Marillion - Be Hard On Yourself (single)

Maciek Lewandowski, Marillion - Be Hard On Yourself (single)

Pojęcie czasu jest nierozerwalnie związane z naszym życiem. To czas brutalnie wyznacza nam obowiązki, układa scenariusze każdego dnia życia, budzi nas, usypia. Tak naprawdę ma nad nami przeogromną władzę, decydując praktycznie o każdej dziedzinie naszego życia…  Jak sobie z nim radzimy, to tylko zależy od nas samych. Są tacy, którzy uginają się pod jego presją, ale i tacy którzy bagatelizują go, mówiąc kolokwialnie, przepuszczając te wszystkie sekundy, minuty i godziny przez palce.

Czas i jego upływ był przedmiotem badań i fascynował człowieka już od czasów świętego Augustyna, który to nazwał go rozciągłością umysłu. To według niego teraźniejszość jest odbierana przez zmysły, natomiast przeszłość i przyszłość pozostają w naszym umyśle jako odpowiednio wspomnienia i oczekiwania.

Kant poszedł dalej. Wyodrębnił już przestrzeń i czas. To według niego każda rzecz, którą widzimy, ma dla nas wymiary przestrzenne i zajmuje określone miejsce w czasie. Sposób ludzi na postrzeganie wszystkiego w trójwymiarowej przestrzeni i w czasie jest jedyną dostępną nam formą widzenia świata…

„An Hour Before It’s Dark” to tytuł dziewiętnastego studyjnego album Marillion, który ukaże się 4 marca 2022 roku. Pierwszym singlem zapowiadającym to  wydawnictwo jest utwór „Be Hard On Yourself”.

„An Hour Before It's Dark” to nie tylko tytuł albumu, ale przede wszystkim temat łączący wszystkie utwory, które się na nim znalazły. Zespół Marillion doszedł w swojej długoletniej karierze do etapu, w którym  jego płyty  nie są zwyczajnym, pospolitym zbiorem kompozycji. To grupa, która dzięki wrażliwości, niezwykłej synergii, kreatywności wszystkich muzyków, wydając swoje wydawnictwa, ma dla nas coś więcej do zaoferowania: muzykę, teksty, symbole, przesłanie, pytania i to też z poziomu najtrudniejszych… Słuchanie ich płyt, to nie tylko obcowanie z piosenkami,  to prawdziwa duchowa uczta. Banałem jest napisać, że ich kolejne albumy są jak wino. Ale w tym wytartym frazesie jest ogrom prawdy o ich wydawanych, niezwykle przemyślanych i doprowadzonych do perfekcji produkcyjnej oraz pod względem zwartości  artystycznej, płytach.

Czym zatem według zespołu Marillion jest tytułowa „ostatnia godzina”? To z jednej strony beztroski czas, kiedy mogłeś bawić się na dworze jako dziecko, ale i nawiązanie do walki z nieubłaganym jego odliczaniem,  w związku z kryzysem klimatycznym. A może to nasze ostatnie minuty życia jako człowieka? Interpretacji już dziś nie brakuje… „Pomimo pozornie ponurych rozważań pojawiających się na albumie – o pandemii, naszej śmiertelności, medycynie, a także o… Leonardzie Cohenie  – ogólne wrażenie jest zaskakująco optymistyczne” – przekonuje w zapowiedziach Steve Hogarth. Tak jak „F*** Everyone And Run (FEAR)” nowy album został nagrany w Real World Studios Petera Gabriela, co stanowi doskonałe tło dla materiału zza kulis. Na DVD i Blu-ray znajdzie się film dokumentalny pokazujący proces tworzenia albumu oraz utwór „Murder Machines” wykonany na żywo w Real World Studios.

