D Project

Simon Apple - River To The Sea

Artur Chachlowski,
ImageUtarło się tak, że gdy Czytelnicy MH sięgają po dział recenzji swojego ulubionego miesięcznika i pod omówieniem danej płyty widnieje nazwisko niżej podpisanego, to pewnie od razu rodzi się myśl: ”oho, jeszcze jedna progrockowa recenzja”. Tym razem zaskoczę wszystkich. Muzykę na płycie amerykańskiej grupy Simon Apple trudno zaliczyć do tego, co najwięksi puryści nazwą klasycznym rockiem progresywnym. Ale zaraz zaskoczę wszystkich jeszcze bardziej: nie jest to także zespół metalowy. Czego zatem można spodziewać się po muzycznej zawartości płyty „River To The Sea”? I tu pojawia się pewien problem z precyzyjną odpowiedzią, gdyż to dość eklektyczny album. Ale zanim spróbujemy opisać jego rozmaitość i muzyczną różnorodność, przyjrzyjmy się samemu zespołowi. Tworzy go trzech muzyków: Jeff Miller (k,g), Dan Merril (v) oraz Buzz Taylor (dr). Te nazwiska zapewne nikomu nic jeszcze nie mówią. Imponujące jest za to grono towarzyszących im artystów zaproszonych do nagrania tej płyty. W gronie tym znajdujemy m.in. basistę Tony Levina (King Crimson, Peter Gabriel), saksofonistę Johna Helliwella (Supertramp), gitarzystę Bucka Dharmę (Blue Oyster Cult) i wiolonczelistę Hugh McDowella (ELO). Szacowne to towarzystwo, które mocno odciska swe piętno na muzyce granej przez zespół. Nie sposób wyróżnić żadnej z 15 doskonałych kompozycji wypełniających ten album. Wszystkie są piękne, udane i świetne zagrane. Pop rock? Melodyjny rock? Soft rock? Nie chodzi tu o etykietki, lecz jeżeli ktoś zna muzyczny dorobek Kevina Gilberta i jego formacji Giraffe, jeśli ktoś ukochał sobie produkcje spod znaku zespołów XTC, czy Steely Dan, temu powiem, że stylistycznie grupie Simon Apple nie jest daleko w te rejony. Zaskakująco dobra to płyta. Coraz piękniejsza przy każdym kolejnym przesłuchaniu.
MLWZ album na 15-lecie