Porcupine Tree - Insignificance

Przemysław Stochmal, Porcupine Tree - Insignificance

Bogatej muzycznej wyobraźni i twórczej wydajności Stevena Wilsona zazwyczaj towarzyszyła zdolność do surowych selekcji materiału, której celem były zawsze: optymalna jakość, długość i spójność płyt. Starannie, perfekcyjnie wręcz wykończony znakomity album Porcupine Tree „Signify” nie był tutaj wyjątkiem, a materiał stanowiący tak zwane odrzuty z sesji w jego przypadku był doprawdy pokaźny. Jego fragmenty pojawiły się na wydanej pół roku po albumie długogrającym promocyjnej kasecie zatytułowanej „Insignificance”.

Wydawnictwo nie stanowiło jednak dogłębnego przeglądu muzyki pominiętej w procesie szlifowania „Signify”. Kompilacja w swoim programie zawarła zarówno kilka premierowych utworów, wycinek z sesji improwizacyjnej, jak i wersje demo kompozycji, z którymi odbiorcy mieli już okazję się zaznajomić, a także interpretację klasycznego utworu z repertuaru grupy.

Co ciekawe, poza dwoma nagraniami pochodzącymi z jam sessions, całość materiału, niejako w opozycji do „Signify” - albumu, który można nazwać pierwszym w pełni zespołowym dziełem Porcupine Tree, stanowi prezentację osobistych wysiłków lidera grupy. Wśród czterech demówek, które się tu znalazły, najciekawiej prezentuje się wstępny zarys tej kompozycji, która do swojej finalnej postaci musiała przejść najdłuższą drogę. Mowa o „Signify”, której solowy wilsonowski szkic, połączony zresztą z interpretacją utworu „Hallogallo” niemieckiego Neu!, zdecydowanie wskazuje na krautrockowe korzenie późniejszego rockowego killera.

Nagrane w pojedynkę premierowe utwory być może i nie wpasowałyby się w nastrojowy kontekst czwartej płyty studyjnej Porcupine Tree, jednak pozostawienie ich w szufladzie pozbawiłoby sympatyków grupy całkiem wartościowych świadectw twórczych zrywów Wilsona połowy lat 90. „Wake As Gun”, mimo że traktowany był przez twórcę jako punkt wyjścia do większej formy, a wkrótce miał się stać zawiązkiem innego utworu w repertuarze Wilsona, piosenki „Jack the Sax” No-Man, sam w sobie broni się świetnie, będąc dowodem tradycyjnej fascynacji lidera Porcupine Tree muzyką wokalno-songwriterską lat 60. i 70. Natomiast iście Gilmourowski „Smiling Not Smiling” to świetny materiał na przebój, który mógłby bez żenady funkcjonować w środowisku spod znaku „Stupid Dream”.

Akustyczna wersja pochodzącej z debiutanckiej płyty ballady „Nine Cats” jest w tym zestawie raczej niewiele wnoszącą ciekawostką, natomiast wzięte z sesji improwizacyjnych „Door To The River”, nieco zrekonstruowane w post-produkcji, oraz nagrane w trio „Insignificance” stanowiły swego rodzaju zwiastuny wydawnictwa „Metanoia”, które miało ukazać się rok później jako zapis dwóch potężnych sesji improwizacyjnych z lat 1995 i 1996. Gdy zbiór „Insignificance” po latach zaczął funkcjonować jako dodatkowy krążek reedycji „Signify”, improwizacje, dostępne już pod szyldem „Metanoia”, ustąpiły miejsca w programie kolejnemu nagraniu demo, zatytułowanemu „Dark Origins”.

Zarówno w momencie wydania, jak i w formie późniejszego suplementu do remasteru „Signify”, „Insignificance” stanowiło zestaw tyleż interesujący, co jednak niepełny i niereprezentatywny dla całego bogactwa materiału, któremu nie poszczęściło się tak, jak perełkom zawartym na albumie długogrającym. Zwłaszcza raziło w tym kontekście pominięcie dostępnych na singlach kompozycji „The Sound Of No-One Listening” (obecnej jednak w wersji demo jako „Neural Rust”), „Colourflow In Mind” oraz „Fuse The Sky”. Co ciekawe, publikacji tych nagrań wespół z premierowymi utworami z „Insignificance” doczekali się... polscy fani grupy, dzięki wydanej w 1999 roku przez Rock-Serwis kasecie „Stars Die - Rare & Unreleased”.

Steven Wilson musiał mieć słabość do odrzutów z sesji „Signify”, niektóre z nich funkcjonowały bowiem jeszcze jako strony B singli promujących album „Stupid Dream”. Nawet jeśli nagrania te dryfowały gdzieś przez lata w wydawniczym chaosie, na czele ze skompilowanym jakby naprędce i później modyfikowanym „Insignificance”, to jednak ich funkcjonowanie i wszędobylstwo w szeroko pojętej dyskografii Porcupine Tree zdają się dobitnie potwierdzać, że połowa lat 90. i prace nad albumem „Signify” stanowiły niewątpliwą artystyczną kulminację kariery Wilsona i jego formacji. A mówiąc ściślej - pierwszą z takich kulminacji.

MLWZ album na 15-lecie