Pogo Pops - Daylight

Artur Chachlowski, Pogo Pops - Daylight

Poprockowa norweska grupa Pogo Pops powraca tego lata wraz ze swoim już ósmym albumem studyjnym zatytułowanym „Daylight”. Ukazuje się on pięć lat po recenzowanym na MLWZ.PL „Love Is The Greatest Compass”, którym – zapewne za sprawą związania się z zaprzyjaźnioną z nami wytwórnią Apollon Records – Pogo Pops po raz pierwszy zwrócili na siebie uwagę polskiej publiczności.

Jeżeli komuś podobał się tamten album, ten będzie zachwycony nowym krążkiem. Zawiera on bezpretensjonalne, zgrabne, bardzo melodyjne piosenki o lekkim i zwiewnym zabarwieniu, W sam raz na zbliżającą się słoneczną porę, oby ciepłego, tegorocznego lata. Jeżeli zaś ktoś spotyka się z nazwą tego zespołu po raz pierwszy, to powiem tylko, że pochodzi on z… Bergen. I teraz wszystko powinno być już jasne.

Mózg tego zespołu to śpiewający basista Frank Hammersland. Towarzyszą mu Nicolai Hamre i Viggo Krüger. Działają ze sobą już od ponad 30 lat (choć tak naprawdę zaczynali już 35 lat temu pod nazwą The Doomsville Boys) i od pierwszej do ostatniej minuty płyty „Daylight” słychać jak wspaniale im się ze sobą współpracuje. Koncertują na tych samych scenach i festiwalach co A-Ha i nie dziwi mnie wcale, że ich popularność w Norwegii wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie.

Na płycie spotykamy mnóstwo śladów melodyjnego brit popu. Ilość chwytliwych, idealnie skrojonych radiowo, momentalnie wpadających w ucho trzyminutowych piosenek jest tutaj wręcz nieprawdopodobna. „My Mind is Like A Radio” mógłby spokojnie znaleźć się na jakiejkolwiek płycie Suede, a tytułowy utwór, który otwiera najnowsze wydawnictwo, brzmi niemal jak The Cure. Są też ukłony w stronę innych artystów, takie jak wokale w przebojowym „Maybe It Was Just a Dream”, które miejscami brzmią jak Roy Orbinson. Utwór ten wydaje się wręcz idealnym kandydatem na przebój gorącego lata. „The Echoes Of The Day” rozpoczyna się indyjskim klimatem w stylu Beatlesów, choć wokal znów brzmi jakby śpiewał Brett Anderson z Suede. „Things That We Did” mógłby zostać napisany przez Neila Hannona. Piosenka „Dancing To The Beat Of My Heart” zagrana jest tak, że wydaje się, iż wykonuje ją

grupa A-Ha. Zamykający płytę „Stay Awake” brzmi jak jakiś stary zagubiony przebój grupy Pilot. Z kolei blisko sześciominutowy „A Certain Sound”, pomimo swojego na wskroś poprockowego charakteru, przejawia inklinacje ku nieco bardziej złożonej muzyce dzięki mocno rozbudowanej formie i długiej partii gitary solowej.

Pomimo licznych, wymienionych wyżej, podobieństw (mógłbym tu jeszcze wymienić takie nazwy, jak Brainstorm czy Keane), piosenki Pogo Pops mają swoją świeżość i łatwo sobie wyobrazić dlaczego tak bardzo podobają się w rodzimej Norwegii. Formuła melodyjnego ambitnego power popu w wydaniu tego zespołu sprawdza się znakomicie. Czas więc na to, by wreszcie należycie doceniła ich także i polska publiczność.

MLWZ album na 15-lecie