Machines Dream - Earth EP

Artur Chachlowski, Machines Dream - Earth EP

Zespół Machines Dream założony został w 2009 w Sault Ste. Marie w kanadyjskim Ontario i już dwa lata później zadebiutował albumem będącym hołdem złożonym progresywnym zespołom przeszłości i pokazał niebywały talent grupy do pisania intrygujących utworów.

Drugi album, „Immunity” (wydany w grudniu 2014 roku), pokazał zespół w okresie przejściowym, w trakcie którego poszukiwano własnego brzmienia i mocno eksperymentowano w studiu nagraniowym

Trzecim albumem, „Black Science” (2017), Kanadyjczycy udowodnili światu, że znaleźli swoje miejsce na mapie progresywnego rocka i przedstawili się jako grupa, która wie dokąd zmierza. To na tym krążku znalazło się m.in. nagranie „Airfield On Sunwick”, w którym opowiedziana jest historia słynnego niedźwiedzia Wojtka, który wraz z 22. Kompanią Artylerii 2. Korpusu Polskiego dowodzonego przez generała Andersa przemierzył szlak wojenny od Iranu po Monte Cassino.

W 2019 roku zespół świętował swoje 10-lecie i z tej okazji opublikował wydawnictwo „Revisionist History”, będące de facto połączonym i poszerzonym o niepublikowane utwory wznowieniem dwóch pierwszych albumów.

Okres pandemii przyniósł hibernację działalności Machines Dream, a także stał się pretekstem do kilku ważnych zmian personalnych. Do składu powrócił oryginalny gitarzysta Keith Conway, w zespole pojawił się drugi wokalista Jacob Rendel, a Phil Greco zajął miejsce za zestawem perkusyjnym (w miejsce zmarłego Kena Coultera). Pozostała trójka muzyków (Rob Coleman – gitary, Brian Holmes – instrumenty klawiszowe, Craig West -  śpiew, gitary, bas i klawisze) miała już skomponowany nowy materiał, który po nagraniu, po raz pierwszy w historii grupy w sześcioosobowym zestawieniu, został opublikowany jako cyfrowy download przez wytwórnię Progressive Gears 25 grudnia ubiegłego roku, a więc niejako w formie świątecznego prezentu pod choinkę.

Zestaw zatytułowany „Earth” zawiera zaledwie cztery, trwające łącznie niecałe pół godziny, utwory. Jestem pewien, że fani zespołu będą z nich bardzo zadowoleni. Nowe utwory Machines Dream tworzą bowiem charakterystyczny dla brzmienia tego zespołu klimat i zawierają muzykę zagraną  z pasją i z mnóstwem zawartych w niej emocji.

Otwierający całość utwór „Edge of the World” rozpoczyna się przyjemną mieszanką klawiszy i gitary akustycznej, głębokiej linii basu oraz ciepłego i, jak zawsze w przypadku Machines Dream, wyrazistego wokalu. W środkowej części pojawia się solidna sesja rytmiczna i mocniejsze gitarowe riffy, a także  przyjemne gitarowe solo. Kompozycja nr 2 - „Starling” - jest łagodniejsza od poprzednika, z nieco bardzo senną atmosferą i większym symfonicznym pierwiastkiem w brzmieniu zespołu. W miarę trwania utworu powstaje coraz więcej miejsca na znakomicie wykonane wstawki instrumentalne z przeplatającymi się gitarami, a na końcu z ciekawymi pomysłami na instrumenty klawiszowe. Klimatyczne tło charakteryzuje intro do trzeciego utworu - „Bloodworker”. Jego osią jest melancholijna melodia i obdarzony jest on zapadającym w pamięć refrenem. W środkowej, instrumentalnej części, w roli głównej występują klawisze z krótkim, ale intensywnym solo, zaś wokal powraca ze zdwojoną siłą w ostatniej zwrotce, a utwór kończy się niesamowitym crescendo z finezyjną gitarową solówką. EP-kę zamyka 11-minutowe nagranie „The Standing Field”, które nie tylko przez swój rozmiar jest zdecydowanie najbardziej progresywnym fragmentem płyty z charakterystycznym frazowaniem między gitarą a klawiszami, częstymi zmianami tempa i wyrafinowanymi, a przy tym wysmakowanymi,  melodiami. No i z rewelacyjnym finałowym solo na moogu, które jako żywo przypomina pamiętnego „Lucky Mana” tria ELP.

EP-ka „Earth” to pół godziny przyjemnej muzyki, która spełni oczekiwania nawet najbardziej wymagających fanów, oferując miłe progrockowe brzmienia wzbogacone o liczne zmiany tempa, bardzo ciepłe i wyraziste partie wokalne oraz solidną pracę sekcji rytmicznej. Nie mam wprawdzie pewności czy niniejsza EP-ka wnosi wiele nowego do tego, co już o grupie Machines Dream wiemy. Ale nie mam żadnych wątpliwości, że mamy na niej do czynienia z niezwykle ciekawą koncepcją muzyczną.

W materiałach promocyjnych towarzyszących EP-ce „Earth” znalazłem takie oto sformułowanie: „Rock progresywny oznacza wiele dla wielu ludzi. Dla Machines Dream oznacza bycie sobą”. Zdanie to całkiem precyzyjnie oddaje to, co ten kanadyjski zespół chce zaoferować swoim fanom: wierność progrockowej tradycji, ale i poszukiwanie nowoczesnych brzmień i rozwiązań, które jednak respektują najważniejsze kanony gatunku.

Takie właśnie granie znajdziecie na EP „Earth”.

MLWZ album na 15-lecie