D Project

Wilson, Damian - Limehouse To Lechlade

Artur Chachlowski, Wilson, Damian - Limehouse To Lechlade

Damian Wilson to artysta, którego nie trzeba chyba nikomu z naszych Czytelników przedstawiać. Landmarq, Threshold, liczne gościnne występy na płytach innych wykonawców, kariera solowa, Headspace, The English Rock Ensamble Ricka Wakemana, musical „Alchemy” Clive’a Nolana, udział w nagraniu najsłynniejszej płyty Ayreonu „Into The Electric Castle”, a ostatnio dołączenie do grupy Arena – to tylko niektóre przedsięwzięcia, w które był oraz wciąż jest zaangażowany ten obdarzony niepowtarzalnym głosem prawdziwy zespołokrążca. Występował na najważniejszych scenach w Wielkiej Brytanii, m.in. przez dwa lata na West Endzie w głównej roli w przedstawieniu „Les Misérables” i pojawiał się na estradzie u boku tak różnych od siebie artystów, jak Tony Hadley i Ozzy Osbourne.

Do chwili obecnej wydał sześć albumów solowych, a także trzy kameralne albumy nagrane w duecie razem z pianistą Adamem Wakemanem (syn Ricka). Damianowi z powodzeniem udaje się łączyć karierę solową, gdzie przedstawia się jako bardzo kompetentny piosenkarz i autor lirycznych piosenek, z byciem energicznym frontmanem żywiołowo grających zespołów rockowych. Nic dziwnego, że jest on powszechnie rozchwytywany i słusznie uważany jest za jednego (według niektórych jedynego w swoim rodzaju) z najbardziej wszechstronnych wokalistów w świecie muzyki rockowej.

Nowy solowy album Damiana Wilsona „Limehouse to Lechlade” ukaże się 12 listopada nakładem wytworni Blacklake. Jest on pierwszym pełnometrażowym krążkiem Damiana od czasu płyty „Built For Fighting” z 2016 roku. Zawiera 13 oryginalnych piosenek (plus jeden bonus – nie odstająca swoim poziomem od reszty ballada „Seek For Adventure”) i jest chyba najbardziej eklektycznym dziełem w dorobku Damiana. Nie od dziś wiadomo, że nasz bohater doskonale radzi sobie w przeróżnych gatunkach i znajduje to swoje odzwierciedlenie na najnowszym krążku. Stylistyka, w jakiej utrzymane są poszczególne piosenki rozciąga się od folku po mocny pop, z okazjonalnymi marzycielskimi wycieczkami w strefę klimatów a’la późny Pink Floyd. Mamy więc tutaj tak szokujące elementy, jak samba w „Fire & Ashes”, najeżony trąbami dance („No Money”, „Climbing Frame”), muzyka country („Must We Say Goodnight”, „Women On My Mind”), subtelne pierwiastki folku („Limehouse To Lechlade”), a nawet bluesa („Let Me Down Slowly”), lecz większość to bezpretensjonalne, gładkie piosenki, które wprawdzie nie mają cech jakichś megaprzebojów, ale dzięki ciekawej interpretacji i finezyjnej ekspresji wokalnej Wilsona nabierają prawdziwego uroku, przy okazji nadając tej płycie bardzo optymistycznego wymiaru. W moje serce bezbłędnie trafiły trzy liryczne piosenki, których klimat zbudowany został przez sekcję smyczkową: „Hard To Keep Faith”, „Cornerstone” i „Key To Life”. Ale i tak najlepiej wszystkie one prezentują się, gdy słucha się tej płyty w całości. Bo to prawdziwa celebracja wspaniałej męskiej wokalistyki.

Album wyprodukowany został przez Andrew Holdswortha, a masteringu dokonał Tony Lindgren (Billie Eilish, Opeth, Katatonia). W jego nagraniu wzięło udział aż 17 zaproszonych muzyków, wśród których znajdujemy m.in. Alexa Reevesa (Elbow), Lee Pomeroya (Jeff Lynne’s ELO, Anderson Rabin Wakeman), Michaela Buckleya (Glen Hansard) i Chrisa Hilla (Jamie Cullum).

Tytuł „Limehouse To Lechlade”, odnosi się do żeglownego odcinka Tamizy liczonego w górę płynącej rzeki od centrum Londynu do Cotswolds. Damian pokochał swoje życie na łodziach rzecznych i sama Tamiza stała się dla niego wyjątkową inspiracją, więc w tym sensie nową płytę Wilsona można traktować jako metaforę ludzkiego życia przedstawionego jako forma podróży po malowniczej, krętej, najdłuższej i najpiękniejszej rzece Zjednoczonego Królestwa.

MLWZ album na 15-lecie