Schaderian - Morphosis

Artur Chachlowski, Schaderian - Morphosis

Wytwórnia Lynx Music nie próżnuje i niedawno wypuściła na rynek nowy album krakowskiego zespołu Schaderian. „Morphosis” to już drugi pełnowymiarowy krążek (pierwszy, „Path”, ukazał się przed sześcioma laty) zespołu, który tworzą: Marcin Szewczyk – śpiew, Michał Skupień – gitara prowadząca, Karol Skupień – gitary, Darek Zieliński – bas, Mariusz Kulig – instrumenty klawiszowe oraz Rafał Skalny – perkusja. Najważniejszą zmianą w porównaniu do debiutu jest personalna roszada za mikrofonem. Marcin Szewczyk, który na debiucie zaśpiewał tylko w jednym utworze („Uncover”) teraz jest już regularnym członkiem line-upu i szybko stał się ważną postacią zespołu, gdyż swoim śpiewem oraz growlowaniem nadaje ton muzyce zespołu.

Tak, growlowaniem, bo Schaderian, choć ciężko go jednoznacznie przypisać tylko do jednego konkretnego stylu, wyraźnie przejawia inklinacje w stronę mrocznego doom metalu. Przez cały czas trwającej trzy kwadranse płyty jest mrocznie i ciężko, głównie dzięki nisko nastrojonym gitarom, ale jest też melodyjnie. Tak właśnie dzieje się dzięki sporym umiejętnościom Marcina. Jego sposób interpretacji angielskojęzycznych tekstów może się podobać, szczególnie, że jego ekspresja jak ulał pasuje do muzyki Schaderiana. A jest ona gęsta, ciężka, surowa, ociekająca od emocji. Schaderian nie próbuje ponownie wymyślać koła. Wiedzą, jak powinny brzmieć ich propozycje i czego oczekują słuchacze, więc po prostu serwują to, co robią najlepiej. Wszystkie te potężne riffy, wznoszące się solówki, pulsujące bębny, tętniący bas i charakterystyczny styl wokalny utrzymane są na dobrym poziomie.

W utworach często występują zmiany tempa, pojawiają się klawiszowe i gitarowe motywy przewodnie, które nadają muzyce progresywnego charakteru. Najszybciej przyswajalnym utworem jest rozpoczynające płytę oraz pilotujące „Morphosis” na singlu nagranie zatytułowane „Fulfillment”. To naprawdę dobry początek tej płyty, ale też trochę mylący. Bo potem na albumie jest coraz ciężej, gęściej od mrocznych brzmień i dźwięków, a cały zespół od strony instrumentalnej pracuje jak coraz cięższa, mocno naoliwiona maszyna. Doom i metal współistnieją tu obok siebie, a sposób, w jaki od strony wokalnej wykorzystuje się głęboki śpiew i growle, a także (jak w „Awarness”) przepuszczony przez interkom głos, naprawdę budzi szacunek. Syntezę tych wszystkich elementów znaleźć można w najdłuższej, kończącej płytę, kompozycji „Artificial”. To nie tylko blisko 9 minut rzetelnego metalu, ale i kwintesencja tego wszystkiego, co Schaderian przygotował na swoim nowym krążku.

Album zawiera wystarczająco dużo dobrych pomysłów, aby w dużej mierze uczynić te 46 minut przyjemnym doświadczeniem. I myślę, że nawet jeśli „Morphosis” nie stanie się spektakularnym sukcesem, to Schaderian nie powinien pozostać niezauważony na polskiej scenie ciężkiego rocka. Myślę, że sympatycy brzmień spod znaku Paradise Lost, Metalliki czy grupy Tiamat po wysłuchaniu albumu „Morphosis” powinni być zadowoleni.

MLWZ album na 15-lecie