Esthesis - Watching Worlds Collide

Tomasz Dudkowski, Esthesis - Watching Worlds Collide

Wydany dwa lata temu debiutancki album francuskiej grupy Esthesis zatytułowany „The Awekening” spotkał się ze sporym uznaniem słuchaczy (m.in. trzecie miejsce w naszym plebiscycie w kategorii "Debiut"). Również na mojej prywatnej liście znalazł się on w czołówce, zatem ze sporym zaciekawieniem wyczekiwałem premiery płyty numer 2 zespołu, na czele którego stoi klawiszowiec i wokalista Aurélien Goude. Oczekiwanie to zostało zakończone 19 sierpnia, gdy światło ujrzało wydawnictwo zatytułowane „Watching Worlds Collide”. Zarejestrowane zostało niemal przez ten sam skład, który wystąpił na debiucie. Na instrumentach klawiszowych, gitarze elektrycznej i lap steel oraz harmonijce ustnej zagrał wspomniany Goude. On także śpiewa, a dodatkowo odpowiedzialny jest za programowanie basu i perkusji oraz za efekty dźwiękowe. Skład uzupełniają Baptiste Desmares (gitary) i Marc Anguill (bas) oraz Arnaud Nicolau (perkusja), który zastąpił Floriana Rodriguesa. Na płycie pojawiło się także kilkoro gości, którzy mieli spory wpływ na brzmienie albumu. Pierwszą z nich jest Mathilde Collet, prywatnie partnerka Auréliena, która wspomaga go wokalnie. I o ile ona pojawiła się już na debiucie (choć w niewielkim wymiarze), tak zaproszenie sekcji dętej P-Horns (Maceo Le Fournis - saksofon tenorowy, Axel Foucan - puzon i Yannis Beugré - trąbka) wprowadza dodatkowe smaczki do muzyki skomponowanej przez Goude i z jego tekstami, a zaaranżowanej przez cały zespół.

Rozpoczynający album utwór "Amber" przyciąga słuchacza intensywnym, pulsującym basem i współgrającą z nim perkusją, które dają podkład do przenikających się partii pianina, gitary i trąbki. Do tego wszystkiego dochodzą głosy Goude i Collet. Jest też fragment z ostrzejszym brzmieniem i ciekawymi efektami klawiszowymi oraz pojawiający się w kilku miejscach motyw zagrany na pianinie. Przez chwilę można usłyszeć mały ukłon (nie wiem czy zamierzony) w stronę… Rammstein (cięższy riff podkreślony odrobiną elektroniki). Jednak jest to tylko chwilowa zmiana po której ponownie pojawia się pianino, orkiestracje oraz gitara, która najpierw gra w tle, by następnie wysunąć się na czoło, serwując intensywną, acz niedługą solówkę. Niespełna 7 minut, w których roi się od zmian klimatów, bardzo dobrze wprowadza w nastrój płyty.

Na drugiej ścieżce umieszczono singlowe nagranie „Place Your Bets”, które ponownie zwraca na siebie uwagę partią basu oraz przestrzenną gitarą z użyciem efektu wah wah. Jest tu też miejsce dla sekcji dętej, która na początku pojawia się w tle, by w drugiej części zaprezentować się w pełnej krasie serwując nam solo na saksofonie. W wielu fragmentach Aurélien śpiewa wspólnie z Mathilde i trzeba przyznać, że ich głosy doskonale współbrzmią. Pod koniec lider prezentuje jeszcze intensywne solo na syntezatorze.

