Gaute Storsve Trio - El Gran Gotzilla

Artur Chachlowski, Gaute Storsve Trio - El Gran Gotzilla

Norweska wytwórnia płytowa Apollon Records rozpoczyna tegoroczny sezon wydawniczy płyta niezwykłą. Gaute Storsve Trio łączy nordycki jazz z… brzmieniami latynoamerykańskimi. Muzyka na wydanym na początku roku albumie „El Gran Gotzlla” została zainspirowana szeroką paletą różnych gatunków, od kubańskiech samb i meksykańskich bolero po jazz rock i awangardowy prog rock lat 70.

Pochodzący z Oslo Gaute Storsve przez długie lata mieszkał i pracował w Hawanie, gdzie zaprzyjaźnił się z kubańskim perkusistą Angelem Terrym Domechem. Występował on z wieloma kubańskimi muzykami, m.in. ze słynnym Buena Vista Social Club, z którymi koncertował i nagrywał przez kilka ładnych lat. Na albumie „El Gran Gotzilla” Domech gra na tradycyjnych zachodnioafrykańskich bębnach Batá (składają się z trzech bębnów w kształcie klepsydry o sześciu różnych wysokościach skali tonalnej) w dwóch utworach „¿Nada? „Nunca!” i „Beta Bata Beat”. Grającemu na gitarach Gaute towarzyszy dwóch muzyków tworzących żywiołową sekcję rytmiczną: Petter Barg (bas) i Henning Carlsen (perkusja). Skład tria, które na koncertach często występuje jako… kwintet, uzupełniają: Jørgen Mathise – uznany muzyk improwizacyjny znany m.in. z formacji Krokofant i bardzo utalentowana skrzypaczka Ingrid Berg Mehus, która jako muzyk sesyjny regularnie współpracuje z wieloma norweskimi artystami.

Tytuł albumu „El Gran Gotzilla” został zaczerpnięty od starych gwatemalskich fajerwerków, a utwór tytułowy, a właściwie to wszystko co się w nim dzieje, jednoznacznie odzwierciedla tę wybuchową intensywność. Otwierający płytę utwór „Las dos Fridas” zainspirowany jest obrazem Fridy Kahlo i wyraża odwieczny konflikt w sztuce, w tym przypadku jednoczesny ból tworzenia i towarzyszące mu piękno skończonego dzieła. Nagranie „Lucha Libre” jest skomponowane w taki sposób, aby możliwie jak najlepiej oddać klimat towarzyszący tradycyjnym meksykańskim imprezom ludowym, w których o glorię zwycięzcy ścierają się ze sobą różne instrumenty, tonacje i metrum. Jedyny w tym zestawie utrzymany w lirycznym tonie utwór „Einar” dotyczy smutku i żalu, jakiego doświadcza się, gdy stopniowo traci się kogoś bliskiego, który przegrywa walkę z postępującą chorobą. „Beta Bata Beat” to z kolei utrzymana w latynoskiej atmosferze synkopująca gra gitary oraz popisowa praca instrumentów rytmicznych i demonstracja niebywałego talentu wspomnianego już wcześniej Angela Terry’ego Domecha. Tak właśnie mieszają się na tym albumie klimaty i nastroje, a temperatura emocji zmienia się jak na sinusoidzie.

Płyta to niezwykła, zdecydowanie bliższa jazzu niż prog rocka, ale jak zwykle to, co dociera do nas z wytwórni Apollon, godna jest uwagi i bliższego poznania.

MLWZ album na 15-lecie