D Project

Here On Earth - Nic nam się nie należy

Olga Walkiewicz, Here On Earth - Nic nam się nie należy

Ziemia to małe ziarenko zatopione w głębinie wszechświata, w lodowej nieskończoności, której nie da się ujarzmić. Człowiek to pyłek na wietrze - delikatna i krucha istota, bezbronna w stalowych szczękach kosmosu, sklejona ze strzępków emocji i pragnień, wijąca się niczym larwa w kokonie rzeczywistości. Ale jest tu i teraz. Żyje, eksploruje otaczającą przyrodę, uzurpuje sobie moc władania naturą. Jaki jest naprawdę, jaka jest jego świadomość? - to jedno z wielu pytań jakie zadają członkowie Here On Earth na swoim najnowszym albumie pt. „Nic nam się nie należy”. To już trzeci krążek studyjny katowickiej formacji, po „In Ellipsis” (2016) i „Thallium” (2018). Nagrano go w składzie pięcioosobowym, który tworzą: Krzysztof Wróbel (wokal), Piotr Krasek (gitary, instrumenty klawiszowe), Przemek Nowakowski (bas, wokal), Dawid Czekirda (instrumenty klawiszowe) i Krzysztof Cudny (perkusja).

Nowa płyta jest inna niż jej poprzedniczki i to nie tylko za sprawą warstwy lirycznej. Jest tu cudowna symbioza pomiędzy dźwiękiem i słowem. Słowem w naszym rodzimym języku i muzyką, która zmienia swoja naturę jak kameleon, ewoluuje, roznieca ogień, by po chwili utonąć w zwiewnej melancholii. Bardzo efektowny jest początek w postaci utworu „Samotni”. Zestawienie potężnych, gitarowych riffów wspartych pracą sekcji rytmicznej z ciekawą melodią. Mogłoby się wydawać, że jest czystym mezaliansem połączenie subtelnych linii wokalnych z twardym brzmieniem instrumentów, lecz to właśnie clue tego utworu. Jego siła. Do tego poetyckie słowa poruszające problem wolności wyboru i walki o własną tożsamość.

„Ultrakrepidarianizm” porusza inna bolączkę naszych czasów - nagminne wypowiadanie się na tematy, o których nie mamy pojęcia. Zwraca uwagę na fakt, jak wielu jest wokół ludzi ignorujących głębsze wartości przekazu werbalnego: „Wypowiedz się, by ciszy nadać sens. W tej mowie tylko pustka. Słowotok bzdur składany bez pojęcia. Łakniesz gawiedzi, poklasku...”. Jest tu mocno wyeksponowana warstwa liryczna. Na plan pierwszy wysuwa się głos Krzysztofa. Tło jest lekkie, koronkowe, misternie budowane przez motoryczny dźwięk gitary. W refrenie środek ciężkości przesuwa się na klawisze, pojawiają się agresywniejsze riffy i następuje zwiększenie aktywności na linii łączącej bas i perkusję.

Bardzo ciekawa jest okładka albumu, zaprojektowana przez Przemka Galerta, przedstawiająca nienarodzone dziecko. Jest ono połączone pępowiną z... pustką. Zagadkowa symbolika. Można to różnie zinterpretować, jako brak perspektyw na normalne życie dla przyszłych pokoleń, a może osłabienie wiary w przyszłość?… Co by nie oznaczała ta okładka, jest niezmiernie piękna. Jak muzyka na tym albumie.

„Drzewo i kwiat” to muzyczna perełka i mój faworyt. Relacje międzyludzkie naznaczone nienawiścią, egoizmem i dumą są meritum tego cudownego utworu. Klawisze we wszystkich odsłonach - przenikający dźwięk fortepianu, kwiecistość tła, strunowe szaleństwa, jest tu tyle smaków i odcieni rysujących nastrój sierpniowego popołudnia.

Jak wielkim dylematem jest stosunek młodych ludzi do Kościoła i religii - to tematyka poruszana w utworach „Godni” i „Wdzięczni”. Muszę przyznać, że rozrachunek słowny z instytucją Kościoła nie pozostawia wątpliwości co do poglądów na tę sferę życia.

„Dopóki jeszcze” to motywy zaczerpnięte z codzienności, melancholia i zastanowienie, wiara w siłę swoich przekonań i potęgę uczuć. Ogromną siłę ma tutaj każde zdanie, wachlarz emocji wypleciony z dźwięków, myśli zawieszone na pięcioliniach utkanych z kawałków porannej mgły.

„List” to spotkanie dwojga wokalistów. Występuje tu gościnnie Weronika Skalska i jest to strzał w dziesiątkę. Kobiecy głos wprowadza prawdziwy zastrzyk emocji, nadaje tej kompozycji zmysłowości i pikanterii. Czym dłużej słucha się tej płyty, tym bardziej odczuwa się jak hipnotyzuje.

„Trzeba odejść” to brama do innego wymiaru, gdzie wkracza się z powagą i spokojem. Refleksja nad życiem widzianym znad krawędzi, z miejsca gdzie ustawiono tę ostatnia furtkę.

Zakończenie pełne jest patosu, elektroniki i sensualności. „Obłok Oorta” to kwintesencja nocy i spokoju, daleki obłok, w którym są nasze myśli, marzenia, kawałki gwiazd lub wspomnień. A może go nie ma?… Czarodziejska to muzyka, jak ta dorożka z wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego lub po prostu - Here On Earth…

MLWZ album na 15-lecie