Dwa pierwsze utwory są dość dynamiczne, pora więc na małą zmianę klimatu. Dźwięk marakasów, pojedyncze uderzenia w elektroniczną perkusję oraz fortepian stanowią tło dla subtelnego śpiewu Goude, przechodzącego w pewnym momencie w gwizdanie. Tak zaczyna się jeden z moich faworytów wydawnictwa, czyli nagranie „Skimming Stones”. Po chwili dołącza delikatna sekcja rytmiczna oraz gitara akustyczna. Najpiękniejsze zaczyna się gdzieś mniej więcej w połowie utworu. Po fragmencie z gwizdaniem i wokalizą na pierwszy plan wysuwają się skrzypce, na których gra Mathieu Vilbert prowadząc nas ich bajkowym brzmieniem do finału, w którym ponownie słyszymy także wokalizę. Muzyce towarzyszy poetycki tekst o spokoju, oderwaniu się od codzienności:

“Skimming stones across the pond

Far from the lights of town

Bouncing and flying high, somewhere

Like diamonds through the dark

Stones are dancing in the air

And bright is the moon’s spark

Dragonflies resting on reeds

Water ripples and leaves  

Bouncing and flying high, somewhere

Like diamonds through the dark

Stones are dancing in the air

And bright is the moon’s spark”.

Dodam jeszcze, że jako bonus, w wersji specjalnej (na czerwonym krążku CD) utwór zamieszczony jest także w nieco innej odsłonie, w której w miejscu partii skrzypiec pojawia się gitarowe solo.

A wracając do zasadniczej zawartości albumu, na ścieżce numer 4 pojawia się kolejna interesująca propozycja, choć zdecydowanie inna od poprzedniczki. "Wandering Clouds" rozpoczyna się niemal marzycielsko - łagodny śpiew Goude na tle dźwięków elektrycznego pianina i przywołującej letnie klimaty gitary. Gdzieś w tle pobrzmiewa gitara lap steel. W drugim refrenie dołącza Mathilde, która dośpiewuje swoją część tekstu. W połowie nastrój robi się bardziej mroczny, gitara staje się ostrzejsza, pojawiają się instrumenty dęte (tu na myśl przychodzi mi fragment „Egoist Hedonist” Riverside), a wokalistka wymienia różne miasta, a właściwie porty lotnicze. Tekst opowiada o podróżach, rozstaniach, powrotach i o tęsknocie…

„Sunrise, yet another flight

A warm light is splashing on the shiny wings

Hundreds of passengers, that’s my daily routine

Fields, like a patchwork quilt, are fading out of sight

 

All around the world

All around the world

 

Mountains, through the window plane

I wish I could see you again

In the mists of my heart, you’ve cleared a path

At thirty thousand feet over the sea”.

Za dodatkowe smaczki w nagraniu odpowiada ostatni z gości, Vincent Blanot, który zagrał na banjo, cymbałach i różnych perkusjonaliach.

Równo w środku wydawnictwa pojawia się jedyne instrumentalne nagranie, „Vertigo”, które aż skrzy się od bogactwa brzmień. Jest tu i głęboki bas, który w pewnym momencie wysuwa się na czoło (we fragmencie, w którym Anguill gra klangiem), są różne brzmienia instrumentów klawiszowych, od fortepianu, elektrycznego pianina, aż po Hammondy i syntezatory. Gitara pojawia się w tle (znów użyty jest efekt kaczki), by później uraczyć nas efektownym solem. Pojawia się także sekcja dęta, a odpowiedni groove zapewnia swoją grą Nicolau. Całość brzmi niezwykle ciekawie, wprowadzając na albumie jazzowo – swingujący klimat.

I tak dochodzimy do najdłuższego utworu na krążku, którą jest, trwająca równe 12 minut, kompozycja „57th Street”. Rozpoczynają ją odgłosy tytułowej ulicy oraz duet pianino – gitara, które wraz z sekcją oraz klawiszowymi plamami a’la Richard Barbieri oraz orkiestracjami tworzą mroczne tło dla wokalu Goude i śpiewającej z nim Collete, która w drugiej części utworu prezentuje także wokalizę. Pojawia się też motyw grany na pianinie znany ze ścieżki pierwszej. Całość współgra z pełnym mrocznej namiętności tekstem:

“She got out of the cab

Then asked me for a light

Her eyes were so deep and dark

On 57th Street, Midtown

An unknown time

In Midtown

An unknown crime

 

"Hold my hand", she said to me

"And follow me now"

Fearful eyes were watching us

Under the silver stars

"Come upstairs, I promise I don’t bite

Take a breath and cross the line

And you will be all mine"

 

Close the door, take off your clothes and turn around

Sit down, shut your mouth, forget who you are

Grab this key, burn all your dreams and become my hound

Have a drink, eat something there, you’ll go far

Stay with me, I feel I am so hungry

‘Cause this night is just for you and me”.  

