Camel

Riis, Bjørn - A Fleeting Glimpse EP

Maciej Niemczak, Riis, Bjørn - A Fleeting Glimpse EP

Jest rok 1994. Grupa pięciu nastolatków z jednej ze szkół w Oslo uczestniczy w koncercie zespołu Pink Floyd, który promował album „The Division Bell”. Młodzieńcy postanowili założyć band i grać utwory swoich ulubieńców. Po sześciu latach, w 2000 roku, zapadła decyzja, że zaczną tworzyć własne nagrania i wtedy pojawiła się po raz pierwszy nazwa ‘Airbag’. Nie o nich jednak dzisiaj napiszę, a o Bjørnie Riisie - gitarzyście tej fantastycznej norweskiej grupy. Jako ciekawostkę podam, że jego pierwszą inspiracją nie był wcale David Gilmour, a… Ace Frehley z grupy Kiss. W sumie dobrze się stało, że nie poszedł tą ścieżką, bo być może teraz byłby tylko jednym z wielu, a tak jest w tym momencie pierwszoplanową postacią na progresywnej scenie rockowej i swoimi kompozycjami maluje nam wyjątkowe pejzaże muzyczne, skłaniające do marzeń i refleksji.

Bjørn to bardzo pracowity człowiek. Oprócz bycia głównym gitarzystą i autorem utworów Airbag, nagrywa również solowe albumy. To nie wszystko, bowiem wspomógł też lidera White Willow, Jacoba Holm-Lupo, na trzeciej płycie jego projektu The Cartel Opium (płyta „Valor” z 2020r.). Wystąpił też gościnnie na dwóch pierwszych płytach ziomków z zespołu Oak i czterech ostatnich krążkach włoskiego muzyka Marco Ragniego, przy czym tegoroczny krążek „Anything You Want” jest firmowany również i jego nazwiskiem. Jakby tego było mało, to zarządza witryną internetową gilmourish.com.

W marcu tego roku, oprócz wspomnianego już albumu nagranego wraz z Marco Ragnim, wydał swój już czwarty LP „Everything To Everyone”, który spotkał się z gorącym przyjęciem słuchaczy. Ale to nie koniec, bo na 30 września zapowiedziana jest premiera EP-ki   „A Fleeting Glimpse” i o tym właśnie krążku chcę Wam dziś rzec parę słów. Jest to niespełna trzydziestominutowy materiał zawierający cztery utwory. Pomysł na ten minialbum narodził się w głowie Bjørna w trakcie nagrywania „Wszystkiego dla wszystkich”. Miał się tam znaleźć pewien utwór, który to muzyk postanowił przearanżować, dopisać tekst i wydać jako coś zupełnie nowego. Zapytał szefostwo wytwórni Karisma Records czy byliby zainteresowani wydaniem jeszcze jednej płyty. Ci przyjęli propozycję entuzjastycznie i Riis ponownie wszedł do studia. Zaprosił do współpracy braci Brøter (Arilda i Øyvinda) z zespołu Pymlico oraz znanych ze swoich wcześniejszych płyt: Mimmi Tambę i Pera Øydira. Nad całością czuwał wieloletni kompan Vegard Kleftås Sleipnes, a za efekt końcowy odpowiadał wspomniany wcześniej Jacob Holm-Lupo. Bjørn zawsze darzył wielkim podziwem grupę Pink Floyd, a w szczególności Davida Gilmoura i od dawna chciał spróbować napisać nowy materiał oparty na ich muzyce. Nie chodziło mu o bezmyślne kopiowanie czy też o covery, lecz o utwory podkreślające wpływy swoich idoli, nie zatracając przy tym swojego stylu. Dzięki „A Fleeting Glimpse” z nawiązką spełnił te ambicje i marzenia.

