Flor De Loto - Live At RoSFest

Tomasz Dudkowski, Flor De Loto - Live At RoSFest

Poznański Oskar kontynuuje serię wznowień albumów peruwiańskiej formacji Flor De Loto. Po dwóch płytach studyjnych przyszedł czas na wydawnictwo najnowsze, tym razem koncertowe. Na początek kilka słów wprowadzenia zaczerpniętych z materiałów promocyjnych:

Zespół Flor de Loto powstał w 1998 r. w Limie, stolicy Peru. Od lat uważany jest za jeden z najważniejszych zespołów południowoamerykańskiej sceny prog rocka. Swoje charakterystyczne i rozpoznawalne brzmienie zawdzięcza wykorzystaniu tradycyjnych andyjskich i peruwiańskich instrumentów: fletu quena i fletni zampoña oraz wykonywanym po hiszpańsku utworom.

Muzyka Flor de Loto czerpie z szerokiego spektrum inspiracji: rocka progresywnego, hard rocka, jazzu, lokalnego folku czy psychodelii. Krytycy porównują twórczość zespołu do klasycznego Jethro Tull, jednak zdefiniowaną silnymi wpływami andyjskiego folkloru.

Wydany przez poznańska oficynę Oskar album „Live at RoSFest” to wydanie upamiętniające pierwszy koncert zespołu na amerykańskim festiwalu Rites of Spring Festival w maju 2018 r. Festiwal ten jest jednym z największych wydarzeń dla fanów rocka i metalu progresywnego, którzy przybywają co roku do Gettysburga w Pensylwanii, aby posłuchać najlepszych zespołów z całego świata. Amerykański debiut Flor de Loto był jednym z najlepiej zapamiętanych koncertów tamtej edycji festiwalu, a panująca na nim atmosfera uwieczniona została na materiałach audio i wideo. Wszystkie one dostępne są na najnowszym dwupłytowym albumie koncertowym „Live at RoSFest”, składającym się z płyty CD i DVD, który ukazał się nakładem wydawnictwa Oskar.

Pierwotnie album ukazał się w roku 2019 za sprawą amerykańskiej wytwórni Melodic Revolution Records, z tą różnicą, że zapis wizyjny zamieszczony był na płycie Blu-ray, a dysk audio zawierał ostatni studyjny album Peruwiańczyków, „Eclipse” z 2018 roku. Zatem opisywane wydanie jest pierwszym, które oferuje w pakiecie dysk wideo (tym razem DVD, w europejskim formacie) i ścieżkę dźwiękową na płycie CD. Trwający 91 minut koncert, z oczywistych względów, nie był w stanie pomieścić się na kompaktowym krążku, zatem ta wersja została uszczuplona o popis klawiszowca (wspomagającego równocześnie wokalistę śpiewając w chórkach) Gabriela Iwasakiego („Keyboard Solo”), będącym przy okazji najspokojniejszym fragmentem występu. Flor De Loto gra bowiem, w zdecydowanej większości, utwory bardzo dynamiczne, czerpiące garściami z nurtów hard rocka czy nawet metalu (tu dobrym przykładem będzie utwór „Animal” zagrany w końcówce koncertu). Duży wpływ ma na to praca sekcji rytmicznej, perkusisty (śpiewającego też w chórkach) Álvaro Escobara, który z dużym zamiłowaniem używa podwójnej stopy oraz grającego na sześciostrunowym basie Alejandro Jarrina, jednego z dwóch członków grupy występującego na wszystkich albumach formacji. Drugim z nich jest wokalista i gitarzysta Alonso Herrera, który dysponuje bardzo ciekawym głosem oraz dużymi umiejętnościami w grze na swoim instrumencie, świetnie sprawdzając się zarówno jako gitarzysta rytmiczny czy też wykonując niezliczone solówki. Ze zrozumiałych powodów znajduje się on w centrum uwagi, choć trzeba przyznać, że o miano „współkróla sceny” śmiało może ubiegać się wiecznie uśmiechnięty wirtuoz różnego rodzaju instrumentów dętych (w tym wspomnianych w notce wydawniczej fletu quena i fletni zampoña oraz fletu poprzecznego) Sergio „Checho” Cuadros. To właśnie ta współpraca stanowi o sile tego wydawnictwa. Roi się tu zarówno od interesujących pojedynków gitara – flet, jak również od sporych fragmentów, gdy obaj muzycy grają unisono. Flety, oprócz wprowadzenia elementów folkloru rodem z Andów, dodają też pierwiastek, dzięki któremu zespół zbliża się do brzmienia Jethro Tull. Idealnym przykładem jest połączenie peruwiańskiego klasyka „El Cóndor Pasa” ze znacznie młodszym utworem Iana Andersona i spółki „Locomotive Breath”, tu pod skróconym tytułem „Locomotive”, będącym hiszpańskojęzycznym coverem i ukłonem w stronę brytyjskich idoli. Wypada wspomnieć też, że w pewnym momencie Checho prezentuje słynną bocianią pozę.