 

W ten sposób dotarliśmy do finału, który stanowi utwór „Through My Lens”. Fragment jego tekstu dał tytuł całości:

“I spend my time

Watching worlds and lives collide

Close to the crime

Close to the other side

Through my lens, So many flames and friends

Behind the fence, I am here when it all ends

Cities burning in the night

A thousand halos of lights

Let the crackling of the embers wrap your mind

And show them what you find

When there’s no hope outside

There’s nothing left to hide”.

„Obserwowanie zderzeń światów i żyć”, to zdanie idealnie podsumowuje zawartość liryczną płyty. Jest to zestaw obrazów, czy też bardziej pocztówek z życia, ludzkich interakcji, uczuć, wyborów i szukania odpowiedzi na odwiecznie pytanie: „dokąd zmierzamy?”. W książeczce poszczególne teksty zilustrowane zostały niezwykle udanymi czarno-białymi rysunkami autorstwa Mathilde Collet, które dopełniają wymowę płyty. A wracając do „Through My Lens”, to tu z kolei uwagę na siebie zwracają ogniste sola gitary (szczególnie ta pojawiająca się mniej więcej w środku utworu robi wielkie wrażenie) oraz partie saksofonu i harmonijki ustnej (gra na niej Goude). Wszystko to, skąpane w dźwiękach Hammondów, pianina (w tym elektrycznego) i połączone po raz kolejny wyśmienitą pracą sekcji Anguill – Nicolau, składa się na imponujący koniec tego nad wyraz ciekawego wydawnictwa.

Opisując debiutancki album grupy w wielu miejscach porównywałem ich twórczość do tego co proponował zespół Porcupine Tree. Na tej płycie jeszcze owe podobieństwa do sławnych kolegów można wychwycić, ale bardziej na zasadzie luźnego skojarzenia niż ewidentnej inspiracji. Goude udało się uniknąć pułapki w postaci tworzenia kopii sprawdzonych na debiucie patentów. Zamiast tego postawił na mroczniejszy klimat, a wprowadzając do swojej muzyki instrumenty dęte dodał jej miejscami jazzowego, czy też swingowego zabarwienia. Nadal jednak propozycję Esthesis możemy zaliczyć do nurtu rocka progresywnego, a poszczególne utwory traktować jako muzykę do nieistniejących filmów, co podkreśla szata graficzna wydawnictwa, gdzie wspomniane rysunki Collet można traktować właśnie jako filmowe kadry. Niezależnie od tego do jakiej szuflady wrzucimy „Watching Worlds Collide”, to warto podkreślić, że jest to po prostu kawał dobrej, niezmiernie wciągającej, świetnie wyprodukowanej, muzyki, od której nie sposób się uwolnić. Na pochwałę zasługuje sekcja rytmiczna, a w szczególności Anguill, którego partie basu wprowadzają niesamowity nastrój. Wartym podkreślenia jest też kunszt wykonawczy pozostałych muzyków, którzy stawiają jednak na klimat bardziej niż na popisywanie się własnymi, niemałymi umiejętnościami. Najważniejsze pozostają jednak kompozycje Auréliena Goude, który widać, że ma zdecydowany pomysł na to dokąd ze swoją twórczością zmierza. Już czekam na jego kolejne propozycje, a póki co tegoroczna płyta znajdzie się z pewnością w czołówce moich ulubionych wydawnictw 2022 roku.

Na koniec wspomnę, że album jest debiutancką pozycją wytwórni Misty Tones, założonej przez Goude i ukazał się w formie płyty kompaktowej w opakowaniu typu digipack w dwóch wersjach – standardowej oraz limitowanej (500 szt.) z dodatkowym nagraniem w postaci alternatywnej odsłony „Skimming Stones”. Planowana jest także winylowa edycja na dwóch czarnych krążkach. Płytę można zamówić na stronie esthesis.bandamp.com.

MLWZ album na 15-lecie