Elefante, John - The Amazing Grace

Artur Chachlowski, Elefante, John - The Amazing Grace

Jest połowa 2022 roku, a John Elefante wciąż znajduje się w czołówce amerykańskiej sceny muzycznej. O tym, że rzeczywiście tak jest  świadczy wydany kilka dni temu jego nowy solowy album pt. „The Amazing Grace”, na którym znajdujemy 10 premierowych utworów (a właściwie 11, bo nagranie „City Of Grace zostało umieszczone na płycie w dwóch wersjach) z najwyższej półki z wyraźnie widoczną, zresztą słusznie przyklejoną do tych produkcji, etykietką „amerykański rock”. Pilotująca płytę na singlu piosenka pt. „Stronger Now” zdążyła już narobić trochę pozytywnego zamieszania na listach przebojów w USA. Słyszeliście ją? Sprawdźcie na YouTube, a zdziwicie się jak ten artysta i jego muzyka w ogóle się nie starzeją…

A przecież Johna Elefante zawsze kojarzyć będziemy z grupą Kansas i dwiema nagranymi z jego udziałem płytami: „Vinyl Confessions” (1982) i „Drastic Measures” (1983), choć trzeba wiedzieć, że zarówno przed, jak i po Kansas, miał on udane życie artystyczne. Warto chociażby wspomnieć zespoły The Brotherhood, Sweet Comfort Band czy Mastedon. Szczególnie ten ostatni, w którym działał ze swoim bratem, cieszył się sporym powodzeniem w latach 90. Potem poświęcił się karierze solowej, której ukoronowaniem był wydany 9 lat temu album „On My Way To The Sun”, na którym wystąpili dwaj członkowie grupy Kansas, skrzypek David Ragsdale i gitarzysta Rich Williams.

Nową płytę John Elefante zrealizował ze świetnymi muzykami sesyjnymi: na perkusji gra Dan Needham, są tu dwaj gitarzyści Dave Cleveland i Frank Boxberger, Eric Darken gra na instrumentach perkusyjnych, Anthony Salee na basie, a Dave Cleveland na gitarach.

Muzyczne propozycje Johna Elefante mają bardzo pogodny i optymistyczny wydźwięk. Jak zawsze podnoszą na duchu, co słychać zarówno w uduchowionych i pozytywnych tekstach, jak i samej muzyce, na przykład w kompozycji tytułowej, we wspomnianym singlowym utworze „Stronger Now”, nostalgicznej piosence „Falling Into Place” czy w refleksyjnym i autobiograficznym, wykonanym z akustycznym zacięciem „And When I’m Gone”.

Duch muzyki Kansas przewija się praktycznie w każdym kolejnym utworze, w szczególności w nagraniach „Won’t Fade Away” czy „Little Brown Book”, którego motyw przewodni przypomina riff z przeboju Kansas „Fight Fire With Fire”. Zwracam też uwagę na piosenkę „Not Alone” - to poruszająca przeurocza ballada opatrzona fantastycznym refrenem oraz mocno wyeksponowanymi partiami smyczków.

Album zyskuje przy każdym kolejnym odtworzeniu i  ma w sobie mnóstwo wysokiej jakości melodii, które sprawiają, że chce się do nich wracać. Generalnie jest to kolekcja dobrych, świetnie zaaranżowanych, wspaniale wyprodukowanych i bezbłędnie wykonanych poprockowych piosenek. Idealnych dla dojrzałych słuchaczy gustujących w tradycyjnym, stroniącym od nowinek brzmieniowych, melodyjnym roku. Jednakowoż, jako wiernemu sympatykowi progrockowej stylistyki trochę brakuje mi na tej pycie chociażby jednego rozbudowanego instrumentalnie epiku. Wiem jednak, że John właściwie nigdy nie był zainteresowany większymi formami muzycznymi, a w tym co robi, a robi to z dużą klasą, od zawsze czuł się pewnie i dobrze. Dlatego nie narzekam i z zadowoleniem przyjmuję to, co jest.

Bo przecież za sprawą charakterystycznej barwy głosu Johna Elefante oraz dość powszechnie obecnych w aranżacjach skrzypiec i orkiestracji (odpowiedzialny jest za nie Chris Carmichael) cały album przesiąknięty jest kansasową stylistyką. Tą może późniejszą, bardziej poprockową, niźli symfoniczną, jak ta z wczesnych płyt zespołu, ale niewątpliwie coś w tym jest. I z pewnością fakt ten wpłynie na dobry odbiór tego materiału, przynajmniej za oceanem. O Amerykę jestem spokojny, ale jestem też pewien, że gdyby ta płyta firmowana była przez nazwę ‘Kansas’, to album „The Amazing Grace” stałby się całkiem sporym wydarzeniem także i w naszym kraju.

Lubię takie płyty. Dlatego polecam ją Wam z całego serca! 

MLWZ album na 15-lecie