Brzeg - • — • — • —

Artur Chachlowski, Brzeg - • — • — • —

Brzeg to projekt duetu Tomasz Dziedzic (gitary, moog, rhodes, śpiew) – Andrzej Łysek (gitara basowa) z gościnnym udziałem perkusisty Sławomira Bernego. Nagrany przez nich w Studiu Muzycznym Kotłownia AGH w Krakowie album zawiera trzy kwadranse bardzo ciekawej muzyki, mnóstwo intrygujących tekstów, ogrom ciekawych pomysłów muzycznych oraz ma nietypową konstrukcję.

A najbardziej nietypowy jest tytuł tego wydawnictwa: „• — • — • —„. Czym jest „• — • — • —„? Zespół tłumaczy to tak: „Jest kropką, znakiem interpunkcyjnym, przedstawionym w kodowaniu Morse'a. Kropka oznacza zakończenie czegoś. Zdania. Myśli. Może wątku czy rozdziału. Wskazuje miejsce na pauzę, chwilę na zrobienie przerwy. Na zaczerpnięcie oddechu. W tym samym kodzie istnieje bardzo podobny znak: „• — • — •”. Oznacza on zakończenie nadawania. Różnicą jest jeden długi sygnał na końcu. Nim się pojawi, towarzyszyć nam będzie niepewność. Dopóki go nie   zobaczymy lub usłyszymy, dopóty nie będziemy wiedzieć, czy to już definitywny koniec. Czy jest na co jeszcze czekać. Ten album opowiada właśnie o takich wydarzeniach. O sytuacji, w której chwila czekania na sygnał wydawała się wiecznością, jednakże w końcu się pojawił. To jeszcze nie było zakończenie. To była na szczęście tylko chwila przerwy. Zamknięcie pewnego rozdziału - ale nie ostatniego”.

Przyznacie, że po takim wyjaśnieniu trudno przejść obok tej płyty obojętnie. Tym bardziej, że muzyce towarzyszą niezwykłej urody teksty. Ocierające się o poezję. Dwa z nich są nawet wprost zainspirowane wierszami Haliny Poświatowskiej i Wisławy Szymborskiej: tekst utworu „Proste słowa” oparty jest na wierszu „Trzeba nam dużo prostych słów…” tej pierwszej, a zamykający płytę „Spóźniony gość” to głęboki ukłon w stronę twórczości naszej noblistki i jej wiersza „O śmierci bez przesady”. Poezja śpiewana? Nie, może nie jest tak do końca, ale o debiutanckim albumie grupy Brzeg nie można powiedzieć inaczej niż, że jest to zestaw „piosenek z tekstem”. Tak, tekstem, który inspiruje, pobudza wyobraźnię, powoduje, że samą muzykę odbiera się pełniej, lepiej, dokładniej, wspanialej… A słowa poszczególnych utworów są tak poukładane, że wydaje się, że są utrzymane są w formie rozmowy - ze starym przyjacielem, z kimś bliskim, ale również z samym sobą...

Tych tekstów jest osiem. Tak jak i utworów na płycie. Osiem kompozycji powiązanych w jedną zamkniętą 45-minutową całość. Całość, dodajmy, nieoczywistą. Bo mamy tutaj do czynienia z progresywno-rockowym albumem na wskroś polirytmicznym, wielowątkowym i niejednoznacznym. Jest on de facto jednym utworem, podzielonym na osiem rozdziałów, a każdy z nich opowiada o innej fazie radzenia sobie z trudnym doświadczeniem. Dzięki temu album jest spójny, płynący łagodnie od jednego tematu do drugiego, trzymający w napięciu i przykuwający uwagę słuchacza od początku do samego końca. Wprawdzie każdy utwór dobrze broni się sam, ale najlepiej wypadają one, gdy słucha się ich wszystkich razem, po kolei, jeden po drugim.

A sama muzyka? Trudna jest do jednoznacznego zdefiniowania. Najprościej będzie, gdy powiem, że mieści się ona w szeroko rozumianej definicji progresywnego rocka. Może tego bardziej gitarowego niźli kreślącego strzeliste krajobrazy oparte na syntezatorach. Album ma swój klimat, Tomasz dysponuje ciekawie brzmiącym i przyjemnym głosem, idealnie pasującym do tych wszystkich tekstowo-muzycznych nieoczywistości, które czają się na tej płycie praktycznie na każdym kroku. Śpiewa spokojnie, kreując bardzo miłą dla ucha atmosferę, jego gitarowe partie naprawdę potrafią czarować, a sekcja rytmiczna to świetnie naoliwiona machina bezbłędnie napędzająca całość. Materiał na album powstawał w dwóch fazach - większość muzyki została skomponowana około 10 lat temu. Powstała dla innego zespołu, w którym grali Tomasz i Andrzej, ale pomimo wielu prób ożywienia tego projektu - nie udało się. Kompozycje leżały więc w szufladzie i czekały na lepsze czasy. Dopiero spotkanie z Łukaszem Jurą (to on wyprodukował ten album, a także wykonał solo na moogu w jednym utworze – „Bezsenność”) i Sławomirem Bernym zaowocowało wymyśleniem wszystkiego na nowo, zmianą języka, rozszerzeniem instrumentarium i ostatecznie doprowadziło do nagrania albumu „• — • — • —„.

Brzeg jest miejscem szczególnym. Jest punktem zetknięcia się dwóch różnych światów. Jest końcem czegoś stabilnego, bezpiecznego. Jest początkiem nieznanego. Jest zaproszeniem do rozpoczęcia przygody. Tak, przygody! Sięgnijcie po to wydawnictwo. Czeka Was fascynująca muzyczna przygoda, jakiej długiej nie zapomnicie.

„Czekam.

Cierpliwie czekam

By przyszła noc

By przyszedł sen.

Czekam.

Czekam już od lat – na ciebie.

Czekam już zbyt wiele lat – naprawdę, na nas

I na to kim moglibyśmy być”.

MLWZ album na 15-lecie