Tangent, The - Songs From The Hard Shoulder

Olga Walkiewicz, Tangent, The - Songs From The Hard Shoulder

W poprzedni piątkowy poranek front burzowy przetaczał się niczym ciężki walec przez stalowo-szarą rzeczywistość. Świat przesiąknięty wilgocią odstraszał amatorów spacerów. Chmury napęczniały deszczem. Wiatr przesuwał je z wysiłkiem po szachownicy nieba. Ale to był ten piątek, właśnie ten – 10 czerwca 2022 roku. Data premiery albumu, na który czekałam od kilku tygodni, do którego dostrajałam moje estetyczne oczekiwania, smakując singlowe specjały. Jestem w pełni świadoma, czym jest dla mnie muzyka The Tangent i czym zawsze była – oazą bezpieczeństwa pełną słodkiej przewidywalności, przeczuciem, że zespół nie zrobi nagłego zwrotu w innym kierunku – gwałtownej wolty w kuszące rejony komercji i mody. To jak spotkanie z przyjacielem pełnym szczerości i ciepła, o którym wiemy, że nas nie rozczaruje, nie zawiedzie oczekiwań i zawsze otuli ciepłą kołdrą, gdy zaśniemy na kanapie.

Historię zespołu The Tangent można opowiadać niezmiernie długo. Osobą, która będzie w niej obecna od początku do końca jest Andy Tillison - artysta, który do dziś niezmiennie stoi na czel formacjie, nadaje rytm tętniącemu tangentowemu sercu i kształtuje kompozycje ukazujące się pod tym zacnym szyldem. Byłabym jednak niesprawiedliwa, gdybym nie wspomniała o znakomitych muzykach, którzy byli współtwórcami zespołu, towarzyszyli Andy’emu lub nadal trwają przy nim do chwili obecnej: Roine Stolt, Guy Manning, Sam Baine, Zoltan Csorsz, Jaime Salazar czy Jakko Jakszyk wprawdzie nie są już częścią The Tangent 2022, lecz ślad jaki zostawili na kartach historii jest bardzo głęboki. Obecny line-up to znakomity basista i założyciel grupy, Jonas Reingold, który stał w jej szeregach od samego początku (z niewielką przerwą w latach 2009-2011), Theo Travis (saksofon, flet), który pojawił się w składzie już na albumie „The World That We Drive Through” zastępując Davida Jacksona, Luke Machin (gitara), który zadomowił się na stałe w tangentowej rodzinie w 2015 roku (wcześniej pojawił się też na szóstym albumie studyjnym, „Comm”, w 2011r.) oraz Steve Roberts (perkusja), który ma najkrótszy staż w zespole – od 2018 roku.

Najnowszy album zespołu miał swoją premierę 10 czerwca 2022 roku i ukazał się nakładem InsideOut Music. „Songs From The Hard Shoulder” zawiera 75 minut muzyki zamkniętej w pięciu rozbudowanych kompozycjach, z których tylko jedna trwa poniżej szesnastu minut („Wasted Soul” - 4:40). The Tangent miał zawsze skłonność do budowania długich, epickich opowieści – pełnych nastroju, progresywnych smaczków i złożonej stylistyki. Muzyka płynie tu wartko, splatając ze sobą ciepłe, funkowe brzmienia, progresywną wielowątkowość i różne odcienie jazzrockowych narracji.

