Kaprekar's Constant - The Murder Wall

Kev Rowland, Kaprekar's Constant - The Murder Wall

Środki masowego przekazu już dawno, a było to gdzieś około 1976 roku, odtrąbiły definitywny koniec rocka progresywnego. Jednak ci, którzy nadal interesują się sceną progrockową raz po raz zaskakiwani są pojawianiem się nowych zespołów i wydawanymi przez nich płytami, które są po prostu rewelacyjne. Zespół Kaprekar's Constant jest tego najlepszym przykładem, ponieważ jego debiut „Fate Outsmarts Desire” z 2017 roku był po prostu zniewalający, a dodatkowo prywatnie poczułem bliskie pokrewieństwo z zespołem dzięki piosence „Hallsands”, która opowiada o nadmorskiej wiosce, z której pochodzi moja rodzina. Kiedy ukazała się druga płyta „Depth of Field” (2019), wiedziałem, że mamy do czynienia z wyjątkowym zespołem. Ku mojej radości powrócił on teraz ze swoim trzecim krążkiem. Gdy tylko się ukazał, szybko trafił do mojego odtwarzacza, a ja, ze słuchawkami na uszach, dałem się porwać na wyprawę do magicznego świata.

Płytę „The Murder Wall” nagrał taki sam skład, jaki był na ostatnim wydawnictwie, a mianowicie: Mark Walker (perkusja), Bill Jefferson (wokal), David Jackson (VDGG, saksofony, flety, gwizdki), Dorie Jackson (wokal. Przy okazji: Dorie to córka Davida i ostatnio wystąpiła wraz z nim także na nowej płycie Judge’a Smitha), Mike Westergaard (fortepian, instrumenty klawiszowe, chórki), Al Nicholson (gitary, fortepian, instrumenty klawiszowe) oraz Nick Jefferson (bas, instrumenty klawiszowe). Nagrali album koncepcyjny opowiadający historie o wspinaczach, którzy próbowali zdobyć północną ścianę Eigeru w latach 1935-2007. To jeden z najbardziej niebezpiecznych szlaków w alpinizmie. Od 1935 roku zginęło tam co najmniej sześćdziesięciu czterech wspinaczy, dzięki czemu zyskał on sobie niemiecki przydomek ‘Mordwand’, co oznacza „Morderczą Ścianę” (The Murder Wall).

Jest wiele elementów, które sprawiają, że ​​Kaprekar’s Constant jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów na mapie współczesnego prog rocka: od ciekawych pomysłów i rozwiązań wokalnych (i częstego wykorzystanych męsko-żeńskich duetów), poprzez częste stosowanie instrumentów akustycznych, różnych instrumentów dętych, bezprogowego basu, złożoności aranżacji, które mogą być jednocześnie delikatnie proste, wykorzystujące do maksimum soniczną przestrzeń (długimi chwilami Mark ma czas, by spokojnie iść na piwo, ponieważ nie ma potrzeby używania perkusji przez cały czas, a jego niegranie jest tak samo ważne jak… granie) aż po bogate, intensywne i żywe klimaty. Co więcej, poszczególne utwory są, bez wyjątku, niesamowicie udane, zawierają w sobie wiele ciekawych pierwiastków i są przy tym łatwe do naśladowania, z mnóstwem atrakcyjnych wątków, które słuchacz może sam śmiało pociągnąć, raz po raz nucąc pod nosem zasłyszane melodie. Kaprekar’s Constant często brzmi bardziej jak orkiestra niż zespół rockowy, ale gdy tylko pojawiają się dźwięki fortepianu, jak w „Third Man Down” lub delikatne linie gitar akustycznych, jak w „The Rain Shadow”, wszystko się zmienia i mamy do czynienia z niesamowicie ciekawym nowoczesnym graniem.

Kaprekar’s Constant to zespół, który już dawno został doceniony zarówno przez fanów folku, jak i progresywnych słuchaczy. Stało się to dlatego, że jego muzyka ochoczo czerpie z obu gatunków i dzięki temu staje się ona wręcz fascynująca: czasami pięknie prosta, a czasami mono skomplikowana, ale zawsze pasja, z jaką grają wszyscy muzycy wypełniona jest niesamowicie pozytywnymi emocjami.

Minęło trochę czasu, od kiedy pierwszym trzem albumom jakiegokolwiek zespołu przyznałem maksymalne noty (prawdopodobnie było tak tylko w przypadku Spock’s Beard oraz Galahad), lecz teraz bez żadnego zawahania robię to ponownie.

 

Tłumaczenie: Artur Chachlowski

MLWZ album na 15-lecie