Roussak, Andrew - Crossing The Line

Artur Chachlowski, Roussak, Andrew - Crossing The Line

Andrew Roussak urodził się w 1968 roku w rosyjskiej Ufie. W 2011 roku wyemigrował do Niemiec i mieszka tam do dziś. Ma w swoim dorobku cztery albumy: „No Trespassing” (2008), „Blue Intermezzo” (2010), „Storm Warning” (2019) oraz ten najnowszy, wydany pod koniec ubiegłego roku, „Crossing The Line”. Działał też  w zespole Dorian Opera, z którym wydał dwie płyty: „No Secrets” (2009) oraz „Crusade 1212” (2012)

„Crossing The Line” to album solowy w pełnym tego słowa znaczeniu. Andrew sam go skomponował (za wyjątkiem jednego utworu, o czym poniżej), nagrał i wyprodukował. Wydaje się być też celnym obserwatorem otaczającego świata. Napisane przez niego teksty nawiązują do pandemii, afery Wikileaks i fake newsów, które zalewają mass media. Andrew sam gra na wszystkich instrumentach oraz śpiewa w czterech z siedmiu kompozycji wypełniających program „Crossing The Line” (pozostałe trzy to utwory instrumentalne). Jestem trochę w rozterce co do tej decyzji - pochwalam odwagę, że zdecydował się na tak pełną samodzielność i, szczerze mówiąc, wyniki są całkiem, całkiem, niemniej jednak w niektórych fragmentach na płycie odrobinę brakuje mocy i przestrzeni. Niektóre partie instrumentalne (lecz nie mam tu na myśli syntezatorów) są wykonywane jakby na lekko zaciągniętym hamulcu, a wokale – choć Andrew obdarzony jest ciepłym głosem – też mogłyby wypaść lepiej, gdyż brakuje im swoistej iskry oraz pewności siebie, która wyniosłaby całość na jeszcze wyższy poziom.

Jeszcze wyższy, bo album „Crossing The Line” to udana płyta i z pewnością ucieszy fanów granego z rozmachem progresu. Wszystkie kompozycje Roussaka, które składają się na zasadniczą część albumu, są stylistycznie zakorzenione w melodyjnym symfonicznym rocku, z pewnymi wycieczkami w kierunku stylów heavy i neo prog. Niewątpliwą atrakcją każdej z nich jest wirtuozowska gra na czarno-białych klawiaturach. Moimi faworytami spośród tej szóstki są energiczny instrumental „Nation For Sale”, melodyjny „Against The Tide” z uroczo brzmiącymi pseudogrowlami, a przede wszystkim nagranie „Just One Life Is Not Enough” ze zmieniającymi się jak na sinusoidzie nastrojami, połamanym tempem oraz piękną solówką na syntezatorze.

Jest  na tym krążku jeszcze jeden utwór, a zarazem mój kolejny faworyt i prawdziwy kamień milowy tego albumu. To zamykający płytę, 11-minutowy utwór instrumentalny oparty na klawesynowej suicie a-moll „Gavotte et six Doubles” francuskiego barokowego kompozytora Jean-Philippe’a Rameau. Nigdy nie ukrywałem, że generalnie jestem sceptyczny, jeśli chodzi o progrockowe interpretacje muzyki klasycznej. Połączenie tych dwóch światów zazwyczaj nie robi na mnie wielkiego wrażenia. No, chyba że brały się za to takie tuzy, jak panowie Emerson, Lake i Palmer. Zresztą najwyraźniej Roussak stara się iść w ich ślady, gdyż na swoich poprzednich albumach interpretował już kompozycje Bacha, Vivaldiego i Dowlanda. I muszę przyznać, że wspomniana kompozycja autorstwa Rameau w wydaniu Andrew Roussaka jest jedną z najlepszych progrockowych adaptacji klasyki, jakie ostatnio słyszałem.

Podsumowując, „Crossing The Line” to udany album i powinien przypaść do gustu wszystkim sympatykom progresywnego rocka, którzy ukochali sobie epicko, a nawet monumentalnie brzmiące utwory z dominującymi partiami instrumentów klawiszowych. 

MLWZ album na 15-lecie