Album otwiera „The Changes”- utwór nawiązujący do sytuacji, jaka miała miejsce w czasie pandemii, narastających utrudnień dotyczących koncertowego życia muzyków, podróżowania i codziennej egzystencji. Soczysta, muzyczna struktura sprzęga się z warstwą liryczną opowiadającą historię wyimaginowanego zespołu Tangekanic, który usiłuje znaleźć hotel po niezapłaconym koncercie. Absurdalność sytuacji, zmęczenie oraz frustracja są tu przełożone na język muzyki i tekstu zabarwionego specyficzną nutą satyry. Andy Tillison potrafi pokazać te wszystkie problemy z przymrużeniem oka. Efektem tego zabiegu jest bardzo pozytywny przekaz zawarty w tym utworze. Muzyka przepięknie zespala się z tekstem, nadaje lekkości i subtelnego wydźwięku słowom, jest wartkim potokiem wysmakowanych harmonii i urokliwych brzmień. Są chwile, gdy ma się wrażenie, że ta zgrabna żonglerka dźwiękiem i eleganckie improwizacje to zwykła i beztroska zabawa. Fantastyczny utwór. Czuje się jak niebywała chemia przepływa pomiędzy artystami. To perfekcjoniści. Są precyzyjni, niczym najlepszy Philippe Patek Nautilius.

Instrumentalna kompozycja „The GPS Vultures” zanurza nas w progfunkowej atmosferze. Dużo tu nawiązań do stylistyki Canterbury. Rządzą tu niesamowite harmonie, wszystko zamyka się w jedną wielowarstwową całość - mozaika klawiszowych ekspresji, głębokiego basu, gitar wirujących pomiędzy sączącym szaleństwo saksofonem i fletem, rytmiką bębnów. Nie ukrywam, że jest to mój faworyt na tym albumie. Można przy nim zapomnieć o całym świecie. To co potrafi robić ze swoją gitarą Luke Machin jest niewiarygodne. Ten znakomity gitarzysta wtargnął niczym burza w stylistykę zespołu, dodając kroplę do niej słodko-ognistego chilli.

„The Lady Tied To The Lamp Post” porusza temat bezdomności. Andy Tillison bazuje tu na przedziwnym wspomnieniu. Było to w grudniowy, świąteczny wieczór. Zima rozpostarła swoje chłodne ramiona zachłystując się wiatrem. Kobieta, którą napotkał, nie miała domu. Przywiązała się do latarni, żeby nie przewrócić się w czasie snu. Nie chciała pomocy, tylko papierosa… To zdarzenie wbiło się w pamięć Andy’ego, lecz pomimo goryczy, jaką ze sobą niosło, opowiedział wszystko z typowym dla siebie ciepłem i refleksją. Spokojne klawisze, gitara rozedrgana jak płatki śniegu na twarzy, uduchowiony głos Tillisona – wszystko to nadaje tej kompozycji nutę melancholii. Do tego kołysząca perkusja, liryczny saksofon, akordy fortepianu zazębiające się z dźwiękiem gitary. Każdy fragment tej epickiej opowieści jest oprawiony w inne ramy muzycznej ekspresji. Długa, ponad 20-minutowa kompozycja rozwija się niczym film wykorzystujący sekwencje dźwięków zamiast obrazów.

„Wasted Soul” to jedyny krótki utwór na tej płycie: funkowy, nieco szalony, utrzymany w ciepłych, ulotnych tonacjach. Pokazuje, że The Tangent to nie tylko duże formy, lecz także przepełnione radością i filuterią piosenki. Znakomite Hammondy, błyskotliwy bas i instrumenty dęte są prawdziwym motorem napędowym tego utworu. Cudownie łączą się z wokalem Tillisona i chórkami. Smakowita to kompozycja - pogodna, młodzieńcza, potrafi rozkołysać swoim gorącym rytmem.

Na koniec pojawia się jeszcze w swojej ciekawej, rozbudowanej formie cover zespołu U.K. „In The Dead Of Night” z przedziwnym zakończeniem. Jest tu psychodelia, luminescencja brzmień, zabawa światłem i wyrazistością fraz. Jest rewelacyjna solówka Luke’a. Po prostu kosmos w pigułce…

„Songs From The Hard Shoulder” to kolejny, świetny album grupy The Tangent. Promień uśmiechu pomiędzy chmurami rzeczywistości. Trzeba jednak dać mu czas, wniknąć w jego bogatą strukturę, wysycić nim zmysły. Zakochać się w nim...

MLWZ album na 15-lecie