Riccardo Romano Land - B612

Tomasz Dudkowski, Riccardo Romano Land - B612

Opisując najnowszy album Riccardo Romano Land („Spectrum”) wspomniałem, że formacja ta debiutowała w grudniu 2017 roku płytą „B612”, dodając, że do tej pory nie miała ona szczęścia jeśli chodzi o recenzje, nie tylko na naszym portalu. Korzystając z wakacyjnego „sezonu ogórkowego” (choć tak naprawdę nowych pozycji do opisywania nie brakuje) pozwoliłem sobie na przybliżenie tego wydawnictwa.

Gwoli przypomnienia - na czele grupy stoi włoski klawiszowiec i wokalista (grający także na gitarach, basie i akordeonie) znany z zespołu RanestRane i Steve Rothery Band, Riccardo Romano. W obydwu tych formacjach jest głównie klawiszowcem oraz śpiewa w chórkach. W końcu przyszedł czas, by podjąć wyzwanie i zostać frontmanem, przedstawiając publiczności swoje autorskie propozycje.

Pierwsze przetarcie miało miejsce jesienią 2017 roku, kiedy opublikował nagranie „Babylonia”. Do jego realizacji zaprosił kolegów z RanestRane (Daniele Pomo – perkusja, Massimo Pomo – gitary, Maurizio Meo – bas) oraz Steve’a Rothery’ego. Ta rozbudowana, trwająca 13 minut, kompozycja zainspirowana została książką “Windows on the world” Frédérica Beigbedera i zadedykowana ludziom, którzy zginęli w atakach z 11 września 2001 roku oraz wszystkim ofiarom terroryzmu na świecie.

Była to smakowita przystawka przed daniem głównym. „B612” to rock opera, która oparta jest na powieści Antoine’a de Saint-Exupéry’ego „Mały Książę”. I tu wrzucę małą dygresję. Taki tytuł miał mieć także debiutancki album The Ryszard Kramarski Project (TRKProject) wydany kilka miesięcy wcześniej, ale ostatecznie, jak pamiętamy, skończyło się na „Music Inspired By The Little Prince” (czy też „The Little Prince”, bo pod takim tytułem pozycja ta została wznowiona w 2021 roku). Podobieństwa? Oprócz tematyki, na pewno fakt, iż obaj artyści są klawiszowcami w swoich macierzystych formacjach, grają też na gitarze, a także śpiewają (choć Kramarski zadebiutował w tej roli tak właściwie dopiero na tegorocznej płycie Framauro), no i były to debiuty obu grup. O ile jednak „nasza” wersja „Małego Księcia” opowiedziana została przez kwintet muzyków i stanowiła zwarty koncept, tak propozycja Romano zaprezentowana została z jeszcze większym rozmachem. Wystarczy spojrzeć na listę muzyków zaproszonych do rejestracji partii instrumentalnych. Znaleźli się tu, wspomniani wcześniej, Daniele Pomo, Massimo Pomo i Maurizio Meo (RanestRane), jest też kolega Riccardo z grupy Rothery’ego, Dave Foster (gitary). Nie zabrakło też samego gitarzysty Marillion, który ubarwił swoimi partiami jedną z kompozycji. Skład uzupełnili Andrea Bossato (skrzypce), Lorenzo Feliciati (bas) i Luca Grimieri (gitary). Sam Romano zagrał oczywiście na klawiszach, ale także na gitarach, basie, harfie celtyckiej oraz akordeonie. W nagraniach wzięło udział kilkoro wokalistów, którzy wcielili się w role postaci z powieści. I tak, Sonia Bertin zaprezentowała się jako Lis, córka Rothery’ego, Jennifer, zaśpiewała partie Róży, kolega gitarzysty z Marillion, Steve Hogarth, Węża, natomiast członek jego solowego zespołu, Martin Jakubski, użyczył głosu Królowi. Riccardo wziął na siebie role Małego Księcia, Lotnika oraz Latarnika.

Myślę, że historia przedstawiona w książce de Saint-Exupéry’ego znana jest większości czytelników, zatem nie będę skupiał się na fabule płyty. Album trwa 72 minuty, które wypełnione zostały 13 ścieżkami. Część z nich to krótsze, 3-4 minutowe, formy jak spełniające rolę intro nagranie „Laughing Star (part one)”, w którym klawisze oraz skrzypce prezentują jeden z głównych (powtarzających się też później) tematów melodycznych. Inny przykład, to akustyczny „Le Renard” z dominującą partią gitary akustycznej, którego klimat przywołuje skojarzenia z francuską knajpką skąpaną w papierosowym dymie. W obu wymienionych nagraniach wokalnie (po francusku) udziela się Bertin, która w pierwszym pełni rolę narratorki, w drugim natomiast prezentuje swoje umiejętności wokalne, odgrywając rolę Lisa uświadamiającego Księciu, że „to co istotne, jest niewidoczne dla oczu”. Nieco ponad 3 minuty trwa też spokojna piosenka „Echo Of Solitude” , które opisuje moment przybycia Księcia na Ziemię. Tu do śpiewającego niezwykle delikatnie Romano dołącza Jennifer Rothery. Ona jest też główną wokalistką (i autorką tekstu) w utworze „Letter”. W tytułowym liście Róża pisze o tęsknocie za Księciem:

„Over the endless seas my sailor goes

And with him sails my heart

And I can only write

Return to me, my love

When you have to grown to know and understand

The beauty of the unseen

And I’ll forever be

Your anchor and your home

We share a single heart

A bridge between us

So we cannot be lost”.

