D Project

Shadow Gallery - Room V

Artur Chachlowski,
Image Nie wiedzieć czemu zespół Shadow Gallery nigdy nie zyskał sobie tak mocnej pozycji, jak Dream Theater, Threshold, czy Queensryche. Być może na samym szczycie progmetalowego gatunku jest tak ciasno, że nie ma tam miejsca dla zbyt wielu potencjalnych gwiazd. Ale swoją nową płytą pt. „Room V” Shadow Gallery udowodnił, że należy mu się zaszczytne miejsce w panteonie wykonawców metalowych.

I. Pierwsza połowa lat 80-tych.

Czterech młodych muzyków: Mike Baker (v), Carl Cadden-James (bg), Ron Evans (k) i John Coonie (dr) zakłada grupę Sorcerer, która oprócz pierwszych autorskich kompozycji wykonuje covery, głównie Yngwie Malmsteena i zespołu Rush.

II. Rok 1985.

Do grupy dołączyli pianista Chris Ingles i gitarzysta Brendt Allman, dysponujący ogromnym potencjałem kompozytorskim. Zarazem staje się to zaczątkiem pierwszego wcielenia zespołu, który wkrótce zmienia nazwę na Shadow Gallery.

III. Rok 1987.

Brendt Allman i Carl Caden-James komponują utwór “The Queen Of The City Of Ice”, który kilka lat później stanie się pierwszym okrętem flagowym w repertuarze zespołu.

IV. Rok 1989.

Zespół wysyła swoje pierwsze demo do Mike’a Varneya, który wraz z Peterem Morticellim zakłada nową wytwórnię płytową Magna Carta. To pierwsza firma w USA specjalizująca się w wydawnictwach spod znaku „heavy metal progressive rock”.

V. Rok 1991.

Shadow Gallery jako drugi zespół po Magellan podpisuje kontrakt płytowy z Magna Cartą.

VI. Rok 1992.

W czerwcu ukazuje się debiutancki album Shadow Gallery. Nie ma on żadnego tytułu, a wypełnia go 7 bardzo udanych kompozycji. Płyta zdobywa pierwsze entuzjastyczne recenzje, szczególnie w Japonii i Europie.

VII. Rok 1993.

Zespół przygotowuje swoje pierwsze zagraniczne tournee. W tym celu zatrudnia dodatkowego gitarzystę Gary Wehrkampa. Początkowo miał on tylko towarzyszyć Shadow Gallery w charakterze muzyka koncertowego, ale wkrótce staje się nowym, pełnoprawnym członkiem grupy. Po doskonale przyjętej trasie Shadow Gallery przystępuje do pracy nad nowym albumem.

VIII. Rok 1994.

Trwają poszukiwania nowego perkusisty. Do zespołu przymierzany jest Kevin Sofera. Z nim w składzie zespół wchodzi do studia, by nagrać płytę pt. „Carved In Stone”.

IX. Rok 1995.

W lipcu ma miejsce premiera nowego albumu. Zawiera on tym razem 8 utworów, z których jeden, zamykający całość „Ghostship” to porywająca, ponad 20-minutowa suita. Słuchacze oraz krytycy powszechnie komplementują nową płytę, a popularność Shadow Gallery zatacza coraz szersze kręgi. Zespół otrzymuje zaproszenie do zaprezentowania swoich wersji utworów na serii albumów – tributów, wydawanych przez wytwórnię Magna Carta w hołdzie wybitnym wykonawcom w historii muzyki rockowej. I tak, na kompilacji „The Moon Revisited”, poświęconej grupie Pink Floyd, zespół Shadow Gallery wykonuje utwór „Time”, na Supper’s Ready (hołd dla Genesis) – „Entangled”, na „Tales From Yesterday” (Yes) – „Release, Release”, a na „Working Man” (Rush) – „The Trees”.

X. Rok 1996.

Kevina Soferę zastępuje Joe Nevolo. W listopadzie zespół pisze pierwsze utwory na swój trzeci album studyjny.

XI. Rok 1998.

Po długiej i żmudnej pracy w studiu nagraniowym 25 września na rynku ukazuje się nowa płyta Shadow Gallery. „Tyranny” jest koncept albumem podzielonym na dwie, składające się z 7 utworów części. Wydawnictwo to charakteryzuje się zdecydowanie cięższym brzmieniem niż dwa pierwsze albumy, ale nie przeszkadza to w zyskaniu dalszej sympatii zarówno progresywnych, jak i heavymetalowych fanów. Ostatnie dwa miesiące roku Brendt Allman, Carl Cadden-James i Gary Wehrkamp spędzają z wokalistą Dream Theater, Jamesem LaBrie, komponując cztery utwory, które znajdą się na jego pierwszej solowej płycie „Mullmuzzler – Keep It To Yourself”.

