Manticore - Elements

Olga Walkiewicz, Manticore - Elements

Przygoda z grupą Manticore jest podróżą w przeszłość do progresywnej stylistyki lat 90. lub jeszcze wcześniej, kiedy to królowała klimatyczność wczesnych produkcji Genesis, ELP czy Camel. Najnowszy album „Elements” pokazuje, że szwedzcy muzycy nadal patrzą na świat przez różowe okulary zakupione w ubiegłym wieku i nie dążą, aby przesiąść się z Dodge Challengera w coś bardziej nowoczesnego. A na muzycznej autostradzie panuje coraz większy ruch i bardzo łatwo można zostać w tyle niezauważonym.

Z drugiej strony ich ukłon w stronę neoprogresywnej klasyki ma swój niezaprzeczalny urok. Muszę przyznać, że dzięki tej płycie miałam okazję przenieść się w czasie, powrócić do ich pierwszego albumu, którego nie słuchałam już bardzo długo. To niezmiernie miły powrót. Można ponownie odkryć to, co zatarło się w naszej pamięci. „Time To Fly” to był rok 1993. Rozpoczynający tę płytę utwór „New Foundation” nie bez powodu wywołuje na mojej twarzy uśmiech i miłe skojarzenie z pewną audycją, jaka pojawia się w Rock Serwis FM w środy o godzinie 21:00… Ale do rzeczy. Po wydaniu tego albumu, muzycy nie nagrali nic aż do roku 2018. Wtedy ukazała się ich druga pozycja fonograficzna - album „Next Step: Flight 19”. Z oryginalnego składu z 1993 roku (Putte Eriksson, Goran Holmberg, Ulf Holmberg, Kjell Jansson i Erik Olsson) zostali tylko obaj panowie Holmberg, do których dołączyło dwóch innych muzyków: grający na perkusji Per Ostling i gitarzysta - Jon-Terje Sundberg.

Premiera trzeciego krążka zespołu, nagranego w tym samym zestawie personalnym, miała miejsce 28 października 2022 roku. Znajduje się na nim sześć kompozycji, bardzo zróżnicowanych - od długich epickich suit instrumentalnych, jak „The Wood” po filigranowe piosenki, jak „Open Your Eyes”. Czasem warto posługiwać się tak silnym kontrastem. Robiło to wielu twórców, na przykład Mike Oldfield, który uwielbiał zestawiać na swoich płytach instrumentalne monumenty z lekkimi, wręcz przebojowymi utworami wokalnymi. Może ktoś to uznać za wadę, ja widzę w tym raczej zalety. Dzięki takim zabiegom unikamy znużenia, nie ma jednostajności. Przy dłuższych utworach możemy zaczerpnąć w płuca głęboki oddech czy rozluźnić się przy lżejszej formie, jaką jest piosenka, szczególnie piękna i zmysłowa.

Płytę otwiera wspomniany już przeze mnie instrumentalny utwór „The Wood”. Jest on niezmiernie dopracowany w każdym szczególe, począwszy od organowych improwizacji w stylu Jona Lorda, po dialogi pomiędzy klawiszami, a gitarą i efektowne solówki. Pojawia się też znakomita linia basu, która toczy opowieść wtopioną w tło budowane rytmem. Muzycy eksplorują tu różne rejony stylistyczne, posługują się szeroką paletą barw, nanoszą symfoniczny rozmach na głębię i wyrazisty deseń sączący się z każdego dźwięku.

Wspominałam o piosenkach, lecz nie są one zwyczajne. Mają w sobie ogromną dawkę subtelnego czaru i piękna. „Open Up Your Eyes” pokonał mnie eliksirem świetlistej miękkości oraz cudownymi smyczkami zgrabnie wplecionymi w linię wokalną. Goran Holmberg to wokalista o którym można powiedzieć, że nie trzeba być Enrico Caruso, aby tworzyć prawdziwe piękno. Początek nagrania „New Horizon” skojarzył mi się przez motyw gitarowy z pamiętnym utworem „Closer To The Heart” grupy Rush. Ale to tylko początek. Muzyka dalej płynie swoim niezależnym nurtem - wolnym od porównań. „Rain Is Falling” nastraja romantycznie. Jest jak blask słońca przesiąkający złocistą mgłą poprzez chmury. Spokojny, kołyszący miękko w stylu ballad Barclay James Harvest. „Nordic Shadows” jest smakowitą, epicką wstawką, która mogłaby stanowić ilustrację do niejednego filmu. To najkrótszy utwór na płycie z fantastyczną gitarą Ulfa Holmberga wsiąkającą w rozedrgane klawiszowe wersy. A na deser pojawia się utwór tytułowy „Elements”, który jest muzycznym podsumowaniem klasycznego w swojej formie progresywnego charakteru płyty. To świetna dziesięciominutowa kompozycja ze znakomitymi chórkami, aurą wiosennego popołudnia w ogrodzie, gdzie światło odbija się od fontann wyobraźni. Tak jak na okładce albumu - zieleń drzew i samotna altana przeglądają się w lustrzanej powierzchni stawu, tak nowa muzyka Manticore zatapia swoje piękno w zwierciadle duszy...

MLWZ album na 15-lecie