PreHistoric Animals - The Magical Mystery Machine-Chapter Two

Olga Walkiewicz, PreHistoric Animals - The Magical Mystery Machine-Chapter Two

Borlange to urocze miasteczko w środkowej Szwecji malowniczo położone nad wijącymi się splotami rzeki Dalalven. Z tego pięknego miejsca pochodzą członkowie zespołu PreHistoric Animals. Tu nastąpiło pierwsze spotkanie założycieli tej formacji – Samuela Granatha (perkusja, instrumenty klawiszowe) i Stefana Altzara (gitara, syntezatory, bas i wokal). Chłopcy znali się już wcześniej, ich muzyczne ścieżki przecięły się w grającej alternatywnego rocka grupie Pound. Miłość do różnych gatunków muzyki zrodziła pomysł założenia formacji, która łączyłaby elementy rocka alternatywnego z metalem progresywnym, namiastką elektroniki i popowym szlifem. Taka stylistyczna wieża Babel – bardzo efektowna i niezmiernie ciekawa muzycznie.

Początek zespołu PreHistoric Animals to rok 2015. Debiutancki album pojawił się dopiero po trzech latach, w 2018 roku. „Consider It A Work Of Art” został nagrany przez Stefana i Sama. Każdej płycie potrzebna jest jednak promocja i solidna trasa koncertowa. To poszerzyło skład zespołu o dwóch nowych członków, którymi zostali: basista Noah Magnusson oraz grający na gitarze Daniel Magdic (ex-Pain Of Salvation). Ten zestaw muzyków tworzy PreHistoric Animals do dziś. W 2020 roku ukazał się album „The Magical Mystery Machine – Chapter I”, a 24 marca tego roku - „The Magical Mystery Machine – Chapter II”. Obydwie płyty to jedna długa opowieść, której bohaterami są Cora i Jareth. Niesamowita historia dwojga młodych ludzi wpleciona w scenerię z pogranicza science fiction i komiksu. Nadaje to specyficznego smaczku, soczystych barw i blasku fabule. Jest pretekstem do poruszenia problemów, które są niezależne od czasu i przestrzeni i nawiązania do uniwersalnych wartości. Cora i Jareth to ludzie z krwi i kości, którzy czują, cierpią i dokonują wyborów. Najważniejsza jest tu muzyka, za pomocą której można narysować każdy kadr i scenę, rozświetlić mroczne zakamarki ludzkich emocji i podkreślić najważniejsze szczegóły. Niesamowita jest też okładka płyty – w kolorach amarantu, purpury, zieleni i złota, przechodzących w siebie niczym sceny szalonego filmu. Na tym barwnym tle widnieje odlana ze światła i kolorów postać Cory. Autorem tego bajkowego dzieła jest brytyjski artysta Richard Dearing.

Album „The Magical Mystery Machine – Chapter II” to trzy kwadranse ekscytującej podróży przez krainę dźwiękowej mozaiki, stylistyczny przekładaniec w którym równoważy się odwaga formy z eterycznością środków wyrazu. Płytę otwiera „An Empty Space” - zwiewne, minutowe intro zapraszające do wtopienia się w onyksowe sidła dźwięków utworu „We Harvest The Souls Of The Brave”. Tej kompozycji trzeba słuchać głośno, poczuć ją, zespolić z pełnią brzmienia. A jest ono niezmiernie smakowite. To siła, jaką ma w sobie połączenie talentu, pasji i wyobraźni, to potężna broń, która potrafi ugodzić prosto w serc i rozerwać je na strzępy. Porywające gitary, miażdżąca sekcja rytmiczna oraz świetlisty głos Stefana Altzara budują niepowtarzalny klimat. „I Am The Chosen One (And I Like It)” ma w sobie mrok i rydwany ognia. Jest jak pieśń wybrańca płynąca poprzez tunel wydrążony w ciemności. Wszystko jest tu przemyślane do końca, gitarowe riffy szturmują przestrzeń – twardo, bezwzględnie, jak żołnierze, którzy nie biorą jeńców. Podobny nastrój spotykamy w „Ghostfires”. Utwór ten jest zakończony efektowną solówką Daniela, która strzepuje ze strun gitary okruchy słodyczy i subtelności. Jest to zgrabne przejście do spokojnego nagrania „Cora’s New Secret”, po którym pojawia się jeden z moich ulubionych fragmentów tego konceptu - „The Protectors Of The Universe”. Kompozycja ta zatacza szeroką woltę wokół muzyki filmowej. Jest niesamowicie ilustracyjna, przestrzenna i obficie nasączona wirtuozerską ornamentyką, ocierając się miejscami o patos i stylistykę symfoniczną. „2100 (New Year’s Eve)” to z kolei doskonała harmonia pomiędzy poszczególnymi instrumentami, zwarte tempa, zgrabne linie melodyczne i wokal wsparty przyjemnymi chórkami. Jednocześnie jest w tym utworze lekkość i świeżość. Trzyminutowe nagranie „Pull Me In” to spokojna opowieść, której punktem kulminacyjnym jest wyłaniający się z niej błyszczący i efektowny finałowy utwór „It’s A Start, Not The End”. Nie jest to jednak koniec tej szalonej historii z science fiction w tle. Jest tu niewypowiedziane otwarcie słowo: „kontynuacja”.

Czy to się stanie, zobaczymy. Na razie mamy kolejny album, barwny niczym pejzaż układany z kolorowych puzzli, zmieniający się jak obraz w kalejdoskopie i sprawiający niebywałą frajdę podczas słuchania. Nie da się ukryć, że Stefan Altzar, Sam Granath, Daniel Magdic i Noah Magnusson spisali się na medal. Tak naprawdę nie po raz pierwszy.

MLWZ album na 15-lecie