XII. Rok 1999.

Inny członek zespołu, wokalista Mike Baker użycza swojego głosu do projektu „Leonardo – The Absolute Man”. Baker występuje jako Giovano Francesco Melzi – bliski przyjaciel i uczeń Leonarda daVinci.

XIII. Rok 2000.

Grupa Shadow Gallery robi sobie roczną przerwę, którą poszczególni muzycy wykorzystują na komponowanie oraz realizację innych, niekoniecznie muzycznych projektów. Gary Wehrkamp nawiązuje bliską współpracę z Arjenem Lucassenem – założycielem i twórcą sukcesów formacji Ayreon. Współpraca ta owocuje udziałem Wehrkampa na wydanej w 2001r. płycie „Flight Of The Universal Migrator”. Inni członkowie zespołu komponują utwory na kolejny solowy projekt Jamesa LaBrie.

XIV. Rok 2001.

Gary Wehrkamp uczestniczy w sesji nagraniowej  projektu Explorer’s Club. Tym samym, obok Trenta Gardnera (Magellan), Johna Myunga (Dream Theater) i Terry’ego Bozzio (ex-Zappa, ex-UK) staje się on jednym z zasadniczych filarów tego przedsięwzięcia,. Rozpoczyna się sesja nagraniowa nowej płyty Shadow Gallery, która pod tytułem „Legacy” pojawia się w sklepach w połowie roku. Album składa się zaledwie z 6 utworów, a jego prawdziwą  ozdobą staje się rewelacyjna półgodzinna megakompozycja pt. „First Light”.

XV. Lata 2002 – 2004.

Sukces nowego albumu kończy wieloletnią współpracę zespołu z wytwórnią Magna Carta. Grupa podpisuje nowy kontrakt z InsideOut Records i rozpoczyna pracę nad nowym materiałem.

XVI. Rok 2005.

Na półki sklepowe trafia nowa, już piąta w dorobku Shadow Gallery płyta długogrająca, czemu zespół daje wyraz, nadając jej tytuł „Room V”. Album skonstruowany jest bliźniaczo podobnie do wydanej w 1998r. płyty „Tyranny”, czyli składa się z dwóch części, z których każda zawiera 7 utworów. Sądząc po numeracji tych części (Act III i Act IV) album „Room V” należy uznać za kontynuację konceptu zapoczątkowanego na „Tyranny”. Inna rzecz, że poszczególne fragmenty tego wydawnictwa to pod każdym względem nagrania wybitne i wspaniałe. Do najważniejszych i najbardziej udanych nagrań zaliczyć można długie, mocno rozbudowane kompozycje „Vow”, „Torn” „Encrypted” oraz „Rain”. Powinny one swym pięknem szczególnie zadowolić miłośników symfonicznych brzmień. Do fanów metalu przemówią najbardziej utwory „The Archer Of Ben Salem”, „The Andromeda Strain” i tytułowy „Room V”, a słuchaczy ceniących techniczne fajerwerki i niesamowite instrumentarium z pewnością urzekną połączone ze sobą w jeden cykl  nagrania „Birth Of A Daughter”, „Death Of A Mother” oraz „Lamentia”. Na płycie „Room V” nie znajdziemy słabych momentów, nie ma tu nieudanych utworów, nie ma nudnych, na siłę wydłużonych kompozycji. I choć całość trwa aż 75 minut, to ani przez chwilę nie sposób  znużyć się przy tej muzyce. Aż dziw bierze, że Shadow Gallery do dzisiaj wciąż jeszcze gwiazda „na dorobku”. Możliwościami, potencjałem i umiejętnościami dorównuje najsłynniejszym przedstawicielom progmetalowego gatunku. Ale i tak przez skórę czuję, że w  najbliższych miesiącach cały rockowy świat oszaleje raczej na punkcie płyty „Octavarium” grupy Dream Theater, niż „Room V” Shadow Gallery. I dlatego uważam, że ten świat nie zawsze bywa sprawiedliwy.

MLWZ album na 15-lecie