EP-kę otwiera „Dark Shadows (part 1)”. Utwór znajduje się obecnie na szczytach wielu rockowych list przebojów. To jest właśnie ten na nowo nagrany numer, który pierwotnie miał znaleźć się na „Everything to Everyone”. Do nagrania tego utworu Riis zaprosił Durgę McBroom, która w przeszłości występowała z Pink Floyd. Jej występ to niejako dopełnienie połączenia fascynacji muzyką Floydów i spełnienia jego pragnień. Oto co na ten temat powiedział sam Bjørn: „Praca z Durgą McBroom i jej piękny głos w jednej z moich piosenek była dla mnie niesamowitym przeżyciem. Dorastałem z tym głosem”. Durga dodaje: „Bardzo podobała mi się praca nad tym projektem. Myślę, że piosenka ma wyjątkowe brzmienie i jestem zaszczycona, że ​​poproszono mnie o zaśpiewanie jej”.

„Dark Shadows (part one)” zaczyna się delikatnymi dźwiękami gitary akustycznej i melancholijnym wokalem Bjørna. Gdzieś w tle słychać chórki Mimmi. Nagle pojawia się ten niesamowity głos Durgi przywołujący na myśl wspaniały „The Great Gig in the Sky”. Wraz z nią nieśmiało wkraczają do akcji perkusja i bas oraz nostalgiczne klawisze. Za chwilę na pierwszy plan wyłania się bardzo wyraźna gitara elektryczna, która w pewnym momencie eksploduje ognistą solówką. I kolejny zwrot: dźwięki sączące się z fortepianu jako tło dla popisów wokalistki i nostalgiczne wibracje basisty. Cudowna kompozycja.

Instrumentalny numer „A Voyage to the Sun” to fragmentami zdecydowanie najbardziej dynamiczny utwór na krążku, choć nie brakuje tu nastrojowych, spacerockowo brzmiących partii klawiszy. Psychodeliczny początek przypominający nieco „Welcome to the Machine” przechodzi w rytmy gitary bliskie „Time”, by po chwili powrócić do chłodnych, kosmicznych klimatów z początków ery Floydów – na myśl przychodzi mi tu pamiętny utwór „Set The Controls For The Heart Of The Sun”.

Początek „Summer Meadows” - trzeciego, również instrumentalnego utworu, to dzwony brzmiące jak w „High Hopes”. Trele skowronków wprowadzają nas w bardzo nastrojowy klimat podkreślony gitarą akustyczną i delikatnym basem. Gdzieś tak w okolicach setnej sekundy pojawia się w tle niezwykle subtelna solówka, która z akustycznymi dźwiękami strun daje niesamowity efekt letniego odprężenia. Wręcz melancholijne brzmienie instrumentów przywołuje w pamięci najspokojniejsze fragmenty „Ciemnej strony księżyca”, ale i „The Division Bell” czy też solowego albumu Davida Gilmoura „On an Island”. Uwielbiam to nagranie – zdecydowanie moje klimaty.

Minialbum kończy druga część utworu „Dark Shadows” i jest ona kwintesencją tego, co usłyszeliśmy wcześniej. Aranżacja w stylu „A Voyage to the Sun”, z typowym nostalgicznym wokalem Riisa na początku, bardzo spokojnym tempem prowadzącym nas do solówki, jak w „Momentary…”. Mimo odniesień do Pink Floyd wyraźnie słyszymy tu też Airbag.

Szkoda, że to tylko 30 minut, ale ciszę się, że Bjørn Riis w ogóle wpadł na pomysł nagrania tej EP-ki i uraczył nas wspaniałą ucztą muzyczną. Fanów, tak swoich, jak i Airbag, na pewno zadowolił tym wydawnictwem, a sympatyków twórczości Pink Floyd zachęcił do poznania jego talentu. Mam cichą nadzieję, że ten fantastyczny muzyk z Oslo powróci kiedyś z podobnym materiałem, tyle że w dłuższym wymiarze czasowym. „A Fleeting Glimpse” jest perfekcyjna pod względem kompozytorskim, cudowna instrumentalnie i brzmieniowo. I ten niesamowity klimat - niepowtarzalny, stworzony z mozaiki barwnych obrazów, sekwencji muzycznych reminiscencji, wspomnień zaklętych w dźwięki i marzeń, które się spełniają.

Dziękuję Ci, Bjørn, za ten krążek.

MLWZ album na 15-lecie