Póki co brytyjscy weterani raczą nas namiastką, a jednocześnie zapowiedzią całości w postaci utworu "Be Hard On Yourself". Czy to kwestie społeczne, polityczne, czy osobiste, Marillion nigdy nie przebierał w słowach i zawsze znajdował sposób na połączenie ich z własnym, unikalnym brzmieniem, znanym z niesamowitego pisania piosenek, melodii i najwyższej klasy muzykalności, płynąc pod prąd, nie naginając się do norm i ograniczeń rynku muzycznego. Hogarth, jak by tego było mało, przekonuje: „To będzie najbogatsze muzycznie i być może nasze najbardziej optymistyczne dzieło, pomimo mrocznej koncepcji". Aby podziękować fanom, którzy go zamówili, za ich niezachwianą lojalność, zespół wysłał im pod koniec października piosenkę "Be Hard On Yourself", która będzie otwierać album.

Ten dziewięciominutowy kawałek muzyki składa się z trzech części:  "The Tear In The Big Picture",  „Lust For Luxury" oraz "You Can Learn". Dla każdego fana, który rzetelnie śledzi karierę Marillionu nie sposób będzie uniknąć skojarzeń i porównań z „New King”, który to promował genialny album „F.E.A.R.”. Marillion nadal utrwala tę magiczną formułę, której sekret, jak żaden innych progresywny zespół, potrafi ją wskrzesić w studio. Bogato zaaranżowane otwarcie nadaje ton od samego początku, poczucie dramatyzmu i presji czasu ogarnia cały utwór. Jak zwykle ekspresyjny i jedyny w swoim rodzaju głos Hogartha gorączkowo zaprasza nas do kwestionowania wszystkiego, aby wyjść poza komfort beztroski, jakiej do tej chwili doświadczaliśmy  ("Bądź surowy dla siebie, byłeś zepsuty przez te wszystkie lata"), a także do dostosowania naszego życia ("Słyszałem, jak mówisz, że życie jest tym, na co się zdecydowałeś. Nikt ci nie powiedział, że to może być więcej"), aby odejść od konsumpcjonizmu ("Żądza luksusu, przyczyna śmierci"), aby nadać sens egzystencji, która, jak pisał Léo Ferré, francusko-monakijski poeta kompozytor, muzyk i piosenkarz, "trwa w przestrzeni płaczu", by podjąć ryzyko ("Biegnij w kierunku rzeczy, które cię przerażają"), aż do przerwy ("Naciśnij przycisk!”).

„Be Hard On Yourself" to utwór, który nikogo nie pozostawia obojętnym. Opiera się na schemacie muzycznym tak specyficznym dla Marillion, na przemian z niemal ulotnymi momentami, z crescendo prowadzącym do prawdziwych przyspieszeń i implozji spotęgowanych przez gitarę Steve'a Rothery'ego. I w końcu jest to rzeczywiście oda do życia. Z nadzieją na  bardziej obiecujące jutro, pod warunkiem, że przejrzymy na oczy, że przezwyciężymy ten nieubłaganie biegnący czas! Ale przesłanie jest jasne, nic nie przyjdzie bez natychmiastowej świadomości i wysiłku. Odliczanie trwa: "Bądź dla siebie surowy. Masz godzinę przed zmrokiem".

To fantastyczny i bardzo ważny singiel grupy Marillion. Po wysłuchaniu tego utworu nie sposób nie poczuć się zachęconym, a nawet umierać z ciekawości jaki będzie cały przyszły album. Każdy muzyk dosłownie błyszczy swoim talentem, ugruntowanym latami wspólnego grania . Największe wrażenie  utrwalają w nas instrumenty klawiszowe Marka Kelly'ego i wokal Steve'a Hogartha. Utwór, ze względu na swoją długość i niełatwy temat, nie należy do przyjaznych stacjom radiowym, ale jest bardzo dobrze napisany i nie ma w sobie krzty nudy. Posiada w sobie cały ogrom emocji w całym tekście, jak również wspaniałe momenty gitarowe Steve'a Rothery'ego. Odkąd po raz pierwszy go usłyszałem, nie byłem w stanie przestać go słuchać. To jest Marillion jaki kocham najbardziej! Filozoficzny, głęboki jak sztuka teatralna, intrygujący jak najlepsza i mądra książka!!!

Jeśli TAKA jest zapowiedź, to niech obietnica pięknego, nieprzeciętnego, a wręcz genialnego albumu umila nam czas do dnia premiery…

MLWZ album na 15-lecie