Ta piękna ballada, zaśpiewana początkowo a cappella, a później z towarzyszeniem fortepianu kończy się motywem znanym z pierwszej części „Laughing Star” zagranym na skrzypcach. Latorośl gitarzysty Marillion śpiewa także w utworach „Invisible To The Eyes” i zamykającym album „Sandcastles”. W obu przypadkach pojawia się w wokalnym duecie z Romano, a nastrój nagrań jest podniosły. Na wyróżnienie zasługują popisy gitarzystów – Fostera w pierwszym z nich oraz Grimieriego w „Sandcastles”, który pięknie zwieńcza płytę. Na uwagę zasługują też dwie kompozycje, w których wokalnie udzielają się współpracownicy Rothery’ego z jego solowego zespołu (Martin Jakubski) i z Marillion (Steve Hogarth). Pierwszy z nich wciela się w Króla w utworze „The King”, pragnącego być czczonym, chwalonym i rozpoznawalnym, którego Książę spotyka na jednej z planet w drodze na Ziemię. Jego zachowanie jest idealnie podkreślone przez bluesowo – musicalowy charakter podkładu i aktorski śpiew Jakubskiego. Zgoła odmienne oblicze ma nagranie „The Snake”, do którego muzykę Romano napisał razem z wokalistą Marillion. Hogarth jest też autorem tekstu, a jego śpiew różni się od tego co prezentuje w większości nagrań macierzystej formacji. Tu jest spokojny, wyciszony, miejscami ocierający się o szept. W końcówce dołącza do niego Romano i obaj panowie prezentują się w duecie. Muzycznie zachwyca wspaniałą partią fortepianu oraz wykorzystaniem skrzypiec.

Spośród pozostałych ścieżek, w których śpiewa już sam lider, na pewno warto wyróżnić spokojną balladę „Lamplighter”. Tytułowy Latarnik to postać samotna, skazana na wieczne włączanie i wyłączanie lampy. Godne uwagi są też sześciominutowy utwór tytułowy z pięknym solem Dave’a Fostera oraz, trwający niemal tyle samo, podniosły song „Laughing Star (part two)”, będący pożegnaniem Pilota i Księcia.

„You will remember me

Inside the midnight shades

And you will comfort me

If I am too afraid

You will my only place

Where always I want to stay

Now your arms become my wings

To take my soul away

I am your laughing star

I am your laughing star

You will remember me

Inside this empty absence

And you will comfort me

In all the chains of distance

The poison I will take

The flight to leave this cage

We’re just the story of the book

To the final page

If you will look for me

Beyond this our time

You will always find me there

The prince of a starry sky

It’s the reality

That now I can believe

Whenever I will need your hands

Whenever you need me

 

I am your laughing star

I am your laughing star

I am your laughing star

 

…Take my soul away…”.

Na koniec zostawiłem sobie dwie najdłuższe propozycje. Pierwszą z nich jest dziewięciominutowy utwór „Compass Rose”, który opowiada o opuszczeniu przez Księcia macierzystej asteroidy. Jest on bardziej dynamiczny, a na uwagę zasługuje praca sekcji Daniele Pomo - Lorenzo Feliciati oraz charakterystyczne solo w wykonaniu Steve’a Rothery’ego. 10 minut, z kolei, trwa pieśń Pilota „Dragonfly”. Jest to opowieść o samotności, którą pojąć mogą tylko ci, co latają. To prawdziwa progrockowa perła z interesującym motywem gitarowym Grimieriego i zapadającymi w pamięć powtarzanymi wersami „Fly with me my little dragonfly, Fly with me…”. I choć w tym utworze nie występuje żaden z muzyków Marillion, to właśnie z twórczością tego kwintetu najbardziej kojarzy mi się ten nader udany song.

Album został wydany przez wytwórnię Ma.Ra.Cash Records na płycie kompaktowej w opakowaniu typu jewel case. Dostępna jest też wersja deluxe w grubej (ponad 100 stron) książce z pięknymi ilustracjami, których autorem jest Davide Costa, a do których stworzenia wykorzystał oryginalne figurki wykonane przez Ilaria’ę D’Angelo. Na kartach książki Riccardo umieścił także dziewięć swoich wierszy. Oprócz płyty z albumem „B612” otrzymujemy także drugi dysk z nagraniem „Babylonia” oraz instrumentalnym „The Birth Of Rose”. Znalazły się one także na wydaniu winylowym wypełniając stronę D dwupłytowej edycji.

„Mały Książę” jest książką opowiadającą o dorastaniu do wiernej miłości, do prawdziwej przyjaźni i odpowiedzialności za drugiego człowieka. Można nieco sparafrazować ten opis i stwierdzić, że w przypadku albumu „B612” Riccardo Romano dorósł do bycia frontmanem we własnym zespole. Zaprezentował on swój pełnowymiarowy autorski debiut udowadniając światu, że jest nie tylko utalentowanym klawiszowcem prezentującym się na scenie niezwykle żywiołowo, ale także bardzo zdolnym kompozytorem, multiinstrumentalistą i wokalistą. Do tego zgromadził na „B612” bardzo ciekawy zestaw muzyków, wśród których znalazły się tak znane postacie ze sceny rockowej jak Steve Rothery i Steve Hogarth. Jednak ani oni, ani pozostali, nie mniej zdolni, muzycy i wokaliści są tu gwiazdami. Jest nią sam Riccardo, który potrafił wykorzystać potencjał gości, ale przede wszystkim dał upust własnemu talentowi i stworzył bardzo ciekawą (prog)rock operę. A że nie był to jednostkowy przebłysk niezwykłych zdolności przesympatycznego Włocha mogliśmy przekonać się w tym roku słuchając jego najnowszego dzieła zatytułowanego „Spectrum”. Nie ukrywam, że tymi dwoma wydawnictwami artysta kupił mnie całkowicie i teraz będę z niecierpliwością czekał na kolejne jego propozycje.

MLWZ album na 15-lecie