Inne warte wspomnienia fragmenty występu? Na pewno idealnie wprowadzający w klimat nagrań grupy z kwiatem lotosu w nazwie, otwierający wydawnictwo „Paraíso”, przebojowe „Tempestad” czy „Eterna Proyección” oraz „Regression”, w którym pierwsza zwrotka i refren śpiewane są po angielsku. Liczne zmiany tempa prezentuje instrumentalny, bardzo interesujący „Líneas De Nazca”. I w końcu warto poznać zagrany na koniec podstawowego setu 10-minutowy utwór o jakże właściwym tytule „Hasta El Final”, który jest prawdziwą progrockową jazdą.

Zespół promował wspomnianą wcześniej płytę „Eclipse”, zatem repertuar z tego właśnie wydawnictwa jest prezentowany najobszerniej. Z 14 ścieżek aż połowa pochodzi z niego. Ponadto mamy reprezentantów krążków „Árbol De La Vida” (2016), „Nuevo Mesias” (2014), „Mundos Bizarror” (2009) oraz, zagranych na koniec, dwóch fragmentów albumu „Imperio De Cristal” z 2011 roku.

Wadą samego zapisu audio, oprócz braku klawiszowego solo, są wyciszenia, które musiały zostać wprowadzone, by jak największa ilość prezentowanego materiału mogła pomieścić się na dysku CD. Polecam zatem sięgnąć po drugi krążek i nacieszyć oczy i uszy występem grupy. Co prawda zapis wideo nie powala ani efektami specjalnymi (światła są dosyć skromne, a w tle na ekranie wyświetlane są, w większości statyczne, wizualizacje) ani specjalnymi ujęciami, ale ogląda się całość bardzo dobrze. Widać, że muzycy tworzą zgrany kwintet i występowanie na scenie sprawia im mnóstwo radości, a sama muzyka brzmi bardzo dynamicznie. Duża w tym zasługa amerykańskiego producenta Roya Z, który przygotował miksy (stereo i 5.1 surround). W dodatkach otrzymujemy trzy teledyski: studyjny „Animal”, zarejestrowany na leżącym ponad 4000 m n.p.m. płaskowyżu Marcahuasi, „Esclavitud De Tu Ser” oraz mroczny „Regression”, w którym anglojęzyczną część śpiewa Fabio Lione. Całość zapakowana jest w starannie wykonany digipack, co jest niejako znakiem firmowym polskiego wydawcy.

Dla fanów południowoamerykańskiej grupy album „Live At RoSFest” będzie wspaniałym podsumowaniem, swoistym „the best of”, dla niezaznajomionych z ich twórczością może być bardzo interesującym wprowadzeniem w świat jej dźwięków i zachętą do sięgnięcia po studyjne nagrania, które systematycznie wznawia Wydawnictwo Oskar.

MLWZ album na 15-lecie