Force Of Progress - R3Design

Artur Chachlowski, Force Of Progress - R3Design

Ci, którzy czytali naszą recenzję poprzedniej płyty zespołu Force Of Progress pt. A Secret Place” doskonale wiedzą, że tworzą go muzycy wywodzący się z formacji The Healing Road, Cynity, Marquette, Horizontal Ascension i Sweet Chicky Jam. Reprezentującego tę ostatnią, perkusistę Dominika Wimmera, nie ma już w zespole – zastąpił go, lecz tylko w charakterze zaproszonego gościa, Dennis Degen. Kolejny gość to wykonujący kawal solidnej roboty basista (i okazjonalnie gitarzysta solowy) Sebastian Schleicher. Obaj współpracowali przed rokiem z Markusem Rothem na płycie „Into The Wild”  firmowanej przez Marquette.

Dzisiaj trzon instrumentalnej grupy Force Of Progress to tercet: Hanspeter Hess  (k), Chris Grundmann (k,g) i Markus Roth (k). Ukazała się właśnie ich nowa płyta pt. „R3Design”, a że jest to trzeci album w dorobku ich projektu, to zostało to podkreślone stosowną cyferką w tytule płyty. I nie ukrywam, że myśli od razu mimowolnie biegną w stronę wydanego pół roku temu albumu Liquid Tension Experiment „3”. Ot, takie skojarzenie, które jednak w tym przypadku wcale nie jest nie na miejscu. Dość powiedzieć, że bogactwu syntezatorowych brzmień oraz mocarnej pracy perkusji przeciwstawione są tutaj liczne, czasem szaleńcze, czasem nieokiełznane, lecz cały czas elektryzujące swoją dynamiką, gitarowe partie solowe w wykonaniu… aż siedmiu różnych gitarzystów!!!

Już pierwszym, niesamowicie rozpędzonym utworem, „Ultra Conversation”, zespół Force Of Progress pokazuje swoje przeogromne techniczne umiejętności i w trakcie niespełna 6 minut dostarcza niezliczoną ilość muzycznych fajerwerków, będących mocnym wprowadzeniem do, jak się okazuje, bardzo mocnego albumu. Kompozycja nr 2 – „Viral Signs I - Ambassador Of Light”, podobno zainspirowana filmami z gatunku sci-fi „Matrix” i „Blade Runner”, to pierwszy z dwóch długasów (trwa 10 i pół minuty), z każdą chwilą nabiera coraz bardziej potężnego brzmienia, które aż iskrzą swą mocą i energią. To utwór, który błyszczy wieloma melodyjnymi progresywnymi pasażami. Wraz z nagraniem „Next” wszystko się zmienia, a utwór przeradza się w ekscytującą muzyczną ekstravaganzę, w której czuć ducha muzycznych lat 80. A wszystko to z doskonałymi solówkami na klawiszach i mocną gitarową  partią zagraną przez Amadeusa Sektasa.

Kompozycja „Viral Signs II - Incident 3030” to prawdziwe arcydzieło instrumentalnego prog rocka. Trwa ponad 16 minut, w trakcie których mamy do czynienia z pokazem wirtuozerii wszystkich muzyków (podstawowemu tercetowi klawiszowców towarzyszy w tym nagraniu aż trzech gitarzystów!). Epicki to utwór z monumentalnymi partiami syntezatorów, przeplatanymi ostrymi gitarowymi riffami oraz fajnymi (i licznymi!) zmianami tempa.

Na zakończenie Force Of Progress przygotował jeszcze dwa krótsze utwory. „Lady Lake” to czterominutowa pigułka ogromnych możliwości, jakie reprezentuje ten zespół i, być może dlatego, że nie ma tutaj żadnego gitarowego solo, najbardziej przybliżająca się do stylistyki elektronicznego rocka w duchu J.M Jarre’a. Tytułowy utwór „Redesign” przyjemnie zamyka ten album. Oparty jest na wpadającej w ucho melodii, świetnej syntezatorowej partii (brawa dla Chrisa Grundmanna!) i okraszony spokojnymi pasażami gitar (jeszcze większe brawa dla Clausa Flittingera). To rzecz brzmiąca bardzo optymistycznie, której słucha się z wypiekami na twarzy.

Nie trzeba być zatwardziałym fanem instrumentalnego prog metalu, by docenić ogromne walory muzyki grupy Force Of Progress. Myślę, że album „R3Design” ma szanse dotrzeć do znacznie szerszego grona słuchaczy. Gdybyście spytali mnie o referencję, to – jak już wspomniałem we wstępie – dobrym punktem odniesienia wydaje się projekt Liquid Tension Experiment, a jeszcze chyba lepszym – Dream Theater bez Jamesa LaBrie. Niektórzy pewnie taki wariant przyjęliby z pocałowaniem ręki. Warto więc spróbować i zaprzyjaźnić się z płytą „R3Design”. 

www.progressive-promotion.de

MLWZ album na 15-lecie