem do Supertramp w 1985 roku po wydaniu „Brother Where You Bound” - albumu, na którym w utworze tytułowym znalazło się długie solo gitarowe Davida Gilmoura” – wspomina Verheyen. - „Moim zadaniem było odtworzenie jego solówki podczas trasy koncertowej promującej płytę. Poprzeczka wisiała bardzo wysoko. Miałem okazję spotkać się potem z Davidem za kulisami w Royal Albert Hall podczas jednego z naszych koncertów i pogratulował mi mojego występu. To spotkanie zainspirowało mnie do skomponowania piosenki „Spiral Glide”. To mój hołd dla Gilmoura, prawdziwego angielskiego dżentelmena i inspiracji na całe moje życie”. „Spiral Glide” należy do wyróżniających się utworów na nowej płycie Verheyena, a długa gitarowa, bardzo Gilmourowska, solówka – to prawdziwy miód dla uszu.

Równie ciekawa opowieść wiąże się z kolejnym nagraniem – „Michelle’s Song”: „Jadąc późnym wieczorem do domu, usłyszałem w radio dawno zapomniany utwór Eltona Johna ze ścieżki dźwiękowej do filmu „Friends”. Podczas pracy nad nową płytą wyobraziłem sobie tę piękną melodię zabarwioną klimatem południowego rocka. I w tym duchu starałem się zinterpretować tą mistrzowską piosenkę duetu Elton John – Bernie Taupin. Myślę, że mi się udało”. Od siebie mogę tylko dodać, że udało się i to bardzo. Oczywiście w utworze tym pozostał klimat twórczości Eltona Johna, ale jest w nim też coś z The Allman Brothers, a uduchowiony wokal i finałowa gitara Carla tworzą znakomity duet przykuwający uwagę słuchacza.

Jest jeszcze jedno ważne nagranie na tym albumie. Umieszczona pod koniec jego programu kompozycja „No Time For A Kiss” to przepiękna ballada utrzymana w stylu bluesrockowym z niesamowicie melodyjnym solo wzorowanym jakby na Jeffie Becku. Bardzo lubię ten fragment płyty. A po nim mamy jeszcze 90-sekundową instrumentalna miniaturkę „Sundial Slight Return” zagraną przez Verheyena na gitarze akustycznej. Piękne zakończenie tej bardzo eleganckiej płyty…

MLWZ album na 15-lecie