Simon Says - Paradise Square

Artur Chachlowski,
ImageThe Lamb Lies Down On Paradise Square… Tak w najkrótszych słowach można by zrecenzować płytę szwedzkiego kwartetu Simon Says. Ogromna jest ilość elementów, które czynią ją bardzo podobną do pamiętnego dzieła Genesis z 1974 roku. Przede wszystkim oba te wydawnictwa są klasycznymi koncept albumami. Fabuła obu historii jest dość zawiła, chwilami wręcz niezrozumiała i wymagająca sporego wysiłku ze strony słuchacza, co niewątpliwie czyni ją jeszcze bardziej atrakcyjną i intrygującą. W obu przypadkach główny bohater (na płycie Genesis – Rael, tu – Simon) przemierza fantastyczne krainy, przenosi się w nierealne miejsca, spotyka przedziwne postaci (Rael – Doktora, Slippermana i Lamię, Simon – Scarecrowa i Mordercę). Na obu płytach wokalista (przed laty Peter Gabriel, tu – Stefan Renstrom) wcielają się na raz w kilka postaci, odpowiednio modulując swój głos. W obu przypadkach słowa poszczególnych utworów stanowią uzupełnienie dla właściwego libretta – opowieści wydrukowanej na okładce obok tekstów. Prawdziwe piękno obydwu albumów odkrywa się dopiero po kilkakrotnym, uważnym przesłuchaniu. Do pewnego stopnia nawet okładki obu płyt są podobne. No i sama muzyka... Grupa Simon Says gra tak, jakby czas zatrzymał się w miejscu: melotrony, Hammondy, rozbudowane partie instrumentalne, długie, bardzo długie kompozycje, często zmieniające się melodie i nastroje. Album „Paradise Square” najwyraźniej udał się młodym Szwedom. A z tego co wiem, to wcale nie ich pierwsze dzieło. Zatem szczególnie gorąco polecam te płytę wszystkim zwolennikom ortodoksyjnego, krystalicznie czystego prog rocka.
MLWZ album na 15-lecie